Życie na Kubie – recenzja filmu „Melasa”

Melaza to małe kubańskie miasteczko, gdzie nic się nie dzieje, a ludzie każdego dnia walczą o lepsze jutro dla siebie i swoich rodzin, tęsknie wspominając czasy prosperujących fabryk cukru trzcinowego i energii życia. Kryzys ekonomiczny dotyka tutaj każdego, odbierając werwę i soczystość przeżywania chwil, z którymi utożsamiamy latynoskie temperamenty. Carlos Lechuga nie przerysowuje zastanej rzeczywistości i w naturalistyczny sposób przygląda się absurdom codziennego życia. 

Trzcina cukrowa złowrogo szeleści poruszana przez wiatr wokół opuszczonych fabryk i młynów, które w gotowości czekają na przyjęcie pracowników. Melaza jest miastem stagnacji, wszechogarniającej rezygnacji, gdzie wszelkie starania i zrywy zostają tłumione przez socjalistyczne idee hołubiące równość i kolektywne działanie. ?Melasa? przede wszystkim przedstawia zmagania dwójki młodych ludzi: Aldo i Monici, którzy pomimo posiadanej pracy nie są w stanie zapewnić godziwego życia sobie oraz córce Monic i niepełnosprawnej matce. Ona pracuje w zamkniętej fabryce cukru, gdzie sprawdza stan maszyn, a on jest nauczycielem, gdzie uczy dzieciaków pływania na sucho w pustym basenie. Młode małżeństwo robi, co może, aby zyskać dodatkowe fundusze, poszukując dodatkowych zajęć nie zawsze zgodnych z prawem. Wszystko komplikuje się, kiedy małżeństwo otrzymuje mandat ponad ich siły finansowe. Gonią za każdym groszem, oddalają się od siebie, ale w ciszy i spokoju walczą o swoją miłość. Zaangażowanie i oddanie nadają tożsamości ich związkowi, czyniąc z nich cichych bohaterów codzienności.

Kubański film to kino chwil, subtelnych spojrzeń i niespiesznego rytmu opowiadania w doskonałym wydaniu aktorskim. Yuliet Cruz delikatnie wygrywa niuanse kobiecości i zdecydowanej zaradności, kradnie całą uwagę dla siebie, przyciągając pełnym wyrazu spojrzeniem.

Reżyser opowiada kameralny dramat ludzi, którzy nigdy nie będą mieli szans dokonywać wyborów i nie osiągną poziomu życia zachodniego człowieka. Jednocześnie nie czyni z nich cierpiętników, ale pokazuje siłę walki i miłość, która rozwija się i kwitnie niezależnie od miejsca na ziemi. To historia poobijanego społeczeństwa, które otoczone ograniczeniami i indoktrynacją uwielbienia narodu od małego, wciąż poszukuje radości życia. Największą siłę, ale i też brzemię stanowi nadzieja, która tkwi w mieszkańcach wioski, jak i w obrazie Lechuga. Nadzieja, że kiedyś po prostu będzie lepiej. 

 
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz