Ze wszystkich sił kochaj mnie – recenzja filmu

Kiedy kino sięga po temat kalectwa, w tle zawsze wybrzmiewa nuta ludzkiego współczucia. Zepchnięty przez los człowiek w obliczu całego świata. W filmie Nilsa Taverniera główny bohater, choć dotkliwie niepełnosprawny, jest postacią, której wewnętrzna siła dodaje skrzydeł - tak, że po wyjściu z sali kinowej chce się patrzyć w niebo i krzyczeć: kocham Cię, życie!

Julien ma marzenie: stopić lodowate serce ojca (Jacques Gamblin) i uzyskać jego akceptację. Do dnia swoich osiemnastych urodzin jest kalekim chłopcem, wychowywanym przez nadopiekuńczą matkę (Alexandra Lamy), która to nosiła w sobie ciężar rozpadającej się rodziny. Nieustępliwy Julien (Fabien Heraud) postanawia rzucić wyzwanie swojemu opiekunowi: chce wystartować z nim w morderczym, szesnastogodzinnym maratonie Ironman w Nicei i - tym samym - "zagrać o wszystko". Zwycięstwem w tej walce nie jest tylko ukończenie zawodów, lecz także zmierzenie się z własnymi słabościami, ograniczeniami czy, w końcu, z całym bagażem braku kontaktu i porozumienia pomiędzy członkami rodziny.

Dzieło francuskiego reżysera to psychologiczny portret rodziny na skraju upadku emocjonalnego. Brak wyrazistych więzi, komunikacji, zrozumienia prowadzi ich wprost na wyżyny zamknięcia się w sobie i braku chęci na jakąkolwiek walkę o siebie. Alpejski krajobraz, pełen otwartej przestrzeni, sprzyja wyobcowaniu. Doskonale wydobywa każdą z samotności. Jest swoistym lustrem. Początkowo nierealny pomysł wystartowania w wyczerpujących zawodach jest wyzwaniem fizycznym, ale - nade wszystko - jest wyzwaniem dla scalenia rodziny, ostatnią szansą, wieńczącą próbą. Wnikliwie filmowany obraz wydobywa każdą esencjonalną emocję - pozwala widzowi miękko wnikać w ten świat, rozumieć jego potrzeby czy, w końcu - współodczuwać. Kadr po kadrze, zbliżamy się do bohaterów, odnajdujemy swoje emocje na ich twarzach. Jeśli się im poddamy, osiągamy antyczne katharsis.

Ten film jest jak gorzkie lekarstwo, które - początkowo z oporem przyjmujemy, a potem łykamy powoli, z wytężoną uwagą. Okazuje się jednak, że ma ono słodkawy smak i dobroczynną moc - stajemy na nogi, chcemy żyć - wiemy, że to co jest, jest piękne. Jest piękne, jeśli potrafimy się tym cieszyć. Tak po prostu. Patrzeć w niebo, chłonąć deszcz, wystawiać twarz do słońca i? kochać życie.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

3 thoughts on “Ze wszystkich sił kochaj mnie – recenzja filmu

  1. Z francuskimi filmami jest tak ( ja to tak odbieram), że albo są przegadane, albo mega pozytywnie nastrajające – co w sumie nie wyklucza jedno drugiego. Podobają mi się tutaj te relacje rodzinne, które choć trudne ale jednak śa (gorzej jak ich nie ma) już w zwiastunie widać mnóstwo emocji, które raczej widza nie pozostawią obojętnym.

     

Dodaj komentarz