Zarezerwuj maj na 11 Planete + Doc Festiwal!

Już w maju rusza kolejny - 11 Planete + Doc Film Festiwal, który zasłynął z wielowarstwowości palety filmowej, starannego doboru repertuaru oraz szeregu wydarzeń towarzyszących samej imprezie. Warszawa i Wrocław to dwa główne miasta, w których widzowie będą mieli szansę zaczerpnąć niszowych produkcji, nieskażonych znamionami kina nastawionego na masowego odbiorcę. To wydarzenie, o randze światowej, mające wpływ na kształtowanie opinii i postaw, stawiające pytanie o kondycję współczesnego świata. Byliśmy na konferencji, zapowiadającej program festiwalu, która okraszona była projekcją zwiastunów kilkunastu festiwalowych perełek (tu na uwagę zasługują: Był sobie las, Atlas, Trzy kobiety, Sól tej ziemi i Skazani na ADHD), a całej tej zapowiedzi towarzyszyła dwudniowa prezentacja czterech wybranych przez organizatorów filmów.

Pierwszym z nich był "chicagoGirl. Rewolucja Facebookowa" (reż. Joe Piscattela) opowiadający historię emigrantki Ali Basatneh, która za pomocą internetu zrzesza swoich syryjskich przyjaciół, walczących o wolność w kraju i usiłujących obalić krwawy reżim. To brutalny obraz Syrii, skrzonej chorym ustrojem, ale też pokłon dla współczesnej cywilizacji, która zaciera największe nawet odległości. Oto śledzimy na ekranie poczynania nastoletniej działaczki, która całe życie poświęca na nieugiętą - wirtualną - walkę. I choć nie jest to walka zbrojna, to równie czynna i niebezpieczna. Filmujący zamieszki i protesty giną od snajperskich strzałów, ale ich nagrania obiegają cały świat. Jak sami mówią, nie walczą z karabinem, a urządzeniem rejestrującym. Nie ma w tym filmie patosu, wyszukanych scen, czy znamienitych głosów. Przedawniany świat jest dynamiczny, niezrozumiały, zmienny i pełen bohaterskich postaw. Niesamowicie prawdziwy i przygnębiający. Nagle siedzisz w kinowym fotelu i zastanawiasz się, jak bardzo bezproduktywny jest czas, który sam trwonisz na Facebooku.

Kolejnym wyświetlonym filmem było dzieło Elizy Kubarskiej "Badjao. Duchy z morza". To opowieść o wymierającej rzeczywistości ludzi-ryb, którzy nierozerwalnie złączyli swoją egzystencję z naturą i to jej nieustannie oddają cześć i szacunek. Głównym bohaterem jest wieloletni rybak i doświadczony nurek - Alexan, który nie potrafi pogodzić się z losem, jaki czeka kulturę jego przodków - postanawia przekazać tradycję swojemu siostrzeńcowi - Sariemu. Odkrywa przed nim tajniki niebezpiecznej szkoły nurkowania, przekazuje legendy i opowieści o dawnych Badjao. Chłopiec stoi w szpagacie pomiędzy zatopieniem się w przekazy wuja i kontynuację tradycji, a oddaniu się bardziej perspektywicznej pracy w pobliskich kurortach turystycznych, okupywanych przez cywilizację. To niesamowite połączenie codziennych kardów, zdumiewającej sztuki ujmowania egzotycznego świata z prostą historią rybaka, którego życiem włada ocean. Całą historię tworzą tu perfekcyjnie dopracowane zdjęcia, wykonane przez Piotra Rosołowskiego, które otwierają przed widzem nie tylko pełnię podwodnego świata, lecz także tego lądowego. To metafora życia, którym władają przypływy i odpływy, próba zwrócenia uwagi na to, jak postęp niszczy naturę i pierwotne instynkty, a wreszcie o przemijaniu w ogóle. Jest to zdecydowanie doskonały wizualnie przyczynek do głębszej refleksji.

Widzom zebranym na projekcji w warszawskiej Kinotece wyświetlone zostało także niezwykłe dzieło Noëla Dernescha i Moritza Springera o niemieckim muzyku Gentelmenie, a właściwie Tilmnanie Otto, który pokochał miłością pierwszą Jamajkę podczas jednych z młodzieńczych wakacji. Jego talent przewyższa możliwości rodzimych mieszkańców wyspy i to właśnie na nim opiera on swoją karierę. Z kolei drugi z bohaterów - Alberto D?Ascola przeprowadził się na Karaiby z Włoch, aby być częścią kultury Rastafarian. Zabierają nas oni w budującą podróż po Jamajce ? Jamajce pełnej skrajności, kontraktów, ale też wewnętrznej siły, jaka bije z każdego zakątka. Muzyka jest tu lekarstwem na ubóstwo, krzywdę, nierówności społeczne i przemoc. Jednoczy ludzi i scala w jedno. Jest w tym filmie wiele prostej prawdy życiowej podawanej wprost. Bohaterowie, tak zakorzenieni w wartościach, które wyznają, z niezwykłą inteligencją i skromnością dzielą się z widzem swoim światem - tak różnym od tego znanego europejczykom. Ten film jest po prostu niepowtarzalną refleksją nad sobą samym. A dzięki muzyce, jaka go przepełnia, przekaz płynie silnym strumieniem - wprost do serca.

Filmem wieńczącym przedpremierowe pokazy Planete + Doc był dokument (połączony z elementami animacji) francuskiego reżysera Michela Gondry?ego, będący zapisem kilku kameralnych rozmów, jakie przeprowadził twórca z jednym z najwybitniejszych współczesnych lingwistów - Noamem Chotomskym. Nie jest to jednak uciążliwy wywiad, pełen naukowych pojęć i teorii, a niecodzienna próba okiełznania poglądów wybitnego rozmówcy za pomocą plastycznych interpretacji słów, wyrażonych w rozwiązaniach animacyjnych. Sam narrator wyraża głęboki dystans zarówno do siebie, jak i do sytuacji, w których uczestniczy. Dzięki temu jego praca pozwala na trafniejsze zrozumienie zawiłych myśli intelektualisty. I powiedzmy to szczerze - niekiedy nawet bawi wyszukaną ironią. Jest to wysmakowany wizualnie obrazek przeznaczony dla widza o wysokich wymaganiach merytorycznych filmu.

Festiwal nieustannie utrzymuje swój poziom i przywraca moją wiarę w skuteczność popularyzacji kina niszowego, które jest równie wartościowe, jak to ściśle komercyjne. Bywa nawet, że dostarcza głębszych przeżyć emocjonalnych, psychicznych, duchowych czy - po prostu - rozrywkowych, bo potrafi spojrzeć na rzeczywistość świeżym okiem. Jestem przekonana, że w szerokiej rozpiętości repertuaru znajdziecie coś dla siebie i do tego poszukiwania zachęcam. Niech kino przestanie być tak banalnie proste i oczywiste.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz