Zamiast czekolady ? recenzja ?Masz talent?

Czekolada z orzechami, zakupy, lampka wina, Masz talent? Dzięki najnowszemu filmowi Davida Frankela lista standardowych ?pocieszaczy? wzbogaciła się o nowy podpunkt. Historia Paula Pottsa, autentycznego śpiewaka operowego, który w 2007 roku podbił serca brytyjskiej widowni i wygrał popularne talent show, to klasyczna opowieść o spełnianiu marzeń. Taka, jakich w kinie widzieliśmy już wiele, jednak wyposażona w przesympatyczne postaci i angielski humor. Ładunek antydepresyjny zamieni Wasze czarne myśli w proch.

Bo czy nie milo jest oglądać przejścia człowieka, który całe życie zmaga się z pechem i szykanami rówieśników, a mimo tego osiąga spektakularny sukces? A to nie wszystko, bo ekranu nie wypełniają hollywoodzkie piękności, lecz postaci, których atrakcyjność może budzić zastrzeżenia. Z punktu widzenia telewizyjnego prawa dżungli Potts nie miał szans, by zrobić karierę: pulchny i nieśmiały zdaje się zaprzeczać wszelkim normom show-biznesu, a wykonywany przez niego repertuar trudno nazwać rozrywkowym. To nawet nie jest tak, że bohater zapracował sobie na laury wytrwałością ? na występ w Britain's Got Talent decyduje się w momencie, gdy szereg niepowodzeń odebrał mu już nadzieję na karierę w operze. A jednak okazało się, że dobre serce i oddanie pasji wystarczyły, aby wycisnąć łzy z oczu milionów Brytyjczyków, którzy śledzili kolejne odcinki programu i wspierali Pottsa swoimi SMS-ami. Sen Kopciuszka się spełnił, poczciwość i wierność sobie wyniosła bohatera na upragniony szczyt. Czy kino może być bardziej pokrzepiające?

Źródło: Forum Film

Ten skrajny optymizm zapędza jednak Frankela w kozi róg. Masz talent to film obliczony na pocieszenie i rozczulenie widza, przez co czasem zbyt naiwny, zbyt sentymentalny. Z jednej strony wybiela telewizję i pokazuje, że talent show naprawdę może spełniać marzenia przeciętnego człowieka, z drugiej dokładnie tak jak wszystkie tego typu programy opiera się na tanich wzruszeniach. Szczęśliwie reżyser oszczędza nam szczegółowej relacji z tego, jak Potts przechodzi do kolejnych etapów i skupia się na sinusoidzie jego wzlotów i upadków. Im mocniej uderza przy tym w ton komediowy, tym lepiej dla filmu. Pomagają mu w tym postaci drugoplanowe: pełna dystansu matka Pottsa oraz jego przyjaciel Braddon, który by wywołać uśmiech nie musi nawet się odzywać, wystarczy sam wyraz jego wyłupiastych oczu. Swoim wdziękiem czaruje także wybranka serca Pottsa, Julz. Grająca ją Alexandra Roach na tle najbardziej rozchwytywanych aktorek Hollywood prezentuje się wyjątkowo zdrowo i apetycznie, choć w świecie modelek zakwalifikowano by ją pewnie to niechlubnego plus size.

Nie można odmówić Masz talent uroku ani humoru, a wśród głównych bohaterów prawie nie ma takich, których nie chciałoby się z miejsca pokochać. Jednak trudno nie wyczuć tu kalkulacji na określony efekt, jakim jest stworzenie ciepłego filmu ku pokrzepieniu serc. Reżyser tak bardzo stara się udowodnić przeciętnemu Kowalskiemu (a raczej Smithowi), że sukces jest w zasięgu jego ręki, że w trakcie seansu możemy się poczuć tak, jakby ktoś wpychał nam do buzi kolejną łyżkę zbyt słodkiego syropu. W opowieść wdziera się dokładnie ten sam rodzaj sztuczności, który znamy właśnie z programów typu talent show. Każdemu zdarzają się jednak dni, w których ma ochotę urządzić sobie wieczór z litrem lodów lub słoikiem kremu czekoladowego. Na takie chwile Masz talent nadaje się idealnie.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz