Wszystko za życie – recenzja „Zjawy”

Leonardo DiCaprio stał się sztandarowym przykładem świetnego aktora bez Oskara, szczególnie wśród internautów. Ludzie wciąż zastanawiają się, jak to jest możliwe, wyklinają Akademię i czekają na moment chwały Leo. Ten moment może nadejść już w tym roku, za sprawą filmu wyreżyserowanego przez Alejandro Gonzáleza I?árritu ? ?Zjawy?.

Grupa amerykańskich traperów poluje na zwierzęta na terenie Indian, którzy w pewnym momencie ich atakują, zmuszając  łowców do powrotu na własne ziemie. Przewodnik grupy, Hugh Glass (DiCaprio) staje się nieformalnym dowódcą pozostałych przy życiu, gdyż kapitan Andrew Henry (Domhnall Gleeson) sugeruje się jego wskazówkami praktycznie we wszystkim. Jest to zrozumiałe, gdyż Glass jest znakomitym przewodnikiem i zna tereny łowieckie indian, ale mimo wszystko niezbyt się to podoba Johnowi Fitzgeraldowi (Tom Hardy), który nie lubi Glassa ze względu na jego syna, będącego półkrwi Indianinem. Fitzgerald podejrzewa, że Glass wiedzie ich prosto w ręce wroga. Pewnego dnia Hugh, chcąc wybadać teren, przypadkiem staje na drodze  niedźwiedzicy grizzly, broniącej swoich młodych.  Glassa mocno poranionego w pojedynku ze zwierzęciem doznaje poważnych obrażeń, odnajdują go towarzysze ? jest  zbyt słaby by kontynuować dalszą podróż. Zostaje z nim kilku ludzi, w tym Fitzgerald, którzy w końcu postanawiają go zostawić, twierdząc, że i tak w końcu umrze ? nie ma sensu, by i oni przez niego zginęli. Glass próbuje przetrwać i zemścić się na towarzyszach.

Technicznie film sprawia niesamowite wręcz wrażenie. Piękne zdjęcia Emmanuela Lubezkiego są nieziemsko realistyczne, co znacznie lepiej przybliża widzowi bohaterów, pozwala mu poczuć ich surowe emocje i wczuć się w obraz. I?árritu podczas kręcenia całego filmu używał tylko naturalnego światła co sprawia, że kolorystyka większości scen jest raczej ciemna ? wpływa to też pozytywnie na klimat obrazu. Reżyser wzorowo prowadzi kamerę, do czego przyzwyczaja nas już od pierwszej sceny ? bitwy z Indianami. Świetne jest też CGI, którego użyto do stworzenia niedźwiedzia walczącego z Glassem - wygląda on niesamowicie realistycznie.

Aktorstwo również nie zawodzi. DiCaprio pierwszy raz w swojej karierze gra rolę, w której w zasadzie nie mówi praktycznie nic ? na dwie i pół godziny filmu wypowiada on może kilkanaście zdań, z czego część w języku Indian. I sprawdza się w niej. Czuć jego ból, chęć przetrwania, wściekłość, jest autentyczny w swojej grze, nie przesadza. Hardy odgrywa postać Fitzgeralda dużo agresywniej, ale z uwagi na charakterystykę postaci. W każdej ze scen dotrzymuje kroku DiCaprio. Na dalszym planie bryluje Gleeson, którego kariera nabiera zawrotnego tempa i oglądając ?Zjawę? człowiek nie ma wątpliwości dlaczego. Jest on po prostu bardzo dobrym aktorem. Nieźle wypada też Will Poulter wcielający się w Jima Bridgera, młodziutkiego trapera.

Historia Glassa choć brzmi dość nieprawdopodobnie, jest prawdziwa. I choć na pierwszy rzut oka wygląda bardzo ciekawie, to właśnie historia jest największym minusem tego filmu. Jest dobra i? tylko dobra. Twórcy mimo wszystko troszkę ją upłycili do kolejnej opowieści o zemście, zaś same dokonania Glassa na drodze do przetrwania też zostały umniejszone ? czy to z powodu długości obrazu (dwie i pół godziny) czy też aby nie przekombinować. A szkoda, bowiem mogło to wynieść film na jeszcze wyższy poziom.

Podsumowując, był to jeden z tych filmów na które czekają tysiące ludzi. Świetne aktorstwo, reżyseria, klimat, dobra historia. Jeśli komuś nie przeszkadza brutalność, długość filmu czy nieśpieszne tempo akcji, to zdecydowanie powinien wybrać się do kina. ?Zjawa? bowiem jest jednym z lepszych obrazów nie tylko 2015 roku, ale ostatnich kilku lat w ogóle i szanujący się kinoman nie powinien jej przegapić.

8,5/10


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz