Więzień uczuć – recenzja filmu Ex Machina

Końcówka tamtego roku i początek obecnego to fala filmów science-fiction. Premiery tego gatunku pojawiają się w kinach właściwie w każdym miesiącu, a przed nami jeszcze wiele tego typu produkcji. "Ex Machina" nie stanie na czele tej stawki, ale film Garlanda to jedno z najciekawszych dzieł popularno-naukowych jakie mieliśmy okazję zobaczyć na dużym ekranie.

Wydawać by się mogło, że temat jest dosyć oklepany. Ktoś buduje cyborga, stara się go wychować pokazać mu świat, potem dochodzi do bliżej nieokreślonego błędu i maszyna rozpoczyna swój akt zemsty i próbę zrzucenia kajdanów. W "Ex Machinie" zobaczymy podobne schematy ale pokazane w zupełnie nowej perspektywie. Film opowiada historię młodego naukowca, który zostaje wciągnięty w nietypowy eksperyment - ma obcować z pierwszą na świecie sztuczną inteligencją...Na co dzień. Piękna dziewczyna w postaci robota jest obserwowana i testowana, sprawdza się jej zachowanie i rozwój uczuć. Niestety nawet kuglarz miewa problemy z tresowanym zwierzęciem, a co dopiero zaawansowany szalony naukowiec z androidem mającym wahaniami nastrojów zranionej kobiety.

Garland, który był scenarzystą "28 Dni Później" i "Dredda" fantastycznie debiutuje swoją "Ex Machiną". Film nie jest kinem akcji, ani mocnym thrillerem, bardzo powoli się też rozwija. Jest to jednak bardzo dobre kino psychologiczne, które obok takich filmów, jak "Ja, Robot", "Terminator", czy "Łowca Androidów" na pewno znajdzie swoje skromne miejsce. Reżyser zadaje w obrazie bardzo ważne dla nas pytania. Czy maszyna jest naszym ostatecznym elementem samodestrukcji? Po co tworzymy coś co potem będziemy nienawidzić? - jak pyta w pewnej scenie android Eve. Całość podkręca bardzo dobra gra aktorska i świetne zdjęcia wnętrz, w których rozgrywa się historia. Bardzo dobra pozycja nie tylko dla fanów gatunku, 7/10.


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz