Wiesław Godzic o „Wolnym strzelcu”

Przestanę wierzyć w kompetencje członków Akademii, jeśli Gyllenhaal i film ?Wolny strzelec? nie odstaną nominacji do Oscarów.

Gyllenhaal gra swoją życiową rolę. Zmienia się z amatora, bez żadnej wiedzy o mediach i nagrywaniu, w bezwzględnego pasjonata, energetycznego wampira. Patrzy na śmierć łagodnie i z ciekawością pozbawioną współczucia. Dobrze wiemy, że jest to spojrzenie Anthony'ego Perkinsa z Hitchcockowskiej ?Psychozy?: fascynującego się śmiercią i morderstwem, efekt podbija fakt, że bohater ma twarz grzecznego chłopca.

Film zmusza do postawienia przez widza (polskiego szczególnie) pytania ważnego dla jego własnej tożsamości. Właściwie po co drzeć szaty, przecież ?nasza chata z kraja?, a w świecie filmu gdzieś tam pokazane jest odległe nocne Los Angeles? Czy mamy do czynienia z kolejną fabułą amerykańską, czyli bajką o fikcyjnym świecie? Świadomy widz wie dobrze, że nie ma ucieczki od globalnych wyzwań. A może nawet jesteśmy bliżej zagrożenia opisanego w filmie niż nam się wydaje? Polacy pokochali cyfrowe kamery, jeżdżą przy tym agresywnie i ryzykownie po złych drogach. Jesteśmy o krok od tego, żeby na nocne miasto wyjeżdżały grupy ?filmowców? podobnych do filmowego bohatera, żądne obrazów krwi i przemocy; żeby filmowały ofiary wypadków i sprzedawały tabloidom, za niezłe sumy, obrazki umierania ofiar. Media ? same z siebie, z ich logiką ekonomicznego przymusu - bywają niebezpieczne dla siebie i dla nas. ?Wolny strzelec?, dla mnie ?Truman Show? drugiego dziesiątka XXI wieku, jest poważnym i atrakcyjnym ostrzeżeniem przed bezwzględną władzą telewizji i Internetu.

Prof. dr hab. Wiesława Godzica, medioznawca, filmoznawca Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej

?Wolny strzelec? W kinach 21 listopada

Źródło: materiały prasowe


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz