Wesoła katecheza ? recenzja filmu ?Niebo istnieje? naprawdę?

Niebo istnieje i jest nim amerykańskie miasteczko Imperial: trawa (zawsze o długości równo dwóch centymetrów!) jest tu intensywnie zielona, niebo lazurowe, lalkowe domki wyglądają, jakby nie mieszkali w nim ludzie, lokalna społeczność wspiera się jak rodzina, pastorowa mogłyby trafić na rozkładówkę magazynu dla mężczyzn, a dzieci są śliczne, posłuszne i gadają jak dorośli w skórach maluchów. Swoją cudownością miejscowość przyciągnęła kolejny cud ? oto czteroletni syn pastora Todda Burpo podczas operacji ratującej mu życie wchodzi poza ciało, udaje się do raju (bynajmniej nie chodzi o rodzinną miejscowość, lecz o chrześcijańskie niebiosa), po czym wraca na ziemski padół. Fantazja czy mistyczne doświadczenie?

fot. Tristar Pictures

Problem z filmem Randalla Wallace?a polega na tym, że dostajemy odpowiedź na to pytanie jeszcze przed projekcją. Ale to nie koniec jednoznaczności, bo o prawdziwości wizji chłopca przekonuje nas nie tylko tytuł, ale też sceny przedstawiające jego wędrówkę w zaświaty. Chmurki. Anioły. Światłość. Czy można wyobrazić sobie bardziej banalny obraz nieba? Produkcja prezentuje nam lekcję religii według katechizmu dla klas I?IV szkoły podstawowej. Katolicy w żaden sposób nie pogłębią swojej wiedzy i wiary, ateiści pozostaną bezbożnymi. A ci, którzy sięgną po Niebo istnieje? dla doznań estetycznych, wyjdą z kina ze zbolałymi zmysłami. Dokopią im zdjęcia, znokautuje muzyka. W aktorstwie nie odnajdziemy sojusznika, bo jedynie Margo Martindale nie wydaje się wyjęta z gazetki parafialnej (Kelly Reilly ma tylko momenty).

A wystarczyłoby trochę obiektywizmu. Dla reżysera, który opierał się na książce autorstwa samego Todda Burpo (niby opartej na faktach, ale to tylko JEGO fakty, jego prawda) być może dystans do tej historii był poza zasięgiem. Szkoda, bo gdyby pozbawić film scen w niebie, gdyby osnuć wizję Coltona aurą zagadkowości, można by zbudować z tego intrygujący dramat psychologiczny. Mechanizm ten znają twórcy licznych filmów o opętaniach, którzy starają się zderzyć sferę sacrum z perspektywą czysto naukową. Powstaje wówczas miejsce dla widza, który sam musi opowiedzieć się po którejś ze stron. Niebo istnieje? odmawia mu tej konfrontacji. Akcja filmu polega na przekonaniu mieszkańców miasteczka Imperial, nie widowni.

fot. Tristar Pictures

Niebo istnieje? Naprawdę! Todda Burpo i Lynn Vincent okazało się książkowym bestsellerem, zwłaszcza za oceanem (łącznie osiem milionów sprzedanych egzemplarzy, tłumaczenia na trzydzieści pięć języków). Sukces sprowokował nawet autorów do wydania kontynuacji, Niebo zmienia wszystko. Ludzie na całym świecie znaleźli w tej historii inspirację i pocieszenie. Czy film oferuje im to samo? W pewnym sensie tak, ale nieudane wykonanie przysłania to, co jest w tej opowieści wartościowe. Powstał obraz o ciężarze myślowym wyliczonym na możliwości ucznia szkoły podstawowej. Naprawdę?


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz