„Wałęsa. Człowiek z nadziei” – recenzja filmu

Na konferencji prasowej, która towarzyszyła pokazowi nowego filmu Andrzeja Wajdy, jeden z dziennikarzy zapytał Roberta Więckiewicza, jak mu się udało to, że jest lepszy w byciu Wałęsą od Wałęsy. To pytanie i konstatacja w jednym najlepiej określa miarę wirtuozerii aktora, żartobliwie nazywanego już przez niektórych ?Wałęckiewiczem?. Kwestię tę można pociągnąć dalej: jak Więckiewicz osiągnął to, że jako lider Solidarności jest lepszy niż sam film? Nie chodzi o to, że jedna osoba niesie na barkach całą produkcję, bo Wałęsie nie można postawić wielu poważnych zarzutów. Rzecz w tym, że o ile obraz ten nie ma wiele do zaoferowania zagranicznej publiczności, to Więckiewicz w niczym nie ustępuje chociażby Danielowi Day-Lewisowi, który za rolę Abrahama Lincolna otrzymał w tym roku Oscara.

Widać jednak, że Wajda miał międzynarodowe aspiracje ? nie tylko wziął na warsztat losy jednego z dwóch najbardziej znanych na świecie Polaków XX wieku, ale też regularnie objaśnia moment dziejowy planszami z komentarzem. Celem było zapewne wprowadzenie do opowiadania porządku i ułatwienie odbioru obcokrajowcom, lecz przez to film przypomina lekcję historii. W dodatku na niskim poziomie, bo zamiast dążyć do zrozumienia procesów historycznych, scenarzysta Janusz Głowacki pobieżnie ?zalicza? kolejne punkty z biografii Wałęsy.

Źródło: ITI Cinema

Niezadowoleni będą też ci, którzy nie są przekonani o krystalicznym wizerunku byłego prezydenta. Bohater jawi się tu jako heros, maszyna do szerzenia pokoju, niezłomny patriota, który przez 19 lat nie miał ani jednej chwili zwątpienia (opowieść przedstawia wydarzenia między rokiem 1970 a 1989). Wajda wytyka mu pychę (sceny wywiadu prowadzonego przez Orianę Fellaci), zarzuca, że wielokrotnie zapominał o rodzinie, momentami przedstawia go nawet jako furiata, nie ma jednak najmniejszych zastrzeżeń co do jego rzekomych politycznych zdrad i niezdrad. Jeśli w grę wchodzą jakieś podejrzane dokumenty, to wytłumaczenie jest jedno ? mężczyzna mógł je podpisać tylko nieświadomie i pod presją (bo na przykład właśnie rodziło mu się dziecko). Reżyser i scenarzysta traktują politykę trochę po macoszemu, bardziej zależało im na stworzeniu obrazu przemian, których nienagannym symbolem jest właśnie ?Lechu?. I to wychodzi im już bardzo dobrze.

Świetnym zabiegiem było wprowadzenie quasi-dokumentalnych zdjęć (a także kilku autentycznych nagrań), które ilustrują najbardziej kluczowe dla historii wydarzenia. Nie miałyby one jednak takiej siły rażenia, gdyby nie pomysł zrezygnowania z oryginalnej ścieżki dźwiękowej na rzecz piosenek takich kapel jak Chłopcy z Placu Broni, Brygada Kryzys czy KSU. Sceny parateledyskowe, w których teksty protest-songów mają swoją wizualizację w postaci starć robotników z zomowcami, trafiają zaskakująco głęboko. Trudno się nie przejąć, nie poczuć dreszczu emocji, nie poddać patriotycznym nastojom, które na te kilka chwil opanowują salę kinową. Wajdzie udało się odwzorować ducha tamtych czasów, przy czym pomogły mu również smaczki o charakterze bardziej ?domowym? ? opalający się Wałęsa z listkiem na nosie czy scena, w której kilkanaście osób zbiera się przed telewizorem, aby wspólnie obejrzeć odcinek Pogody dla bogaczy.

Źródło: ITI Cinema

Równie dobre są te momenty, w których Więckiewicz może rozwinąć skrzydła i po prostu przemawiać. Widzimy wtedy nie tylko charyzmatycznego, porywającego tłumy przywódcę, ale człowieka bezkompromisowego, niemal maniaka, który w innej kulturze i okolicznościach idealnie pasowałby na wysadzającego się w powietrze dżihadystę. Jest taki nie tylko gdy stoi przed wpatrzonym w niego tłumem, ale także w stanowiącej ramę filmu rozmowie z Fellaci. Jego kwestie najczęściej wieńczą typowo ?wałęsowskie?, rezolutne powiedzonka, które są też najobfitszym źródłem ekranowego humoru. Dużą zasługą duetu Wajda ? Głowacki jest to, że zamiast pompatycznej historii o uciemiężonej Polsce stworzyli obraz o optymistycznej wymowie i komediowym zacięciu. Jedyną cierpiętnicą jest grana przez Agnieszkę Grochowską Danuta Wałęsowa. Zawsze w fartuchu, otoczona kuchennymi akcesoriami i wianuszkiem dzieci, nie wychodzi poza rolę strażniczki domowego ogniska. Jako Matka Polka, kobieta dumna, jednak nad wyraz cierpliwa, jest idealnym dopełnieniem Lecha, modelowego Polaka patrioty.

Chociaż mistrz Wajda niebezpiecznie zbliża się do mitomanii, a na nowe środki wyrazu zdaje się już nie mieć sił i pomysłów, wciąż potrafi opowiadać zajmujące, kompletne historie. Szkoda jednak, że nie został przy swojej pierwotnej koncepcji skupienia się na Wałęsowej, której perspektywa mogłaby być kluczem do lepszego poznania psychiki jej sławnego męża. A tak, jej postać nie została do końca wykorzystana, a Lech jawi się nie jako działacz związkowy, opozycjonista czy głowa rodziny, lecz symbol. Lepszy jednak człowiek z nadziei niż człowiek z patosu i cierpienia, którego tak bardzo lubią wskrzeszać nasi filmowcy.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz