Upadek mistrza w „Obcym ciele” – recenzja

Stało się,  kiedy wydawało nam się, że Patryk Vega ustanowił nowy poziom ?jakości? w polskiej kinematografii, produkując tanie i tandetne komedie, pojawił się Krzysztof Zanussi ze swoim najnowszym filmem ?Obce ciało?. Choć reżyser od jakiegoś czasu żali się, jak wiele trudności musiał pokonać, aby zrealizować ten projekt, to po obejrzeniu ?dzieła? nasuwają się jedynie wnioski o tym, że wątpliwości przy finansowaniu były słuszne.

Film otwierają promieniste obrazy Włoch, gdzie kwitnie miłość Kasi (Agata Buzek) i Angelo (Riccardo Leonelii). Zakochani biegają po słonecznych nabrzeżach z radosnym uśmiechem, dopóki dziewczyna nie postanowi, że miłość do Boga jest silniejsza i skieruje swe kroki do zakonu w Polsce. Nieszczęśliwy chłopak postanawia czekać na swoją narzeczoną i wtedy wpada w sidła korporacji, gdzie podstęp, knucie i pięcie się po szczeblach kariery są najważniejsze. Ludzie w tym absurdalnym świecie posługują się ?korpo-mową?, integrują się podczas wspólnych rozrywek, razem pracują na wspólny sukces ? zdobycie kontraktu. Na szczycie tej bezdusznej maszyny staje Kris (Agnieszka Grochowska), elegancka pani, która po godzinach realizuje najskrytsze fantazje seksualne, dając w ten sposób upust swej złości, smutkowi i emocjonalnej samotności.

W ?Obcym ciele? absurd goni absurd, a im większa podniosłość sceny i rozterek głównych bohaterów, tym większy uśmiech pojawia się na ustach. Wykreowana korporacja staje się jakimś mitycznym stworem, w którym pracują trzy osoby zdolne oszukać rosyjskich współpracowników. Intryga ma zagęszczać akcję, a nawet znajduje się miejsce na samochodowy pościg rodem z kina akcji. W końcu korporacyjne harpie nie cofnąć się przed niczym, wykorzystują swoje atuty, uwodzą mężczyzn i kobiety, a walka toczy się o sprawę najważniejszą ? o duszę. Angelo tkwi gdzieś pomiędzy sacrum a profanum, stara się niczym anioł (na co wskazuje jego imię) pogodzić te dwa światy.

Krzysztof Zanussi w podniosłym i patetycznym tonie, dopełnionym przez monumentalną muzykę Wojciecha Kilara, tworzy film groteskowy pełen klisz i stereotypów tak, że trudno z kimkolwiek się identyfikować. Bohaterowie narysowani grubą kreską wywołują swoją niewiarygodnością śmiech i rozczarowanie, że można tak nisko upaść w ramach przedstawienia reżyserskiej idei o współczesnych problemach wiary.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz