Uciekaj, sportowcu! – recenzja filmu „Foxcatcher”

Twórca filmu "Foxcatcher" to również ojciec nagradzanego "Moneyball". Tak jak "Męski sport", "Big Mike", "Rocky", czy "42" jest to obraz przeznaczony dla ludzi pasjonujących się sportem, a szczególnie dla tych, którzy mieli w mniejszym lub większym stopniu do czynienia z jego zawodową stroną. Z tym, że "Foxcatcher" to nie tylko prawdziwa historia, ale jednocześnie bardzo przerażająca! Bo sportowcom przydarzają się nie tylko panienki, narkotyki i kontuzje - spotykają ich także tacy ludzie jak John du Pont.

Relacja światowej klasy zapaśnika Marka Schultza i milionera Du Ponta trwała bardzo długo. Pisały o niej wszystkie amerykańskie media, a wróciły do niej tabloidy po nowym filmie Millera. To co działo się pomiędzy chorym umysłowo filantropistą, a naiwnym atletą ma nie mniejsze znaczenie niż to co dzieje się na drodze sportowca do jego światowej kariery. Wielu największych "wojowników" poległo ze względu na proste pokusy, które przychodzą wraz z przypływem pieniędzy lub sławy. Kolejne wspaniałe wyniki przynoszą nieuczciwych ludzi, którzy chętnie wzbiją się na karierze takiego sportowca i kontuzja jest tu jego najmniejszym zmartwieniem. Największych zawodników wywalają z trasy po złoto narkotyki, wypalenie, drogie samochody (wypadki), kredyty, ale też przekonani o swoim talencie nauczania pseudotrenerzy. Nie zawsze jest tak, że podopieczny płacze po odejściu "coacha" jak Drogba kiedy Mourinho zrezygnował z Chelsea. Czasami te relacje są toksyczne jak te pomiędzy Floydem Mayweatherem i jego ojcem, albo tatą sióstr Williams. A trener ma niesamowity wpływ na swoich zawodników - jest ich przewodnikiem, mentorem, drogowskazem i co najważniejsze przyjacielem, który nie stara się wspiąć na ich talencie, ale korzysta ze swojego, aby atleta mógł w pełni rozwinąć skrzydła i stać się najlepszy na świecie. Schultz nie miał takiego szczęścia - niestety także z winy własnej naiwności.

"Foxcatcher" opowiada prawdziwą historię milionera Johna du Ponta, który zamarzył sobie posiadanie całej drużyny zapaśniczej wraz z gwiazdą tego sportu w latach 80. Markiem Schultzem. Nie chciał mieć jednak byle "pionków" - ściągnął do swojej posiadłości całą drużynę narodową. W jego mniemaniu, miał potencjał aby wytrenować reprezentację Stanów Zjednoczonych na najlepszych zawodników na świecie, którzy przywiozą medale z Seulu i innych światowych turniejów. Trudno jest stworzyć coś tak skomplikowanego jak kadra narodowa, kiedy jest się niedojrzałym umysłowo fanem kokainy, który jedyny sport jaki uprawia w życiu to ten przed telewizorem ze szklanką koniaku.

"Foxcatcher" to pozycja obowiązkowa dla sportowców i ludzi utożsamiających się z aktywnością fizyczną. Jest mocniejsza i ostrzejsza od Moneyball, ale to niestety nie jedyny taki przykry przypadek w historii sportu. W filmie zobaczymy genialne kreacje Marka Ruffallo i Steve'a Carrella, których wcześniej nie mieliśmy okazji oglądać w takiej charakteryzacji. Ruffallo porusza się i zach0wuje jak urodzony zapaśnik, wygląda tak jakby zjadł zęby na wszystkich międzynarodowych zawodach zapaśniczych. Carrell natomiast jest straszniejszy do samego Pingwina i sprawa, że za każdym razem patrzy się na niego dozą niepewności i strachu. Nie jestem pewien, czy jest to dramat na miarę Oskara, ale z pewnością film dobrze otwierający rok z oceną 7/10.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz