Tomasz Kot o filmie „Wróg doskonały”.

Już 2 lipca wejdzie do film „Wróg doskonały” w reżyserii Kiké Maíllo, z Tomaszem Kotem w roli głównej. „Wróg doskonały” to znakomity debiut Tomasza Kota w zagranicznym thrillerze i 88 minut mistrzowsko narastającego napięcia!

Po skończonym wykładzie uznany architekt polskiego pochodzenia Jeremiasz Angust usiłuje dostać się na lotnisko. Po drodze zatrzymuje go roztargniona dziewczyna, która tak jak on chce zdążyć na swój samolot. Oboje spóźnieni są zmuszeni czekać na kolejny lot. Początkowo ich rozmowa zdaje się być zabawą w uwodzenie, jednak stopniowo przekształca się w niebezpieczną grę. Coraz bardziej zirytowany niechcianym towarzystwem Jeremiasz nie jest w stanie uwolnić się od natrętnej współpasażerki. Dziewczyna z minuty na minutę pcha architekta w coraz bardziej mroczną pułapkę. A przecież wszystko zaczęło się tak niewinnie…

„Wróg doskonały” to intensywne i dynamiczne spotkanie dwóch silnych osobowości. Jakie cechy uwypuklił pan w granym przez siebie Jeremiaszu, żeby taki właśnie był? Reżyser filmu Kiké Maíllo chciał pokazać faceta, którego świat jest perfekcyjnie poukładany,
a który nagle spotyka kogoś, kto mu go totalnie demoluje. Mieliśmy sporo czasu na przygotowanie do wejścia na plan w Barcelonie, całe trzy tygodnie, w czasie których wygospodarowaliśmy też przestrzeń na długie i owocne rozmowy. O dziwo, całkiem sporo ludzi pytało mnie, jak się żyło w komunizmie. Ta historia Polski wciąż jest bardzo żywa. Wydaje mi się jednak, że to co wszystkich interesowało najbardziej, to doświadczenie emigranta, przybysza z dalekiego kraju, który wyrywa się spod jakiegoś reżimu i rusza na zachód. Kiké był pod wrażeniem tych różnych pytań i historii, które opowiadałem, wśród nich też tę Pawła Pawlikowskiego. W końcu Kiké postanowił dołożyć trochę więcej informacji do postaci Jeremiasza, czyniąc go właśnie jednym z tych Polaków, którzy opuścili swoją ojczyznę w poszukiwaniu lepszego życia. Jak wielu innych bohaterów, także Jeremiasz musiał pracować dziesięć razy ciężej, żeby się utrzymać, potwierdzić swoją wartość i przede wszystkim pracować w zawodzie. W trakcie tego całego okresu przygotowawczego powstała więc klarowna i spójna historia pochodzenia Jeremiasza, którego do nowego życia przygotował grający mojego mentora znakomity francuski aktor Dominique Pinon.

Najwięcej gra pan scen z młodą obiecującą aktorką Atheną Strates, do tego to przecież sceny bardzo mocne i wymagające.
Poza wiekiem i pochodzeniem różni nas wiele, ale współpraca układała się naprawdę świetnie. Byliśmy nastawieni na to, że zrobimy wszystko, aby film nam się pięknie udał. Dla Atheny to pierwsza tak duża rola, dla mnie pierwszy tak duży projekt międzynarodowy, oboje w pewnym stopniu byliśmy więc debiutantami. Spędziliśmy razem sporo czasu. Athena jest
z Cape Town, na planie było też sporo Hiszpanów i Argentyńczyków, a kręciliśmy pewną część w zimie. Dla mnie cudownym czasem były jeszcze jasne zimowe wieczory, kiedy termometr pokazywał wciąż cudowne 16 czy 17 stopni. Wtedy ja z rozpiętą kurtką siadałem w przyhotelowej kawiarni napawając się widokiem ze świadomością, że w Polsce jest już ciemno i mróz, po czym przychodziła zziębnięta Athena i ze śmiechem przypominała, że u niej w domu jest teraz 40 stopni! Z mojej perspektywy to prawdziwie fantastyczne doświadczenie, które udowadnia też dobitnie, że świat się kurczy, i zmniejszają dystanse.

Jak to się stało, że Kiké Maíllo w ogóle do pana trafił z tym scenariuszem?
Wydaje mi się, że to „Zimna wojna” była takim moim międzynarodowym biletem. Dostałem po niej wiele propozycji ze świata, włącznie z filmem o Tesli. Kiedy padła propozycja filmu biograficznego, to mając w swojej filmografii obrazy o Zbigniewie Relidze i Ryszardzie Riedlu sądziłem, że mam wręcz papiery na to, by grać takie postaci. Akurat tamten film na razie nie powstaje, ale Kiké na mnie zaczekał. W związku z tym, że język angielski jest dla mnie drugim językiem, zazwyczaj dość długo czytam scenariusze zagraniczne, które dostaję.

To zajmuje kilka dni, wiąże się z licznymi konsultacjami, bo przecież obce teksty są zwykle naszpikowane idiomami i frazami, które brzmią po polsku zupełnie inaczej. Natomiast tekst „Wroga doskonałego” przeczytałem w parę godzin, niezwykle mnie wciągnął. Cały czas zastanawiałem się, o co chodzi, co się zaraz wydarzy. Na kartkach czuło się wręcz tę dynamikę i intensywność. Kiedy wreszcie po lekturze zdzwoniliśmy się z Kiké, usłyszałem, że strasznie podobała mu się „Zimna wojna” i że zdecydowanie potrzebuje na planie kogoś takiego jak ja. Kogoś, kto łączy w sobie mrok i szlachetność i jakąś taką nieoczekiwaną moc. Nie mogłem odmówić (śmiech).

Źródło: materiały prasowe


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz