Szare odcienie „Złotej damy” – recenzja filmu

Życie pisze najlepsze scenariusze. Plącze kroki, miesza plany, daje prztyczka w nos i oferuje chwytające za serce dramaty, które doskonale sprawdzają się na kinowym ekranie. Nieustannie fascynujemy się życiem artystycznej bohemy, silnych i ponadprzeciętnych jednostek, zbrodniami czy precedensowymi procesami sądowymi. Tak też jest z Gustavem Klimtem, jednym z najwybitniejszych przedstawicieli secesji, i z jego obrazem ?Złota Adele? (nazywanym wiedeńską Mona Lisą), który został skradziony przez nazistów i bezprawnie umieszczony w belwederskim muzeum. Stał się nie tylko dziedzictwem narodowym, ale przede wszystkim emocjonalną pamiątką przeszłych wydarzeń dla Marii Atlmann. Simon Curtis zaintrygowany tą historią przeniósł na ekran sądową batalię kobiety z rządem austriackim o odzyskanie wspomnień i sprawiedliwe rozliczenie z przeszłością.

O ile historia dochodzenia swoich racji i praw zdaje się być intrygująca i poruszająca, o tyle brak w ?Złotej damie? jakiejś charyzmy i dynamiki, która mogłabym przyciągnąć uwagę. Curtis wyciąga dobrze sobie znane narzędzia i prawie od linijki kreśli przewidywalny film pełen zagrań obliczonych na wywoływanie emocji wzruszenia, radości i nostalgii. Sprawa odzyskiwania dzieła sztuki mogła stać się rdzeniem do opowiedzenia dramatu sądowego, lecz reżyser skupił się na wspomnieniach i odkrywaniu familijnych korzeni. Maria Altmann (Helen Mirren) to energiczna, humorzasta starsza pani, która po śmierci swojej siostry odkrywa listy mówiące o tym, że dzieła Klimata należą do jej rodziny. Postanawia odzyskać obrazy, a o pomoc prosi ? Randola Schoenberga (Ryan Reynolds). Młody, niedoświadczony prawnik rzuca wszystko, aby w pełni zaangażować się w poznawanie prawa o restytucji dzieł sztuki, a przy okazji odbyć sentymentalną podróż do ojczyzny swoich dziadków.

?Złota dama? łączy dwa światy: przeszłość i teraźniejszość, jak i różne perspektywy patrzenia na swoje pochodzenie. Schoenberg jawi się jako zagubiony ignorant, który z czasem staje się coraz bardziej uczuciowy i wrażliwy. To połączenie duetu Reynolds ? Mirren daje możliwość rozegrania kontrastów w osobowości i postrzeganiu rzeczywistości. Postaci nawzajem napędzają się do działania, a dynamika między nimi spaja i prowadzi fabułę do przodu. Ta energia stanowi największy atut filmu, podczas gdy o zupełną karykaturę ociera się postać Pam (Katie Holmes), żony Schoenberga, będącej ucieleśnieniem spokoju i oddania zakrawającego na groteskową uległość. Pełna dostojeństwa zgadza się na nierentowne wybryki męża, równie mocno jak on wierząc w siłę argumentu i zwycięstwo idei. Matka dwójki dzieci, która nie przejmuje się (finansową) przyszłością jest nierzeczywistą iluzją.

I choć rzeczywistość dostarcza nam najlepszych historii, to trzeba umieć wykorzystać ich potencjał, aby elektryzowały i magnetyzowały na ekranie. ?Złota dama? ma wszystko, czego potrzeba: czołówkę aktorską i ciekawy temat, a mimo to blaknie zaraz po napisach. W ten sposób najjaśniejszy zdaje się Klimt i jego mieniąca się złotem twórczość. Charyzma Helen Mirren już nie wystarczy, aby wzbić się na wyżyny i zachwycać. Dobrze wiemy, czego możemy się po niej spodziewać, stąd rozczarowanie przewidywalnością i monotonnością filmowej opowieści Curtisa. Kino obliczone na banalne wywoływanie emocje w oparciu o utarte schematy: nostalgiczna przeszłość i niesprawiedliwa teraźniejszość, którą trzeba naprawić.

     
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz