Sugar Man recenzja filmu

mat. prom.

Jak napisać recenzję filmu, którego bohater jest lepszy od Boba Dylana (muzycznie) i ciekawszy od The Beatles? Zbierałem się do tego tekstu bardzo długo, zwłaszcza że chwaliłem się w towarzystwie, jak dobrze znam się na muzyce i nagle... Sugar Man. To jest historia człowieka, którego muzyka ma nadpokoleniowy przekaz, a on sam stał się legendą, zanim stał się gwiazdą. Paradoks goni paradoks, ale czy rock&roll to nie jest właśnie tego typu magia?

Rodriguez jest postacią filmu dokumentalnego, mówiącego o tajemniczym wokaliście. W epoce hipisów i bluesa stał się ikoną barów Detroit. Kiedy prawdziwi producenci zaczynają węszyć po pubach i innych spelunach, to właśnie Rodriguez jest ich inspiracją. Pierwsza, druga płyta - materiały dużo lepsze niż niejeden profesjonalista z tej samej epoki. Mimo wszystko pamięć po SugarManie zanika, a sam twórca przepada gdzieś w miejskich czeluściach. Dlaczego muzyk dużo lepszy niż dzisiejsze legendy rock&rolla, dużo lepszy tekściarz niż ktokolwiek z tego gatunku nagle znika?

mat. prom.

Aby się tego dowiedzieć, musicie obejrzeć film, który jest najlepszą muzyczną biografią jaką znam. Mam w swojej szufladzie śiwetnych wykonawców, ale żaden z nich nie jest w stanie dorównać umiejętnościom i formie Sixto Rodrigueza. W dokumencie Sugar Man poznacie jego genezę i muzykę, będącą jakbym zaklęciem, które wciągnie Was szybciej niż track Waszego ulubionego wykonawcy. Natomiast fani "kupowanej muzyki" będą pluć sobie w brodę: dlaczego nie wiedziałem o istnieniu takiego artysty? Nie ma co się wstydzić, żyjemy w Polsce, a tutaj nie wszystko da się odsłuchać.

Wzruszający, poruszający, ciekawy i kojący dla ucha. Pozycja obowiązkowa, ale bez oceny (jak ocenić dokument?) - chyba, że z pozycji melomana...Wtedy mocne 9/10.

Temat filmu:

Zwiastun:


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz