Subtelne kino bez strachu – recenzja filmu „Wilkołacze sny”

Kino inicjacyjne? Młoda dziewczyna staje się kobietą, powoli dojrzewa, stawia pierwsze kroki w dorosłym życiu. A może horror? Utrata kontroli nad własnym ciałem, które przeobraża się w tajemniczego, pełnego złości i agresji potwora. Prześmiewcza komedia? Od kiedy wampiry, zombi i wilkołaki zagościły na dobre w historii kinematografii, można pokusić się o ironiczne podejście do tematu. Tymczasem Jonas Alexander Arnby sili się na poważne kino, buduje dramat jednostki wyróżniającej się w hermetycznym środowisku małej wioski gdzieś w Danii, przez co powstaje nieudolna hybryda, o której chce się jak najszybciej zapomnieć.

 

Marie (Sonia Suhl) mieszka z ojcem oraz chorą matką. Jest dziewczyną zamknięta w sobie, wiecznie zatopioną w refleksyjnej analizie, przez co ludzie podchodzą do niej z dystansem. Pracuje w zakładzie przetwórstwa rybnego, w którym zatrudnieni są w większości mężczyźni. Ich spojrzenia i niema rywalizacja sprawiają, że w Marii zaczyna narastać niepokój oraz złość, szczególnie kiedy staje się łatwym obiektem do żartów i psychicznej przemocy. Jej łagodne usposobienie coraz częściej ustępuje agresywnym wybuchom, co składnia ją do zastanowienia nad tym, kim naprawdę jest. Sięga do mrocznej przeszłości, stara się odkryć przyczyny choroby matki, które mogą rzutować na jej własną przyszłość.

?Wilkołacze sny? pretendują do miana horroru, lecz nie oferują momentów strachu czy grozy. Rozpływają się w przenikliwych spojrzeniach Marii, cichych gestach ojcowskiej troski oraz niemym cierpieniu matki uwięzionej na wózku inwalidzkim. I można by się pokusić o wydumaną interpretację przedstawienia trudów dojrzewania, kiedy ciało zaczyna się zmieniać, a człowiek z przerażeniem uświadamia sobie, że nie jest już dzieckiem, lecz na próżno szukać u Arnby choćby grama metafizyki i młodzieńczego pąsu. Efekt rozmywają, piękne skądinąd, zdjęcia Nielsa Thastuma, które podkreślają refleksyjny urok duńskiej wysepki i subtelność blond dziewczyny.

Duńskie kino nie jest hegemonem opowieści grozy, dobrze radzi sobie w opowiadaniu o społecznych problemach, cichej kontemplacji, stąd Arnby ponosi fiasko. Choć w ostatnich minutach filmu podkręca tempo, ściemnia obraz i dodaje przerażającą muzykę, to nie udaje mu się uratować i tak wątłej fabuły. W końcu wilkołak nie jest taki straszny, kiedy otrzyma trochę ciepła i miłości. Ale przecież doskonale wiemy, że każdego potwora można okiełzać odrobiną czułości.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz