Subiektywnie o WFF-ie, cz. 1: festiwal środka

Za nami 29. edycja Warszawskiego Festiwalu Filmowego ? jednego z 14 najważniejszych festiwali filmowych świata (o czym świadczy przyznana mu 4 lata temu kategoria A). Ranga zobowiązuje, wobec tego warszawscy widzowie mogli przebierać w aż 207 tytułach. Mimo że kilkadziesiąt z nich to krótkie metraże, ogarnięcie chociaż połowy propozycji w ciągu 10 dni wydaje się niemożliwe. Mnie udało się zapoznać z 20 produkcjami, na które składały się przede wszystkim filmy z sekcji Konkurs Międzynarodowy oraz Pokazy Specjalne (inaczej mówiąc ? interesowały mnie filmy ubiegające się o główną nagrodę, Warsaw Grand Prix, a także te, które zrobiły już karierę na innych festiwalach). Liczba ta pozwoliła mi na wysnucie ogólnych wniosków odnośnie charakteru imprezy i poziomu prezentowanych na niej obrazów, czym zamierzam podzielić się z Wami w tym trzyczęściowym artykule.

Nisza w świetle jupiterów

Mimo że wszystkie najważniejsze pokazy WFF-u odbyły się w Multikinie Złote Tarasy, festiwal jest zaprzeczeniem wszystkiego, co konotuje słowo ?multipleks?. A właściwie prawie wszystkiego, bo ogromne zainteresowanie seansami sprawiło, że trudno było mówić o jakiejkolwiek kameralności; sytuacje, w której oba sąsiadujące z moim miejsca były wolne, należały do rzadkości. Bilety wyprzedane z kilkudniowym wyprzedzeniem i notoryczny tłok to największe (i chyba jedyne) wady imprezy, ale cóż się dziwić ? festiwal międzynarodowy ma swoje prawa. Należy jednak wziąć pod uwagę, że zapełniona po brzegi sala na WFF-ie często jest bardziej znośna niż nie jedna ?zwykła? projekcja w skromniejszym towarzystwie. Nie odnotowałam bowiem żadnego głośnego rechotu, niedyskretnych komentarzy czy chamskich rozmów przez telefon w trakcie seansu. Na festiwal przychodzi publiczność jakby bardziej wyrobiona, dojrzalsza. Nawet odgłos glamania popcornem nie niósł się po sali tak głośno jak zwykle.

Starsza, bardziej skupiona publiczność to naturalne następstwo proponowanego przez organizatorów repertuaru. Poza rozsławioną Idą i pokazywanym w głównym konkursie w Cannes Wenus w futrze niewiele tu było tytułów, które mógł kojarzyć nawet bardziej zaawansowany kinoman. WFF to być może jedyna okazja, by na srebrnym ekranie zobaczyć produkcje z krajów, których kinematografia jest Polakom całkiem nieznana, przykładowo obrazy z Estonii, Gruzji, Łotwy czy Chile (co ciekawe, to właśnie one zdobyły najwięcej nagród). Dyrektor festiwalu, Stefan Laudyn, właśnie w tej unikalności programu widzi największą jego zaletę ? nie sztuką jest bowiem powielenie tego, co grane było już na innych imprezach, ale skompilowanie takiego zestawu filmów, który będzie jak najbardziej premierowy. Dzięki temu selekcjonerzy mogą się pochwalić ?wylansowaniem? takich znakomitości jak Michael Haneke, Cristian Mungiu czy Ari Folman ? wszyscy oni przewinęli się przez WFF jeszcze wtedy, gdy byli twórcami całkiem niszowymi.

Wspólny mianownik..?

Drugim kryterium wyboru filmów, obok ich świeżości, jest poziom artystyczny. W związku z tym, słusznie nie lub nie, kino gatunkowe zostało zepchnięte na boczny tor, dominuje to autorskie. Spośród 20 tytułów trafiłam na zaledwie jeden, który nie miał aspiracji do bycia ambitnym dramatem ? japoński Kompleks, czyli nowy horror Hideo Nakaty, znanego głównie jako reżyser The Ring oraz Dark Water. Pod kategorię gatunkowości można także podpiąć ewentualnie polski melodramat W ukryciu, niemiecki film akcji Banklady, pseudo-gangsterski Powrót przyjaciół: znowu razem z japońskim rodowodem oraz amerykańskie Prince Avalanche z zacięciem komediowym, lecz i one przemycają elementy kina artystycznego, wychodzą poza ramy konwencji.

Kadr z filmu ?Kompleks?, fot. WFF

Pora odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: co z jakością prezentowanego materiału? WFF to tak zwany ?festiwal środka?, bez wyraźnego tematu oraz oferujący filmy na poziomie, który można ogólnie nazwać niezłym. Niewiele tu zarówno obrazów wybitnych, jak i tych całkiem złych. O dziwo, moi faworyci na ogół pokrywają się z tymi obrazami, które doceniło jury. Aż trzy filmy z mojego festiwalowego top 5 zostały nagrodzone ? Ida Pawła Pawlikowskiego otrzymała Grand Prix Warsaw, estońsko-gruzińskie Mandarynki Zazy Urushadze zdobyły Nagrodę Publiczności oraz tę za najlepszą reżyserię, a do producentów litewsko-łotewskiego Hazardzisty Ignasa Jonynasa trafiła Specjalna Nagroda Jury. Do tej bardzo dobrej trójki, którą można było obejrzeć w ramach Konkursu Międzynarodowego, w swoim prywatnym podsumowaniu dołączam jeszcze film otwarcia, czyli włosko-brytyjskie Zatrzymane życie Uberto Pasoliniego, a także film z sekcji Pokazy Specjalne ? francusko-włoskie Miele Valerii Golino. Niestety ominęłam Wenus w futrze, która mogłaby zasilić ten zestaw, gdyż podobno Polański błyszczy jak za najlepszych czasów.

Na przeciwnym biegunie, wśród filmów słabych, stawiam trzy obrazy z Konkursu Międzynarodowego: irańskiego Psa Amira Toodehroosty, chińską Ulicę pułapkę Vivian Qu, a zwłaszcza japoński Powrót przyjaciół: znowu razem (jak film o gangsterach można wyposażyć w ścieżkę dźwiękową, która brzmi, jakby ją podwędzono z Pokahontaz?!). Produkcjami nie tyle złymi, co rozczarowującymi, były również francusko-austriackie Grand Central Rebecci Zlotowski oraz chilijskie Jestem lepszy od ciebie Ché Sandovala. Pierwszy rozbudził moje nadzieje udziałem dwóch gwiazd kina niezależnego, Léi Seydoux i Tahara Rahima, okazał się jednak ładnie sfotografowanym filmem o niczym. Drugi natomiast uzyskał nagrodę w kategorii Wolny Duch, lecz nie odnalazłam w nim nic poza mięsistymi dialogami. Pozostałe 10 tytułów to właśnie filmy środka, obrazy niezłe, ale jednak budzące niedosyt.

Nie samym filmem festiwalowicz żyje

Festiwal to nie tylko filmy, ale też ludzie, dlatego jeszcze parę słów poświęcę samej organizacji imprezy oraz zaproszonym na nią gościom. Nie można jej wiele zarzucić, cieszył mnie brak reklam przed pokazami, punktualność, z jaką się zaczynały oraz uprzejmość wolontariuszy. Wpadki zdarzyły się dwie, jednak nie były one specjalnie dokuczliwe ? jeden z seansów miał 15-minutowe przesunięcie (jedyny wyjątek od chwalonej przed chwilą punktualności), a raz w trakcie projekcji wysiadł na chwilę prąd, w związku z czym Idę oglądałam z kilkuminutową przerwą w środku. Być może gdybym była zwykłym widzem, przeklinałabym powyprzedawane bilety i kolejki do kas, jednak z mojej, dziennikarskiej perspektywy, organizatorzy festiwalu spisali się wzorowo z drobnym minusem.

Kadr z filmu ?Ida?, fot. Solopan

Gości natomiast przyjechało do Warszawy blisko 200. To niesamowite, że na festiwalu można oglądać filmy w towarzystwie ich twórców. Po większości pokazów następowała około 20-minutowa sesja Q&A, w trakcie której reżyser (a często także inne związane z produkcją osoby) był do dyspozycji widowni. Tym sposobem dane mi było się przyjrzeć członkom wszystkich zwycięskich ekip z Konkursu Międzynarodowego, przy czym zarówno Paweł Pawlikowski i towarzyszący mu operator Idy, Łukasz Żal, a także Ignas Jonynas i Zaza Urushadze wraz z częścią obsady Mandarynek zostali przyjęci przez publiczność wyjątkowo życzliwie. Jednak gwoździami programu tej edycji WFF-u byli jedna z najbardziej cenionych francuskich reżyserek, Catherine Breillat (która promowała na festiwalu swoje Nadużycie słabości z doskonałą Isabelle Huppert w roli głównej), Uberto Pasolini (reżyser filmu otwarcia, Zatrzymanego życia), Emmanuelle Seigner (żona Romana Polańskiego i gwiazda Wenus w futrze w jednej osobie) oraz Zhangke Jia (reżyser Dotyku grzechu, za który otrzymał w Cannes Złotą Palmę w kategorii Najlepszy Scenariusz). Imprezę uświetniła również europejska premiera najnowszego filmu Jana Kidawy-Błońskiego W ukryciu, na której pojawiła się znaczna część ekipy filmowej wraz z dwoma aktorkami wcielającymi się w główne role: Magdaleną Boczarską i Julią Pogrebińską. Jak na festiwal międzynarodowy przystało, nie brakowało gwiazd dużego formatu, a wszystkie one były w zasięgu ręki zwykłego widza.

Zapraszamy do lektury pozostałych części artykułu oraz innych "wffowych" tekstów:

Subiektywnie o WFF-ie, cz. 2: festiwalowe hity i kity

Subiektywnie o WFF-ie, cz. 3: Filmy środka

Oblicza samotności na Warszawskim Festiwalu Filmowym

Z pokorą po Warsaw Grand Prix ? o laureatach 29. edycji Warszawskiego Festiwalu Filmowego

Najskromniejsza, najpiękniejsza ? recenzja ?Idy?


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz