Straszne prześladowanie – recenzja filmu „Coś za mną chodzi”

Chłopak całuje blond piękność, przytula do siebie, a po chwili do jej ust przykłada chusteczkę nasiąkniętą chloroformem. Nieprzytomną i związaną usadza na wózku inwalidzkim i z przerażeniem w oczach oczekuje na nadciągające niebezpieczeństwo. Wkrótce na horyzoncie pojawia się naga kobieta, która z desperacją pragnie złapać i zabić nastolatkę. To scena z najnowszego filmu Davida Roberta Mitchella, która określa temperaturę emocjonalną i tempo całości obrazu. ?Coś za mną chodzi? to horror, który nie straszy, ale utrzymuje w napięciu i niepewności. Takie kino się ceni!

Mitchell osadza swoją opowieść na przedmieściach Detroit, gdzie są piękne domki, zadbane trawniki, spokój i cisza z dala od zgiełku, pędu i niebezpieczeństwa miasta. W tej przyjemnej aurze mieszkają rodziny ze swoimi problemami, choć nie wysuwają się one na pierwszy plan. W ?Coś za mną chodzi? otrzymujemy obraz młodzieży, która nareszcie nie tkwi stereotypowo z nosem w ekranie komórki albo komputera, powoli zatapiając się w wirtualny świat, od którego jedyną ucieczką są szaleńcze imprezy, alkohol i używki. Reżyser przedstawia przeciętną dziewczynę, która marzy o dorosłości i prawdziwej miłości, która zostaje skażona przez seksualną przygodę prowadzącą do przykrych konsekwencji. Seks u Mitchella nie prowadzi do niechcianej ciąży czy zarażenia HIV, lecz do upiornych stworów prześladujących swoje ofiary.

Jay (Maika Monroe) niczym szczególnym nie różni się od swoich rówieśników, ale posiada niesamowitą wewnętrzną siłę, która napędza ją do działania. Wraz z siostrą i przyjaciółmi stawia czoła stworom niewiadomego pochodzenia. Ludzkie postacie niczym zombi pojawiają się nieoczekiwanie, a ich jedynym celem jest zabicie ofiary. Mike Gioulakis doskonale buduje nastrój nieco przytłumionymi zdjęciami, przede wszystkim skupiając się na tym, co niewidoczne. Już dawno w kinie nie było tak ważne to, co dzieje się  gdzieś poza kadrem niż sytuacje widziane na ekranie, a niewiedza staje się najbardziej stresogennym czynnikiem. I choć nie otrzymamy mrożących krew w żyłach scen pościgów, ataków potworów zza światów, to oczekiwanie na niebezpieczne wydarzenia, spełnia swoje zadanie w budowaniu napięcia, które potęguje wyważona i oszczędna muzyka.

?Coś ze mną chodzi? spełnia zadania gatunku, lecz nie robi tego w oczywisty i schematyczny sposób. Mitchell inteligentnie bawi się formułą, kontrastując naiwną młodość z nieznanym zagrożeniem. Nie sili się na kreowanie strachów na wróble i klisz kina inicjacyjnego, a mimo wszystko przedstawia dojrzewanie bohaterów do przyjaźni czy miłości. Obsadzenie Maiki Monroe w głównej roli było bardzo dobrym pomysłem. Aktorka unika szarży i doskonale waży stany emocjonalne, co udowodniła we wcześniejszych filmach ( choćby ?Gość?), stając się obiecującą wschodzącą gwiazdą. Oby równie prognozująca była kariera inteligentnych horrorów, które unikają prostego i śmiesznego wyrzucania duchów z szafy. 


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz