Spowiedź trampa ? recenzja ?Drogi na północ?

Fiński reżyser Mika Kaurismäki w roku 2010 nakręcił film dokumentalny Vescu poświęcony Vesie-Mattiemu Loiriemu ? popularnemu w Finlandii muzykowi, komikowi i aktorowi w jednym. Ich współpraca była na tyle owocna, że dwa lata później powstała Droga na północ, czyli kino drogi z Loirim w roli głównej. Sukces tej komedii w rodzimym kraju sprawił, że zainteresowali się nią również polscy dystrybutorzy.

Fascynację Kaurismäkiego Loirim widać nawet w warstwie fabularnej. Filmowy Leo Porola uzyskał wiele cech swojego odtwórcy: słabość do alkoholu, papierosów i kobiet, muzykowanie, zmagania z cukrzycą, a nawet umiejętność gry w bilard na mistrzowskim poziomie. Ten zbiór cech w połączeniu ignorancją prawa, brakiem stabilizacji i dużą otyłością tworzą obraz schorowanego trampa, który zdaje sobie sprawę z kiepskiego stanu zdrowia i postanawia się rozliczyć ze swojego mocno hedonistycznego życia. Zaczyna od kwestii najbardziej oczywistej, czyli odszukania syna, którego porzucił, gdy ten miał trzy lata. Timo, sztywny i stateczny pianista, początkowo nie jest zachwycony wizytą ojca, jednak daje się namówić na wspólną podróż na północ. W ten sposób obaj panowie przemierzają Finlandię kradzionym pontiaciem cataliną i jak to bywa w kinie drogi, zbliżają się do siebie. Na końcu ich wyprawy czeka rozwiązanie rodzinnej tajemnicy sprzed lat.

Źródło: Vivarto

Ich przygody biegną dość przewidywalnym torem ? dwa całkowite przeciwieństwa uzupełniają się i wzajemnie od siebie uczą. Timo zrzuca maskę uzależnionego od telefonu pracoholika i nabywa luzu ojca, ten zaś docenia wartość rodziny. Nie brakuje tu klasycznych motywów z komedii kumpelskich, gdyż powszechnie wiadomo, że każda męska przyjaźń musi być przypieczętowana wspólnym sikaniem na tle pięknego krajobrazu oraz połączniem sił w akcji pod kryptonimem ?szybki numerek?. Scenarzysta starał się, aby z Drogi na północ zrobić film równie zabawny, co poruszający, jednak w obu przypadkach zabrakło mu pomysłowości. Żarty nie są specjalnie rozbrajające (dużo tu dowcipów w rodzaju ?kobieta myśli, że jej kochanek ma zawał, a to tylko długi orgazm?), a naciągnięta końcówka nie pozwala na całkowite przejęcie się losem bohaterów. Film nie jest na tyle przebojowy, aby nazwać go lekką komedią, ani nie zagłębia się w jakiś temat na tyle, aby ujrzeć w nim dobry dramat.

Warto jednak docenić pewną melancholię i smutny realizm Drogi na północ. Leo Porola to postać, o jaką trudno w kinie. Amerykańskie produkcje przyzwyczaiły nas do tego, że za szpetnym wyglądem zawsze idzie wredny charakter, a jeśli już kręci się film z grubaską w jednej z głównych ról (na myśli mam produkcje z Melissą McCarthy ? Złodzieja tożsamości bądź Druhny), to nigdy nie traktuje się takiej bohaterki poważnie. Tymczasem Kaurismäki ma do Lea niezwykły szacunek i z tej odstręczającej, zniszczonej osoby czyni kogoś budzącego sympatię i współczucie. Nie stara się też niczego podkoloryzować: tutaj nikt nie pada sobie w ramiona, brak spektakularnych pojednań. To, co utracone, często odchodzi już na zawsze.

Droga na północ jest i nie jest kolejnym, typowym filmem o mocy tkwiącej w rodzinnych więzach. Z jednej strony powiela gatunkowe klisze i sprawia wrażenie, jakby scenarzyście zabrakło pomysłu na zamknięcie historii, z drugiej jednak jest ona opowiadana z niespotykanym sentymentem. To po prostu jeden z tytułów cierpiących na syndrom niewykorzystanego potencjału.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz