Spokojnie, to tylko Lars ? recenzja ?Nimfomanki cz. 1?

Kiedy stary kawaler Seligman odnajduje na ulicy pobitą Joe, udziela jej schronienia i wdaje w rozmowę o jej życiu. Nie o życiu w ogóle, ale o konkretnym, erotycznym aspekcie, od jego odkrycia do całkowitego uzależnienia od seksu. Tor wybiórczego wywodu wyznaczają zupełnie odległe skojarzenia: wabik na ryby przypomina kobiecie o pierwszych zbliżeniach, polifoniczna muzyka Bacha o podziale na trzy rodzaje kochanków, a obraz o żonie jednego z adoratorów. Seks staje się tak samo istotną dziedziną życia i tak samo dobrym tematem na rozmowę jak i film, co wędkarstwo, muzyka czy sztuki plastyczne. Koniec z pruderią, eufemizmami i rumieńcem. Lars mówi, jak jest.

Źródło: Gutek Film

Dodałabym jeszcze, że koniec z tabu, tylko że spóźniłabym się z tym stwierdzeniem o kilkanaście lat. W kampanii promocyjnej Nimfomanki najczęściej używanymi epitetami były ?kontrowersyjny? i ?szokujący?, lecz film może wydawać się taki tylko komuś, kto z kinem Triera nie miał wiele do czynienia. Owszem, nie brakuje tu pikanterii i naturalizmu, ale nie jest to coś, czego reżyser nie pokazałby już choćby w Antychryście. Sam problem destruktywnego nadużywania seksu pojawił się natomiast w Przełamując fale, a nieudawane zbliżenia znalazły się już w Idiotach. Czytając o obrazie można było natknąć się też na słowo ?pornografia?. Trudno jednak o większe nieporozumienie: tutaj seks to nie cel sam w sobie, lecz środek do celu, ponadto erotyczne rozbuchanie znacznie ochładza ironiczna tonacja filmu. Tak więc czy Nimfomanka równa się skandal? Nie, to tylko Lars von Trier.

Najbardziej zaskakuje tu właśnie stężenie komizmu. Reżyser złożył Nimfomankę z kilku seksepizodów utrzymanych w różnych konwencjach, jednak w każdym, mniej lub bardziej, obecne jest absurdalne poczucie humoru. Co więcej, im dalej Trier brnie w farsę, tym lepiej na tym wychodzi. Stąd też bierze się jedyny zarzut, jaki można postawić produkcji ? jest nierówna. Nieco banalna, czarno-biała sekwencja, w której umiera ojciec Joe, wypada blado po mistrzowskiej, tragikomicznej historii z Umą Thurman jako żoną kochanka głównej bohaterki. Ironiczny dowcip to zresztą broń, dzięki której filmowiec kładzie widza na łopatki i wychodzi zwycięsko ze całego przedsięwzięcia. Temat nimfomanii potraktowany z totalną powagą niósłby ryzyko pretensjonalności i ciężkostrawności, powielenia błędów Antychrysta.

Źródło: Gutek Film

Lars mówi, jak jest. A jak jest?? Cynicznie. Joe nazywa swój wywód spowiedzią i moralitetem, ale nie trzeba wyrozumiałych komentarzy Seligmana, aby uchylić się od oceny bohaterki. Z jednej strony wpływa na to spojrzenie na nimfomanię tak, jak się patrzy na alkoholizm, czyli jak na chorobę. Joe uprawia seks, gdy jest smutna, i uprawia, gdy jest wesoła. Zapewnia sobie po dziesięć orgazmów dziennie, co wymaga misternie opracowywanego harmonogramu. Ucieka w cielesne przyjemności, gdyż tak jak wiele trierowskich bohaterek jest nieprzystosowana do życia w społeczeństwie. Jej ułomność polega na braku empatii, przez co tkwi w całkowitej obojętności, z której wyrwać potrafi ją tylko pożądanie. Z drugiej strony wiemy, że cynizm Joe został jej wpojony z mlekiem matki, a raczej zainhalowany wraz z powietrzem, jakim oddycha od zawsze. ?Miłość jest przereklamowana, wymaga oszustw, poniżania się, mówienia tak, gdy myśli się nie. Seks jest o wiele prostszy? ? stwierdza w rozmowie z Seligmanem. Każda z jej historii obrazuje tę konstatację: światem rządzi chuć, pierwotna siła, która w drobny mak rozsypuje wszystkie mrzonki o wyższych uczuciach. Ci, którzy sądzą inaczej, okłamują sami siebie.

Nie brakuje w Nimfomance także błyskotliwych refleksji o samym seksie. Szczególnie zgrabnie przemyca je Trier w ostatniej sekwencji opowiadającej o trzech rodzajach kochanków, którzy razem wzięci tworzą doskonałą harmonię ? zupełnie jak w przypadku polifonicznej muzyki Bacha, na którą składają się trzy linie melodyczne. Tak jest też z Nimfomanką, gdzie głos komiczny, głos psychologiczny oraz głos erudycyjny układają się w spójny, kompletny i interesujący utwór. Niestety bestialsko przerwany w połowie, gdyż część pierwsza absolutnie nie jest filmem autonomicznym. Czy w drugiej Trierowi zdarzy się fałszywa nuta? Jego wirtuozerię zweryfikujemy już wkrótce.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz