„Śnieżka” ? recenzja filmu

Śnieżka hiszpańskiego reżysera Pabla Bergera nie jest dokładną adaptacją baśni Braci Grimm, ale historią zainspirowaną, świadomą swojej wtórności. Przeniesiona na Półwysep Iberyjski, do lat 20. XX wieku, pozbywa się magicznej otoczki i nabiera surowego, lekko perwersyjnego charakteru. Macochę-czarownicę zastępuje zazdrosna celebrytka, królewicz przyjmuje postać karła, a samej tytułowej bohaterki nie nazwalibyśmy obrończynią praw zwierząt. Witaj w prawdziwym świecie, Śnieżko.

Prawdziwym, jednak nie całkiem uniwersalnym, gdyż Berger cudownie zanurzył baśń w hiszpańskim folklorze, czyniąc ze swego filmu pochwałę narodowych tradycji. W momencie, kiedy cały świat głośno krytykuje wszelką przemoc wobec zwierząt, reżyser przekornie sprowadza wszystkie wątki do korridy. Walki z bykami, piękne, czarnowłose kobiety, wąsaci mężczyźni i rozgrzane słońcem plenery składają się na wizualnie zachwycającą esencję tego, co staje nam przed oczami na hasło ?Hiszpania?. A to nie wszystko, bo istotną rolę odgrywa także flamenco. Zaskakujące, jak bardzo muzyczny może być niemy film: doskonała ścieżka dźwiękowa Alfonsa Vilallongi nadaje rytmiki każdej ze scen, nie tylko tym pełnym ognistego tańca. Dzięki połączeniu tych elementów z czarno-białymi zdjęciami i samą koncepcją odświeżenia klasycznej baśni, twórcom Śnieżki udało się stworzyć syntezę globalności z lokalnością i elegancji z ludowością.

O produkcji tej mówi się często w kontekście nagrodzonego Oscarami Artysty, jednak poza zbliżoną formą filmy nic nie łączy. O ile obraz Michela Hazanaviciusa urzekał przebojowością i humorem, to Śnieżka uderza w wyższe tony. Monumentalna i mroczna, przez większość trwania wywołuje u widza wzruszenie. Daleko jej bowiem do disneyowskich happy endów, dobro wydaje się tu bezbronne wobec podstępnego i prawdziwie okrutnego zła. Nie zmieniło się jedno: zarówno u Grimmów, jak i u Bergera, najsilniejszą trucizną jest zazdrość. To ona stoi za każdym z nieszczęść i kieruje działaniami królowej oraz jej odpowiedniczki, Encarny. Inny jest tylko powód zazdrości, gdyż nie chodzi już o urodę i czyste serce, ale o sławę. Mechanizmy walki dobra ze złem pozostały te same, ludzkość jedynie zmodyfikowała hierarchię pożądanych wartości.

Mimo próby nadania Śnieżce lokalnego kolorytu oraz uniwersalnych sensów, pozostaje ona interesująca głównie dzięki audio-wizualnemu dopracowaniu. Między ściskającym za gardło początkiem i równie dramatycznym finałem emocje opadają, a reżyser sięga po zbyt dosłowną symbolikę. Kreowaną z finezją gotyckość zastępuje momentami banał, który częściowo niszczy tragiczny charakter tego filmu. Ostatecznie obraz zamiast odkrywać pierwowzór na nowo i wzbogacać go o dodatkową treść, staje się artystyczną ciekawostką. Nie można odmówić twórcom pewnej innowacyjności, jednak przejawia się ona głównie w osadzeniu akcji w egzotycznej scenerii, a nie w warstwie znaczeniowej. Historia nabrała tylko bardziej brutalnego wydźwięku.

Baśń o królewnie i siedmiu krasnoludkach zyskała sobie w ostatnich latach zaskakującą sympatię filmowców (tylko w zeszłym roku powstały dwie jej adaptacje), jednak dopiero Hiszpan nie spłycił jej do postaci rozrywkowego blockbustera. Nawet jeśli nie był przy tym tak wizjonerski, jak piszą o nim liczne media, jego Śnieżka wciąż pozostaje estetycznym objawieniem. Szkoda nie przyjąć zaproszenia na fiestę dla zmysłów, którą przygotował.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz