Śmiercionośny uskok – przedpremierowa recenzja filmu „San Andreas”

Bez wątpienia kino katastroficzne od zawsze budzi w widzach masę emocji. W filmach tego gatunku obowiązują jednak pewne zasady. Film katastroficzny musi opierać się na faktach, które widzom wydadzą się rzeczywiste, musi wykreować na ekranie świat i przekonujących nas bohaterów. Kiedy w tak potężną produkcję inwestowane są grube miliony, efekt końcowy powinien być zaskakujący. Czy ?San Andreas? taki jest?

Już w pierwszych minutach filmu ?San Andreas? reżyser Brad Peyton wciąga nas w wir tragicznych wydarzeń. Film otwiera scena, kiedy ratownik medyczny Ray (Dwayne Johnson), po trzęsieniu ziemi, próbuje pomóc nastolatce uwięzionej w samochodzie zaczepionym na stromej ścianie nad przepaścią. A kolejne sceny nabierają zawrotnego tempa. Sam film nie składa się wyłącznie z sekwencji z widowiskowymi efektami specjalnymi. Jeśli już zostały użyte, to dlatego, by w bardzo realistyczny sposób przedstawić niebezpieczeństwo, jakie może zaserwować nam Matka Natura. Ona sama wydaje się być ciemną stroną filmu, odgrywając rolę czarnego charakteru, w starciu z którym ludzkość nie ma szans. Z doniesień z wynika, że w kwietniu ubiegłego roku faktycznie miały miejsce trzęsienia ziemi na linii uskoku tektonicznego San Andreas o średniej sile ponad 4 stopni Richtera ? zatem śmiało można stwierdzić, że istnieje ryzyko wystąpienia trzęsienia ziemi o dużo poważniejszych konsekwencjach. Sejsmolodzy ostrzegają, że prędzej czy później w tym regionie dojdzie do znacznie potężniejszych drżeń niosących za sobą wiele zniszczeń. Taka wiedza świetnie wpisuje się w tematykę filmu.

Poznajemy filmowego naukowca profesora Lawrenca Hayes?a(Paul Giamatti), który stwierdza, że obecna nauka jest bezradna wobec występujących trzęsień ziemi. Jednak wraz ze swoim asystentem Dr. Kimem Parkiem (Will Yun Lee) udało im się opracować pewną teorię, którą potwierdzają w bardzo wstrząsającym ( dosłownie) momencie. A Matka Natura zaczyna dopiero się rozkręcać. Filmowe trzęsienie ziemi przekracza magnitudę ponad 9 stopni Richtera, przekłada się to na ogromne zniszczenia na terenie Kalifornii, począwszy od wielkich miast takich jak Los Angeles czy San Francisco. Potężne drapacze chmur rozpadają się jak domki z kart, zasypując przerażonych mieszkańców tonami gruzu, metalu i szkła. Potężne tsunami błyskawicznie zbliża się do miasta - ludzie nie przygotowani na atak natury biegają w chaosie bez zastanowienia i jakiegokolwiek planu ucieczki. Wizja zniszczeń wg Brada Peytona jest bardzo realistyczna, prawdziwa, skutecznie oddziałująca na widza. Zastosowanie spektakularnych efektów specjalnych naprawdę robi wrażenie do tego stopnia, że mimochodem przemyka w głowie myśl- dobrze, że ja tu nie mieszkam ? uff. Na tle gigantycznej katastrofy przyglądamy się zmaganiom strażaka - Reya, który o dziwo nie skupia się na ratowaniu poszkodowanych (pewnie dlatego, że nikogo nie było w pobliżu). Dwayn ?The Rock?Johnson nie występuje tu w roli twardziela, ale przyjmuje rolę zwykłego gościa oddanemu swojej pracy, który w obliczu potężnego zagrożenia porzuca misję ratowania ludzi na rzecz ochrony swoich najbliższych. Dysponując helikopterem i nie bacząc na nic, postanawia ocalić swoją córkę Blake (Alexandra Daddario) i ex małżonkę Emmę (Carla Gugino).

To nie jest skomplikowany film, jeśli mowa o motywach fabularnych (pod tym względem lepiej wypada ?Pojutrze? czy nawet ?2012?- Rolanda Emmericha). Nie ma złożonych dialogów, a wizualna strona filmu cieszy oko. Za to film ma dwa potężne atuty - Dwayna Johnsona i fantastyczne efekty specjalne. Amerykański box office ukłonił się w stronę filmu ? wyniki mówią same za siebie i nic tego nie zmieni.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz