Słowa czynią nas ludźmi – recenzja filmu „Plemię”

Już dawno w kinie nie powstał film tak naturalistyczny i minimalistyczny w opowiadaniu o zwykłym życiu, w którym brutalność i agresja stają się formą komunikacji decydującej o pozycji, władzy i sile. Miroslaw Słaboszpyckyj porwał się na coś, co z góry mogło być skazane na niepowodzenie. Kiedy na początku obrazu pojawia się napis, że film został zrealizowany w języku migowym i nie znajdziemy w nim żadnego lektora, można zastanowić się na ile ta utrudniona percepcja, w świecie opartym o dialog, pozwoli zostać widzom w fotelach. Szybko jednak można zorientować się w przebiegu fabuły uwypuklonej przez gesty i emocje.

?Plemię? niczym dawne kino nieme zaprasza nas do swojego świata, w którym komunikacja opiera się o gest czy minę. Dialogi okazują się zbędne, jesteśmy w stanie spostrzec, że bohaterowie żartują, kłócą się czy prowadzą poważne rozmowy. Film Słaboszpyckyja nie jest kontrowersyjny na tej płaszczyźnie, lecz w temacie pozostawienia młodzieży samej sobie, bez wzorców dorosłych, którzy jawią się tylko jako karykatury wprowadzające zamęt i kłopoty do i tak już nieszczęśliwego świata. Chłopcy zamknięci w szkole z internatem szybko starają się ustanowić hierarchię władzy, nie uciekają od przemocy i agresji. Głuchoniemi bohaterowi nieustannie o coś walczą, pozostawiają najsłabsze ogniwa daleko w tyle, skłonni wykorzystywać ich ułomność , strach i niepewność. Nawet miłość u Słaboszpyckyja staje się pasmem nieszczęść, nie prowadzi do fali rozkosznych uniesień, lecz mechanicznych odruchów i wyobcowania.

Reżyser ?Diagnozy? pokazuje, że słowa stanowią o istocie człowieczeństwa, a odarci z tego przymiotu stajemy się niczym więcej, jak tylko zwierzętami. Bohaterowie ?Plemienia? przypominają watahę, która brutalnie rozprawia się z ofiarą. Reżyser potęguje to wrażenie, wpuszczając ich życie w pułapkę powtarzalnych epizodów i rytuałów. Powoli wprowadza widza w świat brutalności, która pozbawiona dźwiękowej otoczki (brak ścieżki dźwiękowej) staje się namacalna i emocjonalnie trudna. Słaboszpyckuj konfrontuje filmową rzeczywistość z moralnymi zasadami i pragmatyzmem społeczeństwa, a popełniane przez bohaterów czyny stają się mechaniczne i rutynowe.

Ten film porusza tematy wcześniej eksplorowane w kinie, ale staje się emocjonalnym uwypukleniem faktu, że wbrew pozorom nie różnimy się od zwierząt, a werbalna komunikacja prowadzi do utemperowania i wygładzenia pierwotnych i instynktownych zachowań. Przy pierwotnym oburzeniu na wytrwałe obserwowanie okiem kamery zachowań agresywnych czy seksualnych, przechodzimy do refleksji nad istotną człowieczeństwa. Miroslaw Słaboszpyckyj dokonał rzeczy niezwykle interesującej: przez opowiadanie o osobach niepełnosprawnych, zwrócił uwagę na nas samych. Powolna opowieść, bez upiększeń i muzycznych ozdobników jest jednym z lepszych filmów powstałych w ostatnich latach, bo kiedy wyjdziemy z kina, przyjdzie nam się zmierzyć z prawdą o ideałach, autorytetach i warstwie powinności, zahamowań wytworzonych przez tysiące lat cywilizacji. Czy to właśnie słowa czynią nas ludźmi?

[Wiosna Filmów]

Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz