„Scenariusz na miłość” według Marca Lawrcenca – recenzja

Trudno zaproponować coś nowego i zaskakującego w gatunku, jakim jest komedia romantyczna, gdzie należy przestrzegać pewnych reguł mnożących schematy i klisze. Nie udaje się to również Marcowi Lawrencowi, który jest specjalistą w tego rodzaju opowieściach, a ?Scenariuszu na miłość? mimo powierzchownej przewidywalności i miłosnych zawirowań, oferuje kilka życiowych prawd, lekko ocierając się o banał, ratowany przez charyzmatyczne aktorstwo i poczucie humoru.

Hugh Grant po raz kolejny sprawdza się w roli amanta i na szczęście, pomimo upływu lat, nie traci błysku w oku i uroku osobistego. Jego Keith Michaels to zagubiony mężczyzna, który poniósł porażkę na polu rodzinnym, miłosnym, jak i zawodowym, będąc autorem jednego dobrego scenariusza nagrodzonego Oscarem. Keith uparcie trzyma się przeszłości , żyje nadzieją o powrocie do dawnych czasów blichtru Hollywood i pięknych kobiet, choć środki finansowe kurczą się, a wymarzony pomysł na kolejną opowieść filmową nie nadchodzi. W ten sposób trafia na ?koniec świata? do małego uniwersyteckiego miasteczka Binghampton, gdzie będzie musiał zmierzyć się ze studentami i swoimi umiejętnościami przekazywania wiedzy.

Hermetyczne środowisko z odrębnymi zasadami  nie do końca jest spełnieniem marzeń, a Keith od razu naraża się ważnym uniwersyteckim figurom. Choć w opowieści Lawrcenca nie brakuje wyrazistych postaci, to całość rozgrywa się w dynamicznym trójkącie Karen (Bella Heathcote)- Keith ? Holly (Marisa Tomei), gdzie każdy z nich musi rozprawić  się ze swoją przeszłością i oczekiwaniami względem przyszłości. Zaangażowanie do tej roli Hugh Granta było bezpiecznym posunięciem, choć to Tomei kradnie całą uwagę swoją pogodnością i urokiem. Nośny duet to podstawa, a wytworzenie pewnego rodzaju chemii między bohaterami stanowi połowę sukcesu komedii romantycznej.

?Scenariusz na miłość? oferuje ładne obrazy, dość stereotypowe granie scenografią i długie dialogi, które wypadają dobrze dzięki sprawnym i doświadczonym aktorom. Reżyser ?Dwóch tygodni na miłość? pokazuje, że klucz do szczęścia może być na wyciągnięcie ręki i pięknie opakowuje kilka rozważań o życiu w ramach gatunkowej konwencji.  To bezpieczny film, który bez większych zawirowań przeprowadzi nas do pozytywnego zakończenia. Lawrence sprawia, że jest miło, lekko i przyjemnie  w sam raz na zimowe wieczory. 


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz