?Rycerz Blaszka. Pogromca smoków? – recenzja filmu

Najdzielniejszy, najszlachetniejszy, najwspanialszy? chwalipięta. Zardzewiały rycerzyk, przypominający starodawną kasę jest uroczym i sympatycznym bohaterem Zardzezii ? krainy niezbyt pięknej, ale za to interesującej, mimo iż pokrytej korozją. Pozbawiony odwagi i śmiałości Blaszka, bo takie nosi imię nasz bohater, wpada w niezłe tarapaty. Pod wpływem swoich nieprzemyślanych decyzji traci miano rycerza królestwa, zamek oraz przyjaciółkę Bo, którą próbuje omamić superrycerz Chrom.

Blaszka, w towarzystwie jedynego maleńkiego przyjaciela, ale bardzo sprytnego smoka o imieniu Koks, wyrusza w podróż, aby naprawić swoje błędy. Z racji, że król Zardzezii, którego później Blaszka ocali, stwierdza, że nie może za szybko zmieniać zdanie, aby zwrócić honor Blaszka musi pokonać smoka i przywieźć do królestwa smoczą głowę. Tak też się staje, dzięki małemu smokowi, który towarzyszył tchórzliwemu Blaszce. Na uwagę w tym miejscu zasługują bracia Kelwin i Celsjusz Popiołek ? wielki dwugłowy smok ? postać najbardziej zabawna w całym filmie.

I kiedy wydaje się, że wszystko wróci na swoje miejsca, okazuje się, że okrutny rycerz Chrom czyha na koronę Króla Zardzezii. I tu wreszcie Blaszka ma okazję popisać się odwagą, którą wydobędzie z siebie dzięki mieszkańcom królestwa, którzy przyjdą mu z pomocą.

Prosta fabuła ?Rycerza Blaszki. Pogromcy smoków? dla najmłodszych niczym nie zaskakuje. Dobro zwycięża nad złem i wszyscy żyją długo i szczęśliwie. I bardzo dobrze, dla najmłodszego widza jest to z pewnością optymistyczna opowieść o sile przyjaźni i woli walki. Nie łudzę się jednak, że unikatowa technika ?cel-shading? podbije serca dzieci. Bajka o krainie zardzewiałych sprzętów jest tak prymitywna jak konstrukcja ich bohaterów. Nic tu się ?kupy? nie trzyma, a autorzy na siłę dokręcają do zimnych jak stal dialogów same suchary. W tej ciężkostrawnej animacji na uwagę zasługuje jedynie epizodycznie pojawiające się stado krów-tosterów. Prowizorycznie złożone postaci wyposażono w zlepek zasłyszanych z filmów dla starszych widzów zwrotów i utartych fraz, z powodzeniem funkcjonujących w języku. Czyżby taka była koncepcja? W blaszanym królestwie słychać pogłos dobrze znanych schematów, ale to odbite i niczym niezaskakujące echo.

Opowieść o Blaszce mimo braku górnolotnych prawd i morału, jakiego się oczekuje od tego typu produkcji, może się spodobać jedynie najmłodszemu widzowi, niemającemu porównania do ciekawszych filmów animowanych. Mimo iż widać potencjał techniczny tej produkcji, to zabrakło przede wszystkim dawki inteligentnego humoru, zaskakujących zwrotów akcji, ciekawszych i barwniejszych postaci. Nie jest to pozycja numer jeden na liście do obowiązkowego obejrzenia, Blaszkę szybko atakuje pamięciowa korozja.


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz