Rozmowa z Ladjem Ly, reżyserem „Nędzników” – filmu, o którym od miesięcy mówi cały świat.

„Kiedy Kim Chapiron, Romain Gavras i Toumani Sangare zakładali kolektyw filmowy Kourtrajmé, byliśmy młodzi, szaleni, bezkompromisowi. Dziś pewnie mamy więcej rozumu, ale uważam, że zawsze dobrze mieć w sobie tę odrobinę szaleństwa. Nie chcemy być ograniczani, tak jak większość twórców światowego kina” – mówi Ladj Ly, reżyser „Nędzników”, najważniejszego wydarzenia w świecie francuskiego kina ostatnich lat.

Rewelacyjny debiut, który podbił świat. „Nędznicy” to jeden z najlepszych europejskich filmów roku, prawdziwe odkrycie reżyserskie, nominowany do Oscara i Złotego Globu, zwycięzca Nagrody Jury w Cannes i laureat Europejskiej Nagrody Filmowej w kategorii Odkrycie Roku, zdobywca 12 nominacji do Cezarów i trzech statuetek Lumières Awards, w tym dla Najlepszego Filmu, laureat dziesiątek nagród na festiwalach na całym świecie i wielki hit francuskich kin (ponad dwa miliony widzów) – debiut, który przyciągnął przed ekrany w rodzimej Francji więcej widzów niż najnowszy film Romana Polańskiego.

To Twój debiut fabularny, ale pracujesz nad filmami już od piętnastu lat. Jaki był początek tej drogi? 

Kiedy miałem osiem, dziewięć lat, zaprzyjaźniłem się z Kimem Chapironem. Przyjeżdżał na wakacje do letniej szkoły w Montfermeil i tam się poznaliśmy. Kilka lat później Kim, Romain Gavras i Toumani Sangare założyli kolektyw filmowy Kourtrajmé. Miałem wtedy siedemnaście lat, to był początek ery cyfrowej, i kupiłem swoją pierwszą kamerę. Od tamtej pory nagrywam wszystko. Uczyliśmy się wspólnie, byliśmy młodzi, szaleni, bezkompromisowi. Dziś pewnie mamy więcej rozumu, ale uważam, że zawsze dobrze mieć w sobie tę odrobinę szaleństwa. Nie chcemy być ograniczani, tak jak większość twórców światowego kina. 

Najpierw wyreżyserowałeś „Go Fast Connection” i „A Voix Haute”, po których zawrzało…

„Go Fast...” to docu-fiction, które wyreżyserowałem trzy lata po zamieszkach w Paryżu. Chciałem pokazać jak media ukazują to, co dzieje się na przedmieściach. „A Voix Haute” to projekt niezależny, w który zaangażowała się nawet francuska telewizja. Dali nam pełną swobodę w opowiadaniu tej historii. Pokazujemy mieszkańców przedmieść, którzy pomimo codziennych problemów, pełni są życia i nadziei. To często wyjątkowi, utalentowani ludzie, którzy nie mają nic wspólnego z metkami, które przypinają im mieszkańcy wielkich miast. To zawsze był mój cel – pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest.

Twój film otrzymał nominację do Oscara, ale wielokrotnie podkreślałeś, że masz znacznie ważniejszy cel...

Ta nominacja to było ogromne, historyczne wyróżnienie. Jednak wydarzyło się coś znacznie ważniejszego – „Nędznicy” sprowokowali rozmowę wokół kondycji kina francuskiego i miejsca dla nowych, świeżych twórców, także czarnoskórych. Chcemy stać się częścią kultury, która dotąd trzymała nas na swoich obrzeżach. Wnieść nową, może nawet rewolucyjną perspektywę do systemu, który już teraz chwieje się w posadach. 

Jak wyglądała praca nad montażem „Nędzników”? Dotąd wszystkie swoje filmy montowałeś sam, tym razem oddałeś materiał w ręce Flory Volpière.

Flora Volpière jest wspaniałą montażystką! Nagrałem przytłaczającą ilość materiału – ponad sto godzin! Flora pracuje z Kourtrajmé od dwudziestu lat, zmontowała wszystkie filmy Kima Chapirona – jest prawdziwym killerem i doskonale poradziła sobie z tym zadaniem!

Tytuł nawiązuje do „Nędzników” Victora Hugo, a film rozpoczyna sekwencja ujęć z wielkiej wygranej Francji w Pucharze Świata w piłce nożnej. Chciałeś zrobić film o Francji, nie tylko o przedmieściach? 

Jestem Francuzem. Wielokrotnie mówiono mi, że nie, ale ja zawsze się nim czułem. Jestem trochę starszy od bohaterów filmu i doskonale pamiętam 12 lipca 1998 roku. Ten dzień zapamiętam do końca życia – miałem 18 lat i to była prawdziwa ekstaza! Miłość do piłki połączyła wtedy wszystkich – bez względu na kolor skóry, pochodzenie, status społeczny – wszyscy byliśmy Francuzami! W 2018 roku znów to poczuliśmy – zupełnie jakby tylko piłka miała tę moc, by nas pojednać. To są niesamowite momenty – zarówno przeżycie jak i materiał na film. Dlatego tak zaczynają się „Nędznicy”. W euforii i pojednaniu, po której każdy musiał wrócić do życia, w którym granice wyznaczają pieniądze i kolor skóry. 

Montfermeil, które pulsuje od napięć, gniewu i niepewności to miejsce, w którym nieustannie toczy się gra o lokalne wpływy. Niewinny psikus grupy dzieciaków, które dla żartu kradną małe lwiątko z miejscowego cyrku, może okazać się początkiem rewolucji.

Film w kinach od 28 lutego.

Źródło: materiały prasowe


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz