Ron Howard na prowadzeniu ? recenzja ?Wyścigu?

Kwalifikacje się jeszcze nie skończyły, ale w wyścigu po nominacje do Oscara film Rona Howarda ma duże szanse na pole position. Znajdziemy w nim wszystko, czego potrzebuje laureat tej nagrody, czyli ?bezpieczną?, ale wdzięczną i widowiskową tematykę, dobrze spisujące się gwiazdy Hollywood i błyskotliwy scenariusz, który gwarantuje obraz przebojowy, ale też niepozbawiony uniwersalnych refleksji. Chociaż wydawałoby się, że produkcja poświęcona Formule 1 może przypaść do gustu tylko miłośnikom tego sportu, Wyścig wyzbył się hermetycznej otoczki i zaprezentował przede wszystkim jako pełna pasji i adrenaliny opowieść o bardzo specyficznej przyjaźni oraz zmienności losu.

Kluczem do sukcesu okazało się zbudowanie fabuły wokół rywalizacji dwóch zdolnych, ale kompletnie różnych kierowców wyścigowych, co oznacza, że zestawienie przeciwieństw to chwyt, który chyba nigdy nie przestanie się sprawdzać. Brytyjczyk James Hunt, członek załogi McLarena, poza wrodzonym talentem do jazdy (ryzykownej i intuicyjnej) ma także niezwykłą moc przyciągania kobiet (prawdziwy Hunt chwalił się w swojej autobiografii, że spał z pięcioma tysiącami kobiet). Wizerunku i uroku użyczył tej postaci nordycki bóg (Chris Hemsworth, znany głównie jako Thor z komiksowych ekranizacji Marvela), więc widz nawet przez chwilę nie wątpi w jej magnetyzm. Sympatią tłumów nie może się pochwalić gwiazda Ferrari, Austriak Nicki Lauda (w tej roli Daniel Brühl). Sztywny i trochę opryskliwy, pochodzi do ludzi tak samo, jak do swojego zawodu: z chłodem. Emocje zastępuje strategią i technicznymi wyliczeniami, a od tabunu ?groupies? woli żonę. Mężczyźni przez wiele lat wzajemnie napędzają swoje kariery, by w końcu w roku 1976 ramię w ramię, opona w oponę pędzić po mistrzostwo świata.

Źródło: ITI Cinema

Ten mocny kontrast mógłby się wydawać sztuczny, gdyby nie to, że każdy z bohaterów ma na swoim obliczu playboya/zarozumiałego nudziarza jakieś załamanie, które nie pozwala na zaszufladkowanie. Hunt wesołością maskuje problemy z budowaniem trwałych relacji oraz z używkami, Lauda natomiast w kontaktach z żoną ukazują swoją rozluźnioną, czułą stronę. Chris Hemsworth i Daniel Brühl doskonale wygrywają te dwuznaczności, przy czym bardziej poruszający portret udaje się nakreślić temu drugiemu. O ile w ostatniej Piątej władzy Brühl niknie w cieniu Benedicta Cumberbatcha, to tutaj co prawda nie przysłania Hemswortha, ale lekko wypycha go poza snop światła, jaki otacza na scenie największą gwiazdę. Wypracowaną na potrzeby Wyścigu mimikę i akcent docenimy zwłaszcza wtedy, gdy po seansie przeprowadzimy internetowy research i porównamy aktora z prawdziwym Laudą. Mimo tej lekkiej przewagi Brühla trudno o decyzję, za którego z kierowców trzymać kciuki mocniej, dlatego widz przez cały seans jest rozkosznie rozdarty w swoich sympatiach.

Ale Formuła 1 to nie tylko kierowcy, ale też ich atrybuty. W tym miejscu można wymienić zarówno samochody, jak i żony, gdyż paniom przypadają tu role zupełnie podrzędne ? ozdób albo cichych pocieszycielek, które z kącika obserwują sukcesy mężów. Ledwo nakreślone sylwetki postaci drugoplanowych (wszystkich, nie tylko kobiet) to chyba najpoważniejsza wada Wyścigu. Te braki twórcy postarali się zrekompensować doznaniami wzrokowymi, które zapewnia udział Alexandry Marii Lary oraz Olivii Wilde (co ciekawe, bogini Wilde jak na siebie wygląda tu wyjątkowo niekorzystnie; charakteryzatorka skrzywdziła ją zbyt pomarańczowym podkładem, co w połączeniu z utlenionymi włosami daje lekki efekt skwareczki). Pięknych ciał przez ekran przetacza się jednak znacznie więcej, bo jak tłumaczy Hunt, ?kobiety pożądają mężczyzn, którzy igrają ze śmiercią?. Tak zwane ?blachary?, sława, pryskający szampan i gołe klaty to jednak tylko jedno, jasne oblicze wyścigów.

Źródło: ITI Cinema

Przez cały seans Howard stara się udowodnić, że Formuła 1 nie jest zabawą dla dużych chłopców, ale sportem bardzo brutalnym i ryzykownym. Już na początku dowiadujemy się, że co roku kilu kierowców traci na torze życie, a o zagrożeniu przypominają nam ciągle psujące się bolidy i regularne wywrotki. Sekwencjom samych rajdów towarzyszą kadry ukazujące drżące od prędkości, niestabilne elementy samochodów, co powoduje u widza strużkę potu cieknącą po czole: dojedzie, czy nie dojedzie? Dodatkowe emocje budzą zdjęcia z pozycji kierowcy, które pozwalają ?poczuć? tę niesamowitą prędkość. W tych sekwencjach jest moc ? bolidy nie jadą, lecz fruwają, a pęd powietrza unosi liście w stronę widza z takim impetem, że czasem technika 3D nie daje takiego efektu ?wynurzenia? się obiektów z ekranu.

Tę pełną napięcia (ale także humoru) historię uzupełnia nienachalna refleksja, która pojawia się zawsze, gdy w grę wchodzi rywalizacja sportowa: życie to koło fortuny. Howard nie poprzestaje na tym i dodaje myśl, że czasem także sukces przeciwnika może się okazać darem. O ile passa bohaterów się zmienia, to reżyser kręcąc Wyścig wylosowywał same kolorowe pola. Być może na jednym nawet widniał napis ?nagroda?. Przekonamy się o tym za kilka miesięcy.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz