„Riddick” – recenzja filmu

Po dziewięciu latach przerwy Riddick powraca na srebrny ekran. Tym razem bez wsparcia wielkiej wytwórni, gdyż rola Universalu ograniczyła się głównie do dystrybucji. Zdecydowanie wyszło to bohaterowi na plus ? trzecia część serii, która nawiązuje do kultowego już Pitch Black, jest jak krwisty stek prosto z rusztu.

Wszystko zaczęło się w roku 2000, kiedy stosunkowo tani Pitch Black zdobył sobie wśród miłośników science fiction rzeszę oddanych fanów. Ta toporna, jednak klimatyczna i obdarzona wyrazistymi, niejednoznacznymi bohaterami historia zyskała cztery lata później kontynuację w postaci Kronik Riddicka. Chaotycznemu i pozbawionemu jakiegokolwiek nastroju filmowi nie udało się powtórzyć kasowego sukcesu ani zadowolić wielbicieli ?jedynki?. Reżyser David Twohy wyciągnął z tego wnioski i w Riddicku zbudował opowieść na wzór Pitch Black ? umieścił bohaterów na podobnej, spalonej słońcem planecie, a za cel postawił im wydostanie się z niej (po wcześniejszym załatwieniu hordy krwiożerczych potworów). Opowieść jest prosta jak konstrukcja cepa, jednak w tym przypadku okazało się to przepisem na udany, trzymający w napięciu film akcji. Less is more.

Źródło: Forum Film

Jeśli nie w inteligentnym scenariuszu, to w czym tkwi siła tej produkcji? Raczej nie w scenografii i efektach specjalnych, bo widać, że brak dostępu do wypchanej dolarami kieszeni dużej wytwórni ograniczył twórcom pole do popisu. Planeta, na której ugrzązł zdradzony przez Necromongerów Riddick, prezentuje się dobrze, jednak jej krajobraz jest bardzo monotonny. Podobnie z jej mieszkańcami (zmutowanymi szakalami i jaszczurko-kobrami), którzy wyszli grafikom zgrabnie, ale nie uświadczymy tu różnorodności ras i odmian.

Brak nadzoru poskutkował jednak kluczową dla Riddicka kwestią, czyli możliwością nakręcenia filmu w kategorii R. Twohy pozwolił sobie na ostry język i szereg naprawdę brutalnych obrazów, a trzeba przyznać, że w dziedzinie ekranowego mordu nie brak mu finezji. Produkcja ta to przede wszystkim widowiskowa sieczka, przy czym prym wiedzie mistrzowska scena, w której spętany łańcuchami Riddick uśmierca wroga maczetą, którą wcześniej złapał i podrzucił... stopą. Takich nieprawdopodobnych zdarzeń znajdzie się tu więcej, ale reżyser nie próbuje utrzymać ich w poważnym tonie. Bijąca z nich przesada wydaje się być zamierzona, co sprawia, że całość nabiera niepokornego, lekko groteskowego charakteru. Ostatecznie Riddickowi nie brak luzu, co jest też zasługą sporej dozy poczucia humoru, którą należy postrzegać w tej serii jako innowację. Jedną z bardziej widocznych cech Pitch Black był duszny, niezmącony chociażby cieniem żartu klimat, nijakie Kroniki nie zawierały zaś ani tego, ani lekkości. Tymczasem w najnowszej odsłonie tytułowy bohater chętnie kpi sobie z polujących na niego łowców nagród i regularnie rzuca one-linerami.

Źródło: Forum Film

Z Riddicka zrobił się nie tylko żartowniś, ale i przyjemniaczek. Sam w jednym ze swoich siermiężnych monologów stwierdza, że w czasie dowodzenia armią Necromongerów ucywilizował się, co z biegiem akcji znajduje potwierdzenie. Furianin nie tylko wychowuje sobie psiego przyjaciela, ale też zaczyna postępować według kodeksu moralnego. Riddick z Pitch Black nigdy by na to nie wpadł, gdyż właśnie cynizm i antybohaterskość tej postaci sprawiły, że tak bardzo zafascynowała fanów sci-fi. To (jak sądzą niektórzy) połączenie Hannibala Lectera, Harry?ego Houdiniego i Hulka Hogana coraz bardziej zaczyna przypominać Dominica Toretto z Szybkich i wściekłych, także granego przez Vina Diesela. Nadal bez mrugnięcia okiem zabije cię metalowym kubkiem, ale tak poza tym to swojski chłop.

Wciąż elektryzującemu Riddickowi na nieprzyjaznej planecie towarzyszą dwa zespoły łowców głów. Co prawda stanowią oni zestaw dość oklepanych dla kina akcji typów, ale dzięki temu, że nie obowiązuje ich cenzura, stają się naprawdę wredni i przez to ciekawsi (albo w najgorszym wypadku giną w efektowny sposób). Scenarzyści zadbali także o odpowiednio stopniowane napięcie, dlatego tę produkcję naprawdę dobrze się ogląda (scena z otwieraniem sejfu!). Przez wszystko przebija także reżyserska radość tworzenia. Zupełnie tak, jakby Twohy zapisał na lusterku tekst ?tak się cieszę, że w końcu kręcę ten film, zrobię z niego niezobowiązujące, bezpardonowe kino rozrywkowe? i powtarzał sobie to codziennie przy goleniu. Dopiął swego.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz