Reżyser Matteo Oleotto opowiada o filmie „Mój kuzyn Zoran”

?Po 13 latach spędzonych w Rzymie, postanowiłem wrócić w strony rodzinne, do Friuli Venezia Giulia, aby zrobić tu swój pierwszy film. Pobyt w Rzymie wyedukował mnie jako reżysera, a także wyrwał mnie z dynamiki małego miasteczka, w jakim się urodziłem, wychowałem i w którym byłem zanurzony. To oderwanie oraz częste powroty tam, dały mi jasność obserwacji i chęć opowiedzenia ich. Kiedyś uważałem, że na wsi nie może się wydarzyć nic ciekawego i że tylko miasto jest miejscem prawdziwej wymiany i interakcji. Dziś skłonny jestem to odwołać. Zdałem sobie sprawę, że miasto potrafi ochłodzić kontakty: ludzie mają tendencje do ukrywania się. W dużym mieście można nie spotkać się z kimś miesiącami, a nawet latami. Na wsi nie ma to miejsca. Małe wsie - czy ci się to podoba, czy nie - każdego zmuszają do zaangażowania w życie innych: niemożliwe jest uniknięcie uwagi społeczeństwa, ucieczka, stracenie się z oczu.

Tam, skąd pochodzę, miejscem interakcji społeczności jest tawerna, w której krzyżują się ludzkie życia, frustracje, pasje. Tu ludzie dzielą się z przyjaciółmi i winem swoją radością i bólem, znajdują schronienie, spierają i nie otrzymują żadnych odpowiedzi.

Wiele lat temu poznałem nieśmiałego nastolatka, który miał niebywały talent w rzutkach. Podczas gry zmieniał się w kogoś silnego, niemal lekkomyślnego wobec innych, a jego oczy zaczynały lśnić. Kiedy gra dobiegała końca, ponownie stawał się Przywołałem wspomnienie tego chłopca w moim Zoranie. Paolo (Giuseppe Battiston) jest kombinacją mieszkańców, którzy ożywiali moją wieś, ludzi, którzy całymi dniami fantazjowali na temat miejsc, które chcieliby zwiedzić, zdając sobie sprawę, że nigdy nie wyjadą. Mężczyźni, którzy są jednocześnie dumni i sfrustrowani z powodu lojalnego przywiązania do tej jednej tawerny, zatapiając to rozdarcie w kolejnym kieliszku wina. Zrezygnowanemu Paolo, mężczyźnie, który nigdy nie dorósł, poznanie autentycznego chłopca, Zorana, który dla odmiany chce być dorosły, daje szansę na wybranie drogi do zmiany, coś o czym zawsze marzył, ale czego nie spróbował. Jest to trudne zadanie dla kogoś, kto zatopił się wśród osób pełnych pasji, ale powolnych, zmęczonych i ironicznych, którzy mówią tylko po to, by zagłuszyć ciszę, używając słó w, które jedynie ukrywają to, co najtrudniejsze do wypowiedzenia. Ukrytym bohaterem tego filmu jest wino. Podczas gdy wszędzie indziej we Włoszech powszechna jest propozycja: ?Może poszlibyśmy na kawę??, we Friuli używa się zwrotu: ?A może tak poszlibyśmy na jednego??. Starałem się poprowadzić widza w rytmie życia w mojej wiosce, starałem się trzymać tych bohaterów, których znam najlepiej, którzy nigdy się nie spieszą. Dlatego praca kamery jest statyczna. Stworzyłem komedię pozbawioną klasycznego rytmu tego gatunku, hołdującą duszom bohaterów zamiast zamykać ich w klatce wydarzeń.?

Czemu wybrałeś taką historię na swój debiut? Próbowałem poskładać kilka rzeczy, wokół których chciałem zbudować narrację. Konkretny obszar geograficzny, społeczność moich rejonów i dziwną relację pomiędzy dwoma przeciwnymi charakterami. I tak powstał Zoran, my nephew the idiot. Zawsze uważałem, że przy swoim pierwszym filmie musisz skoncentrować się na czymś co znasz bardzo dobrze. A ja to znam bardzo dobrze. Znam okolicę, w której się wychowałem, w całej jej ekscentryczności i pięknie, ludzi, którzy tam mieszkają i których wzajemne relacje zawsze mnie ciekawiły. Razem z autorami scenariusza szukaliśmy wszystkiego, o czym chciałem opowiedzieć.

Byłeś także aktorem. Co doprowadziło cię do wybrania reżyserii w kontekście ekspresji artystycznej? Postanowiłem zapisać się do Akademii Teatralnej ponieważ studia na Centro Sperimentale di Cinematografia nie gwarantowały mi zwolnienia ze służby wojskowej. Pomyślałem, że to ciekawa droga to zostania reżyserem. I taką się w istocie okazała. W chwili gdy ukończyłem Akademię, rozpocząłem studia na Centro Sperimentale i porzuciłem moją karierę aktorską, za wyjątkiem kilku okazji, kiedy przyjaciele poprosili mnie o udział w ich projektach. Dzisiaj uważam, że moja szalona miłość do aktorów jest w pewnym sensie wynikiem mojego doświadczenia. Często, na planie filmowym spędzasz większość czasu na rozmowach z operatorem, scenarzystą, kostiumografem. Ja przeciwnie, zaczynam z aktorami. Lubię gdy improwizują. Słucham ich sugestii i proszę inne piony o organizację ich pracy w miarę możliwości zgodnie z ich wyborami. Moje wybory życiowe były z początku przypadkowe, ale powtórzyłbym je dzisiaj.

Jak możesz opisać pracę nad swoim filmem (najbardziej satysfakcjonujące i najtrudniejsze momenty)? Czułem się komfortowo na planie. Było tylko kilka trudnych momentów, poza kilkoma nieprzewidywalnym sytuacjami. Czułem ze strony całej ekipy zaangażowanie. Ostatniego dnia zdjęciowego, w strugach deszczu, zobaczyłem producenta wykonawczego, razem z elektrykami i operatorem, próbujących naprawić dziurę w dachu. W tamtej chwili byłem poruszony. Praktycznie rozpłakałem się. Musiałem oddalić się od wszystkich, aby nie widzieli tej chwili słabości. To były łzy szczęścia. Uwolniłem je widząc tych wszystkich ludzi pomagających mi spełnić moje marzenie. To są sytuacje, których nigdy się nie zapomni.

Świat, który wykreowałeś w swoim filmie pozbawiony jest trzydziestolatków. Gdzie są twoi równolatkowie? Nie wiem. To kompleksowa i fragmentaryczna generacja bez ojców i mitów. Każdego dnia walcząca o własną tożsamość. Nie rozumiem własnego pokolenia. Próbuję do niego dotrzeć, ale ostatecznie nie rozumiem go na tyle, by o nim opowiadać. Tawerna w twoim filmie jest mikrokosmosem, w którym więzy emocjonalne wraz z empatią i solidarnością wciąż istnieją. To nostalgia czy rzeczywistość? Czy ograniczenia geograficzne pomiędzy dobrym winem a grami mogą zniknąć? Musiałbym napisać na ten temat esej antropologiczny. Czy możemy zmienić pytanie?

Rozmowa Giuli Ghigi dla www.sicvenezia.it

Źródło:materiały prasowe


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz