Miłość w czasach zagłady ? recenzja ?Miasta 44?

Kiedy Jan Komasa wymieniał powody, dla których stworzył ?Miasto 44?, wspomniał o tym, że każdy temat potrzebuje od czasu do czasu odświeżenia, a klasyczny ?Kanał? Wajdy nie trafia już do młodzieży. Pomysł ukazania II wojny światowej w formie atrakcyjnej dla nastolatków od początku skutkował marsowym czołem u krytyków, którzy obawiali się love story w estetyce MTV. Reżyser wyprawił widzom jednak miłą niespodziankę ? wątek miłosny w żaden sposób nie trywializuje wzorowo odtworzonej, przytłaczającej rozmiarem okrucieństwa warstwy historyczno-obyczajowej.

Za sukcesem stoją dobre proporcje, które nie pozwoliły efekciarstwu zdominować solidnie poprowadzonej fabuły. Romans Stefana i Alicji pełni przede wszystkim funkcję głównej osi fabularnej i tym samym spina różne obrazki z Powstania w ciąg przyczynowo-skutkowy. Komasa nie tylko z imponującym rozmachem i dociekliwością oddał na ekranie grozę tamtych dni, lecz konsekwentnie ominął sidła, jakie zastawiła na niego konwencja melodramatu. Nie silił się na opowieść o miłości silniejszej niż śmierć, lecz ukazał ją jako naturalny mechanizm obronny, który w sytuacjach ekstremalnych pozwala na pozostanie przy zdrowych zmysłach. Tym sposobem wątek miłosny stał się tylko kolejną odsłoną koszmaru, w jakim przyszło uczestniczyć bohaterom.

Choć Komasa z gracją przeskoczył pułapki sentymentalizmu, nie oparł się pokusie zaserwowania widowni audiowizualnych fajerwerków. Długo można dywagować o stosowności ich użycia: z jednej strony teledyskowa stylistyka i muzyka elektroniczna skutecznie rozbijają klasyczny schemat, jakim posługują się filmy wojenne (co należy uznać za plus), z drugiej jednak nie można pozbyć się wrażenia, że reżyser posunął się w swej wizji o krok za daleko. Nie dość, że zapuścił się w niebezpieczne rejony kiczu, to wprowadził do filmu pierwiastek sztuczności ? najsilniejszym emocjom towarzyszą tu elementy całkowicie obce walczącemu pokoleniu. Trudno zatem stwierdzić, czy te nie do końca umotywowane zabiegi formalne robią ?Miastu 44? więcej szkody czy pożytku. Zakwalifikować je jako pozbycie się balastu kina gatunkowego czy może jako czysty popis? Delikatnie skłaniam się ku tej drugiej wersji; Komasa po prostu starał się zbyt mocno.

Dlatego też ta część produkcji, w której zaprzestaje eksperymentów i koncentruje się na samym Powstaniu, pozbawiona jest zgrzytów. W dyskusji o słuszności tego zrywu reżyser jasno opowiada się po stronie krytyków, w oczach których było ono niepotrzebną i źle zorganizowaną rzezią. Filmowiec nie traci jednak czasu na rzucanie oskarżeń czy przedstawienie losów ?góry?, która wydając rozkazy, sama niejako doprowadziła do tej masakry. Kamera śledzi jedynie działania tych, którzy chcąc nie chcąc zostali ustawieni dokładnie na linii ognia, a więc cywilów i z reguły nastoletnich powstańców. Wrzuceni w wir czegoś, czego ze względu na rozmiar okrucieństwa nie można objąć rozumem, nie doszukują się w swojej ofierze sensu i nie trwonią sił na zmurszałe gadki o bohaterstwie (dzięki czemu ?Miasto 44? wygrywa jako film odcinający się od mitu pompatycznej wojenki i śmierci w chwale).

Najdogłębniej przemawiają tu same obrazy, a właściwie ? sama historia. Scena, w której po bombardowaniu spada na ulicę deszcz krwi i szczątków, prawdopodobnie jeszcze długo będzie górować w rankingu na najbardziej drastyczne momenty w polskim kinie. Hiperrealizm tej opowieści (zupełnie zrozumiały, w końcu mówimy o eksterminacji 200 tysięcy ludzi i obróceniu w gruz 65 procent warszawskiej zabudowy) przytłacza i miażdży, lecz należy pochwalić Komasę za odpowiednie ?przymglenie? niektórych wydarzeń. Czy ?Miasto 44? dałoby się oglądać, gdyby do masowych morderstw dołączyć masowe gwałty? Poprzez nie ukazanie, lecz zasugerowanie tego rodzaju przemocy, filmowiec pozostawia uchylony lufcik, dzięki któremu wrażliwość widza ma szansę nie zostać całkowicie zduszona.

Po ośmiu latach zmagań Komasa poddaje naszej ocenie produkcję niepozbawioną wad, lecz na pewno spełniającą główny cel reżysera ? ?Miasto 44? w widowiskowy sposób wznawia dyskusję o micie powstańczym. A że twórcy ?Sali samobójców? udało się nakręcić nie tylko efektowną masakrę, lecz także rzetelnie przygotowany film wojenny, obraz może trafić w gusta szerszej publiczności niż tylko pierwotnego targetu, młodzieży.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz