Strzał w dziesiątkę ? recenzja ?Igrzysk śmierci: W pierścieniu ognia?

W momencie premiery ostatniego filmu o Harrym Potterze fani serii ze smutkiem pytali sami siebie ?jak dalej żyć??. Można sprzeczać się o wartość artystyczną tych książek i ich ekranizacji, jednak znaczna część pokolenia dzisiejszych dwudziestokilkulatków zawsze będzie wspominać je z sentymentem, jako nieodłączną część dzieciństwa i wczesnej młodości. Na rynku (a także w sercach emerytowanych potteromaniaków) powstała luka, której nie mogły zapełnić proste historie o wampirach czy też pogromcach demonów. Zakopanie wyrwy po Hogwarcie wymagało wysiłku, jednak okazało się, że Suzanne Collins (autorka trylogii Igrzyska śmierci) oraz Francis Lawrence (reżyser drugiej części, W pierścieniu ognia) mają wystarczająco dużą łopatę.

Źródło: Forum Film

Igrzyska śmierci, a zwłaszcza druga (lepsza!) część cyklu mają wszystko, czego potrzeba dobremu teen movie, a nawet więcej. Tym ?więcej? jest najjaśniejsza młoda gwiazda Hollywood, zaledwie dwudziestotrzyletnia, a już nagrodzona Oscarem Jennifer Lawrence. Wszyscy kochamy Jennifer. Podczas gdy inni na galach połykają kije, aktorka stąpa po czerwonym dywanie bez krztyny pozerstwa, za to z zadziornym uśmiechem i dystansem do całego filmowego biznesu. Ta naturalność, za jaką ją cenimy, znacznie ułatwia jej zadanie, jakim jest wiarygodne przedstawienie Katniss Everdeen. Bo w W pierścieniu ognia postać ta nie jest już tylko sprytną dziewczyną, która oszukała system. Finał ?jedynki? wywołał lawinę zdarzeń, które kręcą się wokół obalenia reżimu, a ze zwyciężczyni 74. Igrzysk Głodowych uczynił symbol walki o wolność. Niepokorna Katniss, chociaż bardziej niż rebeliantką czuje się ofiarą starającą się pozostać przy życiu, daje uciskanemu ludowi nadzieję. Jest czymś prawdziwym w świecie fałszu i obłudy ? trochę tak jak Lawrence na salonach.

Wyższość Igrzysk śmierci nad innymi młodzieżowymi filmami polega na tym, że seria ta oferuje tak zwaną mądrą rozrywkę. Wyższość kontynuacji nad poprzednikiem źródło ma swoje zaś w tym, że to, co składa się na tę jakość, tutaj zarysowane jest wyraźniej. Powstałe na gruzach Stanów Zjednoczonych państwo Panem, wraz z jego wyzyskiem ludności, terrorem stosowanym wobec buntowników i medialną propagandą, stanowi zatrważającą alegorię totalitaryzmu. Zatrważającą głównie dlatego, że mimo że powieść kwalifikuje się jako science fiction, zwraca ona uwagę na problemy palące także dziś. To przebrany w lekką szatę traktat o niesprawiedliwości społecznej. Władza stale manipuluje treściami publikowanymi przez telewizję i zamydla widzom oczy poprzez odwrócenie ich uwagi czymś, co nazwać można unowocześnionymi walkami gladiatorów. Daje im igrzyska, ale gdzie chleb? Podczas gdy w dystryktach ludzie cierpią głód, śmietanka polityczna pije specjalne drinki, które wywołują wymioty i pozwalają na dalsze kosztowanie potraw. O tym, że tak dłużej być nie może, że dzięki zwycięstwu Katniss coś w społeczeństwie pękło, mówi właśnie W pierścieniu ognia. Pierwsza część była tylko preludium do właściwego tematu tej serii: obrazu rodzącej się rewolucji.

Teen movie nie obyłby się bez love story, co tutaj ma swoje potwierdzenie w trójkącie Katniss ? Peeta ? Gale. Jednak dzięki temu, że to tylko jedna z trzech warstw filmu (obok politycznej i sensacyjnej), w dodatku ściśle z nimi powiązana, wypada naturalnie i tylko dolewa oliwy do ognia. Nie dość, że dziewczyna musi radzić sobie z represjami, jakie stosuje wobec niej państwo, i nie dość, że znów walczy o przetrwanie (tym razem w dżungli ? jeszcze bardziej nieprzyjaznej niż las z poprzednich igrzysk), to kwestia jej uczuć zaczyna się komplikować. Wybór między chłopcami przestaje być taki oczywisty. A może to tylko część teatrzyku, jaki Katniss odgrywa przez władzami? Ta niejasność sprawia, że wątek miłosny przestaje być trywialny i wymyka się normom wypracowanym przez gatunek.

Źródło: Forum Film

Chociaż alegoryczność filmu czy rozbudowany portret głównej bohaterki to przede wszystkim zasługa Suzanne Collins, to Francisowi Lawrence?owi należą się pochwały za odpowiednie wyważenie wszystkich składowych części obrazu. Bagaż liryczno-intelektualny zupełnie nie zakłóca czystej radości oglądania, która wynika z rosnącego tempa akcji. Większa dynamika walk, jeszcze brudniejsza gra organizatorów igrzysk na chwilę przed upadnięciem kolosa na glinianych nogach, bardziej ekstrawaganckie stroje oraz nowe enigmatyczne postaci (nieprzenikniony Philip Seymour Hoffman!) sprawiają, że 146 minut staje się niewystarczające. Tym bardziej, że zakończenie jest otwarte, a na pierwszą część ekranizacji ostatniego tomu trylogii (Kosogłos ma być rozbity na dwa filmy) poczekamy przynajmniej rok. W czekaniu tym jest jednak słodycz. W pierścieniu ognia nie tylko mówi o rebelii, ale sam jakąś rebelią jest ? to niepoprawnie dobre kino rozrywkowe.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

4 thoughts on “Strzał w dziesiątkę ? recenzja ?Igrzysk śmierci: W pierścieniu ognia?

Dodaj komentarz