Rajska plaża? – recenzja filmu ?Nieznajomy nad jeziorem?

Czucie po tym filmie będzie zachowane, ale będzie to wrażenie ambiwalentne. ?Nieznajomy nad jeziorem? to kino osobliwe, miejscami wręcz irytujące, a przy tym mocno intrygujące. Bo Alain Guiraudie przyciąga tajemnicą, igrając z przyzwyczajeniami widza, ale i odpycha bezceremonialnym kadrowaniem. Obcując z dziełem, nie raz zadamy sobie pytanie - dokąd to wszystko zmierza? Przez chwilę czujemy się jak na pokazie gejowskiego porno, po chwili jednak wierzymy w miłosną historię, a kiedy całość skręca w stronę thrillera - pojawia się dezorientacja. Guiraudie zmienia barwy, myli tropy, a może to wszystko to ściema? - zastanawiamy się. Reżyser bawi się z nami w kotka i myszkę, a najbardziej cieszy się z tego, że dajemy się zwieść na pozór banalnością tej historii. Bo na końcu okazuje się, że to wszystko ma głębszy sens niż zabawa w mieszanie gatunków.

Kluczowa w ?Nieznajomym nad jeziorem? jest przestrzeń. Kawałek kamienistej plaży, czyste jezioro, w którym odbija się popołudniowe słońce, gęste krzaki stanowiące namiastkę listka figowego. W tak malowniczej scenerii długie godzinny spędzają geje, oddając się rozkoszy i zaspokajając popędy, przypadkowe spotkania to część atrakcji tego miejsca. Cała akcja obejmuje kilka dni, w czasie których bohaterowie wykonują praktycznie te same ?czynności?. Monotonia przełamywana jest co jakiś czas spotkaniem z coraz to nowym nieznajomym. Główny bohater - Franck - najpierw poznaje typowego outsidera. Henri - tęgi mężczyzna w średnim wieku odróżnia się tym, że... jest ubrany i nie nawiązuje z nikim kontaktów. Z całkiem sporym zapasem odległości obserwuje uczestników cruisingu. Między młodym Franckiem a, z perspektywy większości, ekscentrycznym Henrim nawiązuje się specyficzna nić porozumienia. W powietrzu wyczuwalne jest napięcie pomiędzy tą dwójką, które przenosi się, kiedy główny bohater zakochuje się w przyciągającym uwagę wąsaczu ? la Tom Selleck. Rajska plaża wkrótce staje się miejscem zbrodni. Słońce zachodzi i zrywa się wiatr. Poetycki klimat łapie napięcie, zyskuje aurę tajemnicy i niepewności. Podekscytowani, z wypiekami na twarzy zaczynamy śledzić to, co się za chwilę wydarzy. Wtrącić trzeba, że to, co robi reżyser z widzem na końcu, wprowadza prawdziwy zamęt i złość.

Najbardziej nowohoryzontowy film ostatniego festiwalu w Cannes - takim mianem ochrzczono ?Nieznajomego nad jeziorem?. Szczególnie spodobał się krytykom, którzy uhonorowali film nagrodą FIPRESCI na ubiegłorocznym T-Mobile Nowe Horyzonty. Dla widza mniej obytego z artystycznym kinem film ten będzie niestety tylko gejowskim pornosem z ładnymi widokówkami jeziora. Wulgarnie stawia Guiraudie kamerę, niczego nie zakrywa, w jego filmie nadrzędna jest pierwotna natura, toteż częste widoki męskich genitaliów w przybliżeniach mogą zgorszyć. Aby dostrzec w tych obscenicznych sytuacjach wielopiętrową metaforę, o której mówi reżyser, trzeba wyjść ponad to, co widzimy.  Minimalistyczny ?Nieznajomy nad jeziorem? jest filmem z prostą historią, ale tu wszystko znaczy - to umowność gestów czy wymiana spojrzeń jest zaproszeniem na stronę, zapętlanie zdarzeń i powtarzanie z pozoru nieistotnych ujęć służą budowaniu spójnej i zamkniętej w jednej przestrzeni akcji. Imponuje precyzyjność świata doskonale wyczarowanego przez Guiraudie. Miłość gejowska odarta z zależności kulturowych i społecznych, niczym nieograniczona, bliska naturze, pierwotna, najbliższa skórze jak tylko się da. Utopia? Nic z tych rzeczy. Bo tam, gdzie wszystko jest autentyczne, wychodzą też najbardziej skrywane uczucia i zakamarki duszy. Niczym nieskrępowani są także zagrożeniem dla siebie samych. W filmie Guiraudie?a zło nie pochodzi z zewnątrz, nie jest wynikiem nietolerancji, ono dopada z wewnątrz, jest pomiędzy nami. To zło ujawniające się w postępkach, dające o sobie znać pod koniec filmu jest wynikiem narastającego wrzenia pomiędzy bohaterami - pełne otwartości środowisko jest nim tylko z pozoru, niektórzy muszą się przecież tylko przyglądać, panuje kult piękna, inni szukają uciech ciała, inni miłości, a ci którzy wyłamują się poza ten schemat - hmm... muszą zginąć? Nic tutaj nie jest oczywiste. Wydaje się jednak, że Guiraudie jest bliżej nas - widzów mających bariery kulturowe - niż nam się wydaje. Porażająca wręcz odwaga w nachalnym pokazywaniu biologizmu to policzek na otrzeźwienie dla cruisingowych plażowiczów. Którzy kierując się pożądaniem, zatracają się w nim, nie dostrzegając zagrożeń. Najbardziej czyste intencje zdradzają Franck i Henri. Pierwszy błądzi jeszcze w odmętach pożądania, nie kontrolując tego, co podświadome. Drugi wydaje się ostrzec młodego amatora wrażeń. Raj okaże się ostatecznie zbrukaną plażą.

Intrygujący film - piękno ludzkiego ciała, bliskość przyrody i czające się gdzieś, dosłownie, zza krzaków zło to wszystko w zmieniającej się szacie gatunkowej. Eksperyment, aby połączyć karykaturę ludzkich zachowań z poetyckością obrazu, niewątpliwie udał się temu francuskiemu reżyserowi, powstała prawdziwie nowa jakość.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz