Przeszłość nie zapomina – recenzja filmu „Stare grzechy mają długie cienie”

Powrót do przeszłości - widzimy młodego Seana Peana, który kroczy z pistoletem w deszczu, wśród bagien. Przecieramy oczy - nie jest to jednak hollywoodzki aktor z ?Rzeki tajemnic?, a sceneria choć przypomina klimat z serialu ?True Detective?- też nie jest tym, na co wyglądała?

Hiszpania, a dokładnie Andaluzję z lat 80. Gorący kraj nie jest tu przedstawiony jak miejsce marzeń, do którego co roku zmierzają tłumy turystów. Tutaj pięknie jest tylko z lotu ptaka (niesamowite obrazy, które bardzo często przewijają się na ekranie). W rzeczywistości zamiast palm są mokradła, a śródziemnomorska sielanka to tylko mit. Ludzie żyją na bakier z prawem, pogubieni po dawnym ustroju politycznym i rządach generała Franko. Jest biednie i mroczno. Wszyscy marzą o wyidealizowanej pracy w mieście i wyrwaniu się do ?lepszego świata?. Na prowincję, niczym na zesłanie, przyjeżdża dwóch policjantów, którzy nie lubią siebie ani miejsca do którego dotarli. Mają jednak ważny wspólny cel - rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia dwóch młodych dziewczyn. Dopiero teraz zaczyna robić się mrocznie i jednocześnie pięknie?

Pedro (Raul Arevalo - przypominając Seana Peana) - jest młodym, statecznym, ponurym policjantem z Madrytu, który dostaje za partnera Juana (Javier Guitierrez - aktor Almodovara) - starszego, rozrywkowego, porywczego kolegę o niejasnej przeszłości. Razem badają sprawę zniknięcia dwóch nastolatek, córek lokalnego przedsiębiorcy. Wszystko zaczyna się komplikować, gdy okazuje się, że to nie pierwszy taki przypadek, a wiele rzeczy jest zatajanych przez lokalną policję i władzę. Stare grzechy głównych bohaterów też dają o sobie znać... Historia z minuty na minutę staje się coraz bardziej mroczna, intrygująca i wciągająca. Kryminał Alberto Rodrigueza ma niesamowity klimat, a zdjęcia Alexa Catalana wręcz hipnotyzują. Dodatkowo istotne jest, że ten socjologiczny thriller zdobył dziesięć nagród Goya (hiszpański odpowiednik Oscarów), dwie Srebrne Muszle na festiwalu w San Sebastian oraz Europejską Nagrodę Filmowa dla najlepszego filmu.

Dotychczas kryminały (filmowe, jak i książkowe) kojarzą się głównie ze Skandynawią. Po spokojnej narracji i powolnej akcji pośród bieli śniegów zazwyczaj pojawiają się tam czerwone plamy krwi. Hiszpańskie kino natomiast serwowało nam zupełnie coś innego - gorące historie z temperamentnymi bohaterami i wielką namiętnością w tle lub opowieści na miarę dobrego horroru. Zbrodnie były z miłości lub ze złości, jak to u Almodovara czy w przypadku ?Dzikich historiach? oraz ?Oczu Julii?. Na pierwszy plan wychodziły emocje bohaterów. W ?starych grzechach? jest spokój. Spokój, chłód i cisza niczym w skandynawskim dreszczowcu. Zamiast barwnych scenografii i dynamicznych kadrów pełnych kolorów, mamy wiele odcieni szarości, brązów i beżów, jakbyśmy oglądali zdjęcia z efektem sepii. Do tego oszczędność wszelkich środków artystycznych - wszystko to sprawia, że jeszcze bardziej skupiamy się na samej akcji, opowieści. Ona wciąga nas coraz głębiej niczym bagno, w którym bohaterowie ugrzęzną nie raz - dosłownie i metaforycznie. A widmo licznych zbrodni unosi się wciąż w powietrzu?

Film polską premierą ma w okresie Bożego Narodzenia. Może to właśnie dobry czas, by wybrać się do kina na coś ciekawego, ambitnego - na historię, która nie będzie kolejną lukrowaną opowieścią świąteczną. Słodkości w te dni mamy przesyt dlatego dla równowagi warto sięgnąć po coś mrocznego. Tym bardziej, że święta to czas refleksji, a tego po ?Starych grzechach?? z pewnością nam nie zabraknie.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz