Prometeusz recenzja filmu

Film Ridleya Scotta, który w oczach fanów miał być odpowiedzią na wszystkie 30 letnie pytania, wreszcie ujrzał światło dzienne. Zarobił dużo pieniędzy w pierwszym otwarciu i zyskiwał coraz więcej widzów, jednocześnie dzieląc fanów na dwie grupy. Pierwsza wielbiła produkcję i tak jak ja, była raczej pozytywnie nastawiona do widowiska po obejrzeniu. Druga grupa natomiast rzucała piorunami i wykrzykiwała pytanie: dlaczego mi to zrobiłeś Ridley? W tej recenzji postaram się nie ujawnić wielu szczegółów. Będę jednak tańczył na krawędzi spoilu ? bierzcie to pod uwagę.

mat. prom.

 Wszystko zaczęło się wiele lat temu, kiedy Ridley Scott przedstawił swojego futurystycznego i przede wszystkim przełomowego ?Aliena?. Od tego czasu kino sci-fi rozpoczęło zupełnie nową erę kosmicznego strachu. To było trochę jak z Dead Spacem, wydawałoby się, że w tej materii już naprawdę nic nie da się zrobić...A jednak! Po ?Obcym? nie do końca wiadomo, czego się spodziewać. Wraz z rozwojem fabuły dowiadujemy się, że reżyser wymyślił najbardziej przerażające uosobienie zła jakie tylko można sobie wyobrazić. Praktycznie niewidzialna rasa, bez większego backgroundu, która pokonała olbrzyma zasiadającego w statku z innej planety. Do tego wszystkiego zimna, ale niezwykle odważna Ellen Ripley ? rola, która zmieniła bieg kariery Sigourney Weaver. Tytuł stał się kultowy, doczekał się dobrych kontynuacji z rąk mocnych, filmowych nazwisk. Oczywiście tylko polska popisała się fantastycznym tłumaczeniem tytułu. Film nazywa się Alien, w Polsce tłumaczony na: ?Obcy ? 8 pasażer Nostromo?. Na statku Nostromo znajdowało się 7 osób załogi, obca rasa i kot. No cóż, matematyka polskich tłumaczy pozostawia wiele do życzenia. Produkcja pozostawiła wiele pytań, a także otwarte zakończenie. Również w kolejnych częściach nie wyjaśniono skąd, ani po co Obcy wtargnął na kolejne statki kosmiczne (poniekąd by siać zniszczenie), i czy jest bardziej zaawansowaną rasą, czy powstał w probówce itp. Fani kosmicznych survival horrors czekali aż 30 lat, żeby odpowiedzieć sobie na najbardziej wiercące pytania. Czy się udało?

Tego będziecie musieli dowiedzieć się sami, bo na Prometeusza na pewno warto iść do kina. Reżyser nie ukrywał (co na szczęście widać) żeby jego nowy film wyglądał w kinie naprawdę epicko. Obejrzałem go w IMAXIE i  zupełnie tego nie żałuje. Moje oczy tak mocno nawchłaniały się obrazu, że nie mogłem patrzeć w telewizor przez następne kilka dni. Dariusz Wolski odpowiadający za zdjęcia wykonał chyba najlepszą pracę w swoim życiu. Obraz jest ostry, pięknie wygląda w 3D i zachwyca każdym ujęciem. Te same epitety należą się muzyce, która trzyma w napięciu, a czasami jest po prostu tak minimalna, że nie da się tego nerwowo znieść ? dopracowana! Poziom aktorski? Scott dobrze wiedział co robi dobierając takie, a nie inne nazwiska. Zobaczymy tam zabójcę Micheletto (Sean Harris - ?The Borgias?), który ma dość duże pole do popisu i dobrze je wykorzystuje. Idrisa Elbę, jako charyzmatycznego pilota statku badawczego, a także zimną sukę Vickers ? fenomenalna Charlize Theron. Dodatkowo obsada wzbogaca Guy Pearce, który tym razem musi poradzić sobie z rolą stetryczałego szefa Wayland Corp (kawał dobrej roboty) no i chyba najbardziej znany z całej piątki: Michael Fassbender. Jemu przypadła rola cyborga Michaela, który do samego końca nie wykazuje żadnych uczuć, natomiast niekoniczenie pozytywne fascynacje śmiertelnością człowieka ? Fassbender może nie w najwyższej formie, ale w wystarczająco dobrej. Zapomniałbym o Noomi Rapace, która staje się poniekąd nową Ellen Ripley, albo nawet przekracza jej granice możliwości. Ta bardzo różnorodna ekipa staje się świadkami odkrycia, które na zawsze może zmienić nasze postrzeganie świata.

mat. prom.

Prometeusz to bardzo dobry film. Suspens trzyma w napięciu, a klasyka kina science fiction zostaje zachowana. Jest bardzo długi, ale przez cały czas trwania sprawia dużo przyjemności oglądającym, zarówno tych wizulanych, jak i w ogóle twórczych. Fanom i uważnym widzom otworzy kilka drzwi, kilka zatrzaśnie przed nosem. Da popatrzeć przez dziurkę od klucza, ale bez dotykania. Warto przed seansem nadrobić zaległości z uniwersum Aliena, ale z pewnością nie wolno iść na seans z jakimś filozoficznym przekonaniem. Jeśli myślicie, że dowiecie się czy Darwin miał rację to grubo się mylicie. Prometeusz nie jest wykładem z biologii, ale fantastycznym widowiskiem popularno-naukowym. Jeśli razem z Ridleyem Scottem będziecie swobodnie żonglować układanką fabuły Prometeusza wyjdziecie z kina uśmiechnięci :).


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz