Prawdziwe oblicze legendy ? recenzja „Czarownicy”

?Czarownica? to debiut reżyserski Roberta Stromberga. Okazuje się jednak, że jak na debiutanta twórca radzi sobie nadzwyczaj dobrze. Widać dokładnie jego perfekcyjnie zaplanowaną strategię, by w całkowicie naturalny sposób przemówić do widza. I to mu się zdecydowanie udało. Emocje płyną tu szerokim, wartkim strumieniem. 

W ?Czarownicy? poznajemy historię życia Diaboliny. Od zawsze uważano ją za najbardziej czarny ze wszystkich disneyowskich czarnych charakterów. Czy słusznie? Otóż Robert Stromberg w bardzo efektowny sposób podważa to wyobrażenie, pokazując zupełnie inne oblicze Diaboliny. Historia filmowa oparta jest na pierwowzorze, reżyser zachował wiele elementów ze ?Śpiącej królewny?, ale sama filmowa opowieść w dużej mierze zawiera wątki całkowicie nieznane widzowi. Stwarza zupełnie nową historię, która pozwala rzucić światło na to, dlaczego Diabolina przemieniła się z dobrej wróżki w złą czarownicę.

W trakcie oglądania filmu na oczach widza dokonują się zaskakujące zmiany. Śledzimy historię Diaboliny od momentu jej szczęśliwego dzieciństwa, w którym nic nie zapowiada tego, że może się ona zmienić w złą czarownicę. A dzieje się tak za sprawą króla, który próbuje odebrać Diabolinie Knieję, w której żyje ona oraz inni magiczni mieszkańcy. Kiedy bohaterka udaremnia najazd na swoją ojczyznę, król najeźdźca postanowia oddać rękę swojej córki temu, kto pokona czarownicę. Na dworze królewskim służy Stefan (Sharlto Copley), niegdyś wielki przyjaciel Diaboliny, który kierując się ślepą ambicją zdobycia tronu, zdradza ją i tym samym zdobywa upragnioną koronę. Żądna zemsty czarownica rzuca klątwę na córkę króla Stefana ? Aurorę (Elle Fanning).

Bardzo ważnym elementem filmu jest scenariusz pióra Lindy Woolverton. Scenarzystka nie wymyślała banalnych opowieści, ale oparła się na zwykłej historii życia, której doznaje właściwie każdy z nas. Mamy całą paletę emocji, począwszy od zwykłej przyjaźni, a kończąc na zdradzie. Jej zabiegi były na tyle skuteczne, że widz dosłownie utożsamia się z bohaterką, przejmując wszystko, czego doświadcza: te dobre i złe rzeczy. Myśl o tym, że czarownicę uważaliśmy za tę złą, gdzieś umyka, zostaje całkowicie zapomniana. Doświadczamy obrotu o 180 stopni. Postać Diaboliny, stworzona przez rewelacyjną Angelinę Jolie, w żaden sposób nie przypomina disneyowskiego schwarccharakteru. I dobrze! Bo mogło być nudno i przewidywalnie, ale nie było. W filmie żyjemy historią od początku do końca.

Aurora, córka króla Stefana, do 16 roku życia jest pod opieką 3 wróżek pochodzących z magicznej krainy. Wróżki tutaj są elementem komediowym. Ich doświadczenie wychowawcze równa się zeru, dlatego też często dochodzi do śmiesznych sytuacji, ich nieporadność wywołuje salwy śmiechu i częste łapanie się za głowę. Diabolina wbrew pozorom czuwa nad małą Aurorą, udowadnia to niejednokrotnie swoim zachowaniem, spokojem i cierpliwością, zdobywając tym samym punkty u widza. W takich wzruszających momentach nawet najbardziej zatwardziały widz uroni łzy, z trudem nie dopuszczając do szlocha. Czarownica w tym wszystkim nie jest sama, bowiem ma swojego oddanego kompana Diavala (Sam Riley). W ciągu 16 lat, podczas których razem obserwują dorastającą Aurorę, rodzi się w nim wielkie uczucie do Diaboliny.

"Diabolina" to świetne kino przeznaczone zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych. Widzowie zobaczą świat w zupełnie innej perspektywie. Twórcy poszli na całość, pokazali legendarny świat, który otwiera przed nami wrota. To genialne, baśniowe widowisko.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz