Prasa o filmie GOLTZIUS AND THE PELICAN COMPANY

?Wyjątkowej przyjemności estetycznej i wyrafinowanego humoru dostarcza najnowszy film Petera Greenawaya Goltzius and the Pelican Company, gdzie w opustoszałej hali produkcyjnej udającej teatralne pudełko reżyser inscenizuje opowieść o XVII-wiecznym artyście holenderskim, który wystawia (z zachowaniem fizjologicznej dosłowności) biblijne sceny erotyczne, by wkupić się w łaski bogatego alzackiego sponsora. Film, będący częścią trylogii o niderlandzkich mistrzach, zapoczątkowanej Strażą nocną o Rembrandcie, a mającą w zamyśle także portret Hieronima Boscha, imponuje przebogatą fakturą obrazu. Po raz kolejny Greenaway udowadnia nam, że najnowsza technologia może być wiernym sojusznikiem sztuki.? Anita Piotrowska, ?Tygodnik Powszechny? ?Z jednej strony film jest kwintesencją wszystkich Greenawayowskich fascynacji i obsesji. Katalogowanie, poetyka nadmiaru, cielesność, symetria, cała gama środków formalnych, doskonale znanych z najlepszych filmów tego reżysera, pojawiają się tu w najróżniejszych konfiguracjach. Jednak tym razem interesuje go nie sam obraz, ale jego powstawanie, proces tworzenia i przetwarzania. Greenaway wybiera bohatera, który poszukuje nowych rozwiązań w sztuce. Rozwiązań, nie tematów. Goltzius jest przekonany, że nowe technologie zmienią rzeczywistość, i taki jest sens jego starań o finanse. Co więcej, akcja filmu rozgrywa się w nierealistycznej przestrzeni ? ni to hali, ni to magazynie ? zmieniającej się na oczach widza i ulegającej nieustannej dekonstrukcji i rozpadowi. Tak jak bohater filmu, Greenaway testuje nową, cyfrową technologię. Wykorzystując te same motywy, mówi jednak coś innego niż zwykle, bo Goltzius and the Pelican Company to metafora współczesnej sztuki audiowizualnej, nowej technologii (3D?), procesu cyfryzacji naszej rzeczywistości, która rozsadza sztywne ramy dobrze znanej percepcji opartej na relacji widz ? płótno, widz ? ekran. Ale też świata, w którym żyjemy. Jednocześnie widz czuje się podglądaczem, usytuowanym w dodatku w dość niewygodnej pozycji. Oglądamy katalogi ludzkich grzechów, z których największym jest voyeryzm. Historia świata, historia ludzkich przewinień i potencjalnych grzechów to historia podglądactwa. Gdzieś na jej końcu tkwi kinematografia. Przepiękny wizualnie, dopracowany w najmniejszym scenograficznym szczególe, film pełen jest Greenawayowskiego przepychu i bogactwa. Jednak ? w odróżnieniu od kilku poprzednich realizacji reżysera ? mamy do tego celną metaforę. Intelekt splata się z pięknem.? Joanna Malicka, Gazeta festiwalowa ?Na horyzoncie? ?Jednym z bardziej przystępnych filmów na pewno będzie "Goltzius and the Pelican Company" Petera Greenawaya. Kontrowersyjny brytyjski reżyser tym razem powołuje do życia obrazy i ryciny Hendrika Goltziusa. Przy okazji opowiada historię znajomości artysty z margrabią Alzacji, którego to Goltzius usiłuje przekonać do sfinansowania druku erotycznej wersji Starego Testamentu. Ten film to kwintesencja współczesnego postmodernizmu: malarstwo miesza się w nim z filmowym obrazem, przez co całość nabiera kostiumowego, teatralnego charakteru.? Ewa Orc, ?Gazeta Wyborcza Wrocław? ?A może między sztuką a seksem nie ma żadnej wyraźnej granicy? Film Goltzius and the Pelican Company łączy w sobie opowieść o erotyzmie i religijnej hipokryzji, analizuje symbiotyczne relacje pomiędzy sztuką i seksem. Bohaterem jest Hendrick Goltzius (w tej roli Ramsey Nasr), szesnastowieczny holenderski rytownik i malarz, który przekonuje bogatego Margabiego (F. Murray Abraham), aby sfinansował budowę nowej, rewolucyjnej prasy drukarskiej. W tym celu każe swoim współpracownikom odgrywać pełne erotyzmu sceny ze Starego Testamentu. Ale Goltzius, jak się okazuje, igra z ogniem. Margrabia zostaje uwiedziony, dochodzi do skandalu. Do akcji wkracza religijny establishment? Po obejrzeniu całego filmu cieszę się, że nie dołączyłem do grupy osób opuszczających salę. Niezależnie od wpadek Greenawaya jako tego, który snuje tę całą opowieść (zbyt skrupulatna kompozycja, odczłowieczenie głównych bohaterów?), Goltzius and the Pelican Company to film, który zmusza do myślenia, ale też jest prawdziwą ucztą dla zmysłów.? Xan Brooks, ?The Guardian? ?Gdy zapytałem go, dlaczego w Rembrandt: oskarżam! nazywa współczesnych ludzi ?wizualnymi analfabetami?, w tempie karabinu maszynowego zaczął rzucać coraz to nowe ?herezje?. Po pierwsze, ?festiwali filmowych na świecie jest za dużo, bo to marnotrawienie publicznych pieniędzy - trzy imprezy tego typu to już nadto?. Po drugie, ?kino umiera?, a podtrzymywanie go przy życiu nie ma sensu: po co chodzić do kina, skoro filmy możemy oglądać na swoich laptopach i komórkach? Przyszłość - twierdzi Greenaway - należy do sztuk multimedialnych i interaktywnych, a kino nigdy takie nie będzie. ?Dlatego ostatni raz byłem w kinie ponad 20 lat temu na Blue Velvet Lyncha. I niczego mi nie brakuje?. Paweł T. Felis, ?Gazeta Wyborcza? ?Możliwe, że widziałam jeszcze niewiele filmów Greenawaya i nie zdążyłam się nim zmęczyć, a może przemówił do mnie libertyński klimacik, podany z przezabawnym holenderskim akcentem. Zrealizowany w podobnej konwencji, co Nightwatching, ale znacznie bardziej pieprzny, doskonale piękny w warstwie wizualnej (i nie piszę tu o rozlicznych golasach), Goltzius? jest jak na razie moim ulubieńcem na tegorocznym NH. Nie mogę się doczekać filmu o Boschu.? Agata Malinowska, filmaster.pl  

   
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz