Podróż metafilmowa ? recenzja ?Blue Highway?

Ona, on, bezkres Stanów Zjednoczonych oglądany zza okna Forda Explorera i rozwiewający włosy letni wiatr ? czy można wyobrazić sobie lepszą scenerię do przekucia przyjaźni w miłość? Reżyser Kyle Smith jest tak bardzo na tak, że nawet przeciw.

Kino drogi, czyli amerykańska specjalność, przyzwyczaiło nas do pewnej utartej formuły: niewielka przestrzeń samochodu sprzyja wzmocnieniu się relacji pasażerów, a napotkane w czasie podróży problemy pozwalają im przebyć alegoryczną drogę do dojrzałości i mądrości. Wciąż początkujący reżyser (na koncie ma tylko komedię futbolową Indycze rozgrywki) za cel obrał sobie taktykę dokładnie odwrotną. Wyprawa dwojga przyjaciół w zamierzeniu nie ma postawić ich przed zadaniem przewartościowania pewnych spraw, nie ma być też żadnym rodzajem inicjacji czy doświadczeniem nowego. To prostu wakacyjna wycieczka młodych ludzi, podczas której kolejne kilometry mijają na radosnej paplaninie i zbieraniu się wobec siebie na coraz większą śmiałość. Przyjemności podróżowania zaczyna towarzyszyć rozkosz czysto fizyczna. Okazuje się jednak, że wspólnie spędzany czas może bohaterów zarówno zbliżyć, jak i oddalić.

Źródło: Go to Films

Kerry i Dillon starają się żyć chwilą, ale nie potrafią ignorować swoich problemów wiecznie. Mimo że reżyser bardzo chciał wyjść poza ramy konwencji, dokonał tego tylko w niewielkim stopniu. Póki koncentruje się na przedstawieniu osobliwości Ameryki oraz naśladowaniu prawdziwej podróży autem wraz z jej zabawnymi rozmowami o błahostkach, póty Blue Highway można zakwalifikować jako wdzięczny, dowcipny i całkiem świeży okaz amerykańskiego kina niezależnego. Z czasem przeradza się jednak w letni (i nie chodzi tu wcale tylko o porę roku) melodramat, z którego zresztą prawie nic nie wynika ? ot, w scenariuszu potrzebny był jakiś nadrzędny wątek, jakaś fabularna oś.

Historia opowiedziana w Blue Highway budzi niedosyt. Szczęśliwie poza Kerry i Dillonem ważny jest także jeszcze jeden, najciekawszy bohater ? Ameryka. Jako dzieci popkultury bohaterowie urządzają sobie podróż szlakiem swoich ulubionych filmów. Tym sposobem udają się choćby pod dom Kyle?a MacLachlana w Blue Velvet, do miasta Seaside na Florydzie, gdzie kręcono Truman Show, czy też na rancho pod San Antonio w Teksasie, które w Ace Ventura: Zew natury udaje Afrykę. Kyle Smith przyznaje, że inspirację zaczerpnął z książki Blue Highways Leasta Heata-Moona, czyli opowieści o podróży autora do miejsc znanych mu z literatury: Podróży z Charleyem Johna Steinbecka oraz W drodze Jacka Kerouacka (stąd reżyser wziął się też pomysł na tytuł). Dzięki tej nietypowej trasie widz ma szansę zobaczyć USA od innej, znanej mu i jednocześnie nieznanej strony. A to nie wszystko, bo Kerry i Dillon napotykają także dziwacznych ludzi i dziwaczne budowle, jak na przykład teksańska wieża Eiffla ubrana w kowbojski kapelusz. Ameryka jawi się tu jako pokręcony, popkulturowy twór.

Źródło: Go to Films

Czy warto wskoczyć z bohaterami do Forda Explorera i wybrać się z nimi w tę metafilmową podróż? Pewnie, choć to nie będzie ostra jazda. Raczej beztroska przejażdżka, która w zależności od etapu wycieczki upływa w mniej lub bardziej miłej atmosferze. Czasami zaprawionej absurdem, czasami sentymentem, a czasami złością. Nie jest to wyprawa pod prąd, jak chciałby reżyser, ale nie stracił on też całkiem azymutu.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz