Po karnawale ? recenzja ?Śmiecia?

Wybór Brazylii jako gospodarza mundialu 2014 spotkał się z falą protestów samych obywateli. ?Chleba, nie igrzysk? wołali manifestanci, którzy sprzeciwiali się roztrwanianiu milionów na imprezę sportową. ?Śmieć? Stephena Daldry?ego to film, który gdyby powstał kilkanaście miesięcy wcześniej, mógłby posłużyć im jako skuteczne oręże w walce z dyktatem FIFA.

Choć akcja ?Śmiecia? toczy się w Rio de Janeiro, nie uświadczymy tu obrazów nowoczesnej metropolii, rajskich plaż ani nawet symbolu tego miasta, czyli trzydziestometrowego Chrystusa spoglądającego ze wzgórza Corcovado. Twórcy skrzętnie unikają wszelkich typowych przedstawień miasta, by nie pozostawić nam żadnych wątpliwości co do tego, że Brazylia to kraj skrajności i bezprawia. Korupcję i biedotę unaocznić ma widzom historia trójki nieletnich mieszkańców slumsów, którzy pracują na wysypisku śmieci. Gdy jeden z przyjaciół znajduje tam portfel z nietypową zawartością, wplątuje siebie i kolegów w niezłą kabałę. Mimo że chłopiec ma jeszcze mleko pod nosem, doskonale wie, że pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie może ufać policji. Upór ten ma niemal śmiertelne konsekwencje.

Między dzieciakami a złym do szpiku kości policjantem rozpoczyna się gra, której tłem są najczęściej obskurne baraki lub przeludnione, brudne uliczki. O ile bohaterowie dążą w niej do rozwikłania zagadki portfela, to twórców interesuje przede wszystkim społeczny aspekt tej opowieści. Są oni przy tym na tyle zaangażowani, że w ukazywaniu różnych odcieni niesprawiedliwości ocierają się o moralizatorskie natręctwo. Uciążliwe jest głównie to, że oddzielają charaktery pozytywne i negatywne bardzo grubą krechą, przez co odmawiają tej historii wielowymiarowości.

Nie do końca udolnie panuje też reżyser nad obraną konwencją. Z jednej strony ?Śmieć? zmierza ku rasowemu kinu sensacyjnemu (nieraz z dobrym skutkiem), z drugiej czasem niepotrzebnie łagodzi tę gatunkową chropowatość tylko po to, by zmieścić się w formule kina przygodowego, skierowanego głównie do młodzieży. Największą zbrodnię popełnił filmowiec w finale, który wygląda jak wyjęty z produkcji familijnej. Zupełnie tak, jakby Daldry do samego końca nie był pewny, czy ta adaptacja powieści Andy?ego Mulligana skierowana jest do widza dorosłego, czy jednak do tego mniej dojrzałego.

Mimo tej niekonsekwencji ?Śmiecia? wciąż dobrze się ogląda, a to dzięki energii trzech młodziutkich brazylijskich aktorów (Rickson Tevez, Eduardo Luis i Gabriel Weinstein), dla których role przyjaciół ze śmieciowiska były właściwie debiutami. Ich żywiołowość dodaje obrazowi dynamiki i w znacznym stopniu tuszuje scenariuszowe potknięcia. Tego samego nie można powiedzieć o Rooney Marze, która wcieliła się w nauczycielkę chłopców. Aktorka z taką osobowością sceniczną nie powinna pozwalać sobie na przezroczyste role.

Stephen Daldry nie ma wątpliwości, kto dla władz Brazylii jest śmieciem. Szkoda jednak, że w jego filmie jakakolwiek dwuznaczność kończy się na tytule.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz