Pierwszy look na Międzynarodowy Festiwal Filmowy w w Karlowych Warach!

To już 50 Międzynarodowy Festiwal Filmowy, który odbywa się w Karlowych Warach. Okazja do świętowania okrągłej rocznicy, wielka feta na otwarcie, mnóstwo ludzi i alkoholu. Lecz czy poziom filmowy przyniesie satysfakcję i pozostawi dobre wrażenia na najbliższe dni?

Za mną dwa dnie festiwalowe i 5 filmów. Czas na krótkie podsumowanie i pierwsze wrażenia.

"Exotica, Eroticka, Etc." to film dokumentalny francuskiej produkcji, który przenosi nas na wielki statek transportowy pływający po oceanach. Reżyser gwarantuje nam piękne zdjęcia i egzystencjalne rozważania o życiu i jego sensie. Za narratorów obiera sobie marynarzy, ktorzy podróżują od portu do portu, poszukując uciech. Jedną z dam do towarzystwa jest Sandy. Kobieta w podeszłym wieku opowiada o swoich miłosnych podobojach i uwielbieniu dla męskiego ciała.

Film stara się uderzać w podniosłe tony, fascynować powolnym opowiadaniem i przedstawianiem, ale giniew nadmiarze patosu i tajemniczości. Upaja się wirtuozerią obrazów, ze słów czyniąc oburzający bełkot. Brakuje tutaj i egzotyki, i erotyki.

Karlowski konkurs główny jest już znany z tego, ze nie oferuje najwyższego poziomu, a na największe perełki można natrafić w sekcjach pobocznych. Miałam przyjemność rozpocząć swoją przygodę z tym konkursem od "Babai".

Visar Morina portretuje trudną rodzicielską miłość w konfrontacji z marzeniami i pragnieniami lepszego życia. Rzecz dzieje się w Kosowie, gdzie wielopokoleniowa rodzina ledwie wiąże koniec z końcem, a największym marzeniem jest podróż na Zachód. "Babai" w głównej mierze portretuje męski świat, gdzie przemoc i agresja stanowią największą kartę przetargową, a ojcowska miłość objawia się przy pomocy ciężkiej ręki. Film tonie w dłużyznach i absurdalnych rozwiązaniach i tylko końcówka jest w stanie przyciągnąć uwagę w oparciu o zaskoczenie i dwuznaczne rozwiązanie. I chyba najmocniejszym elementem filmu jest młody chłopiec, ktory potrafi wzbudzić jakiejkolwiek emocje: od smutku, przez irytujcie aż do współczucia.

Zazwyczaj dużo ciekawiej zapowiada się sekcja East of the West. Tutaj znalazł się chorwacki "You carry me". Historia w dużej mierze feministyczna złożona z losów trzech niezależnych kobiet pracujących w biznesie filmowym. Ich skomplikowane sytuacje życiowe zazębiają się, tworząc kolaż przeciwności losu.

O ile na początku obraz Ivony Juki mógł przypominać tajemnicza i gęsta atmosfera "Magical Girl" Carlosa Vermuta, tak dość szybko ginie w nadmiarze wątków i lukach logicznych. Reżyserka wykreowała złożony świat, którym możnaby obdzielić co najmniej trzy filmy albo stworzyć oddzielne etiudy.

Opowieść rozpoczynamy od samotnej reżyserki, która musi poradzić sobie z problemami finansowymi oraz ojcem chorującym na Alzheimera, aby w końcu przenieść się do rudowłosej charakteryzatorki z dwójką dzieci z uczuciowymi problemami, a całość zwieńczyć ciężarną producentką ze zdradzającym ją mężem.

Przedstawiane wątki nie są tej samej jakości, przeplatają się i wzbudzają raczej uśmiech politowania. Juki bawi się w wizualne zestawienia, które bywają kontrowersyjne i nic nie przynoszą fabule. Oburzaja wizualne zestawienia, na przyklad kopulująca pary z dziećmi bawiącymi się z ojcem. Trudno nie podzielić się całym zestawem nagłych zwrotów akcji i absurdalnych rozwiązań, ale nie chce zdradzać fabuły. "You carry me" to film pokaźnej długości, który pretenduje do apoteozy kobiecej siły, a jedynie obnaża słabość swoich bohaterek.

Kolejnym filmem jaki udało mi się zobaczyć była "Chemia" Bartosza Prokopowicza. Polski akcent niestety nie zachwyca, a raczej wywołuje uczucie żalu i rozczarowania. O tym filmie chciałabym napisać nieco wiecej, także w najbliższym czasie pojawi się recenzja. Tymczasem chwila odpoczynku i czas rozpocząć następne festiwalowe dni. Oby przyniosły lepsze filmy.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz