Opowieść o traceniu niewinności – recenzja „Tostów po meksykańsku”

To ostatnie takie wspólne wakacje, kiedy matka z synem bezkarnie chłoną chwile, zajadają się tostami i leniwie spędzają ze sobą czas nad hotelowym basenem. Choć wyprawę rozpoczynają w niezwykłej symbiozie i z wielką miłością, to z każdym kolejnym dniem coraz więcej ich zaczyna dzielić niż łączyć. Hector (Lucio Gimenez Cacho) przestaje być małym synkiem mamy i wkracza w świat erotycznych fascynacji i dorastania.

Fernando Eimbcke ze spokojem przygląda się swoim bohaterem, niespiesznie towarzysząc im kamerą. Portretuje ich ciche spojrzenia, uchwytuje narastające napięcie i frustracje w do tej pory nieskalanym świecie. Spędzanie wakacje nad morzem poza sezonem, skazuje Palomę (Maria Renee Prudencio) i Hectora nie życie w wyludnionym hotelu przy braku rozrywek czy burzliwych rewelacji. Widać, że są ze sobą bardzo zżyci, nie krępują się siebie i swojej obecności, nie szczędzą sobie czułości. Na pierwszy rzut oka nic się nie dzieje, lecz pod warstwą pozorów rozgrywa się dramat matki, w której świat wkroczyła ta trzecia ? nastoletnia dziewczyna Jazmin (Danae Reynaud) i porywa jej niewinne dziecko do świata pierwszych fantazji czy pocałunków.

?Tosty po meksykańsku? są subtelną opowieścią o ulotności stanów, fascynacjach młodych ludzi i pierwszych oznakach dorastania. To dobrze zagrana historia, w której wszystko rozgrywa się gdzieś pomiędzy słowami w skupieniu na spojrzeniach i ciszy. Tam, gdzie dla Palomy kończy się świat, dla Hectora otwiera się kraina wielu możliwości. Jazmin wkracza do ich mikroświata niczym intruz i staje się poważna rywalką o uwagę chłopca. To bolesna opowieść o traceniu niewinności i dorastaniu do rodzicielskiej samotności. 


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz