„Następny jesteś ty” – recenzja filmu

Twórcy Następny jesteś ty nie dotrzymują danego słowa. Szumne zapowiedzi pierwszorzędnej gry ze schematem gatunku okazują się jedynie pustymi przechwałkami. Podobnie jak w zeszłorocznym Domu w głębi lasu opowieść zaczyna się od ogranego w kinie grozy motywu (tutaj jest to klasyczne home invasion ? osaczenie bohaterów w ich własnym domu przez mordercę), by w pewnym momencie obrócić się o 180 stopni i postawić wszelkie konwencje na głowie. O ile jednak Drew Goddard faktycznie ?pojechał po bandzie?, to Adam Wingard grzęźnie w mule mniej lub bardziej widocznych zapożyczeń i cytatów. I chociaż efekt jego pracy nie dorównuje towarzyszącemu produkcji pijarowi, to nie można odmówić reżyserowi lekkości i humoru, jakim obdarzył swój groteskowy thriller.

Opowieść wielokrotnie zmienia tory, raz będąc dreszczowcem, raz pastiszem, przy czym w drugiej stylistyce prezentuje się korzystniej. Rodzina Davidsonów, która przyjechała do swojej letniej, położonej na uboczu posiadłości, zostaje nagle zaatakowana przez kilku nieznajomych kryjących twarze za zwierzęcymi maskami. Uroczysta kolacja zamienia się w walkę o przetrwanie, w czasie której spanikowani bohaterowie padają jak muchy. Całe szczęście, gdyż przed śmiercią zdążą kilkakrotnie zirytować widza piskami i spełnieniem kilku punktów z listy pod tytułem ?najgłupsze zachowania, na jakie może się odważyć ktoś otoczony przez bandę morderców? (gdzie rekord bije pomysł wycieczki z domu do samochodu rozpoczętej KONIECZNIE z rozbiegu wziętego na korytarzu, bo wtedy uzbrojeni w kusze napastnicy na pewno będą tak zaskoczeni, że nie dopuszczą się napaści). W tym chaosie tylko jedna osoba wykazuje się jakimkolwiek rozsądkiem i w momencie, gdy przejmuje dowodzenie, zaczyna się właściwa, ?wywrotowa? akcja filmu. Polega ona na tym, że zwierzyna wychodzi ze swej roli i staje się równie niebezpieczna, co łowca. Publiczność, która ma ze sobą seanse Ostatniego domu po lewej czy Nieznajomych, nie będzie tym jednak specjalnie zszokowana.

Źródło: M2 Films

Gdyby nie goryczka rozczarowania, do powstania której przyczyniły się zbyt ambitne plany twórców, Następny jesteś ty mógłby cieszyć bardziej. To wciąż całkiem zabawny slasher, w czasie którego trudno nie podskoczyć na fotelu ładnych kilka razy. Bardziej niż sugestywnym klimatem osaczenia efekt ten powodowany jest zwykłym zaskakiwaniem widza na zasadzie ?spokojną scenę przerywa nagły huk/ruch?, mimo tego nie można odmówić paru scenom porządnego napięcia (najbardziej wyróżnia się ta z wykorzystaniem aparatu z fleszem do skonstruowania pułapki). Miłośnicy kreatywnego siekania ludzi na ekranie także będą raczej ukontentowani. Po seansie tłuczek do mięsa nigdy już nie będzie taki sam.

Najwięcej Następny jesteś ty zyskuje jednak dzięki groteskowemu poczuciu humoru. Adam Wingard (zwykle) traktuje konwencję dreszczowca z przymrużeniem oka i nie boi się absurdu. Im jatka nabiera większego rozmachu, tym bardziej komiczna się staje, a wieńczy ją całkiem już pastiszowy finał. Jednym z ciekawszych rozwiązań jest regularne wplatanie w warstwę muzyczną wciąż tego samego, popowego hitu z końca lat 70. Amerykańskiej masakrze tłuczkiem kuchennym (opcjonalnie siekierą) towarzyszy beztroski cover piosenki Looking for the Magic zespołu Dwight Twilley Band, dzięki czemu reżyser wspina się na wyżyny szyderstwa.

Zrewitalizować gatunku twórcom tej produkcji się nie udało, dowiedli natomiast, że skromność to cnota na wagę złota. Srebrem jest zaś dystans, którego całe szczęście im nie zabrakło, a który trzyma film na przyzwoitym poziomie. A gdybyście nie jeździli w dzieciństwie na obozy survivalowe i nie wiedzieli, jak poradzić sobie z mordercą mając pod ręką tylko kuchenne utensylia, to Następny jesteś ty możecie potraktować nawet jako kurs samoobrony.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz