Najskromniejsza, najpiękniejsza ? recenzja ?Idy?

Polscy filmowcy lubią ostatnio mówić o Żydach. Tematykę antysemityzmu poruszają W ciemności Agnieszki Holland, Pokłosie Władysława Pasikowskiego, W ukryciu Jana Kidawy-Błońskiego (film miał światową premierę na Warszawskim Festiwalu Filmowym), a teraz także Ida Pawła Pawlikowskiego. Na przykładzie tych tytułów widać, jak bardzo zmienia się nasz sposób myślenia. W ukryciu i Ida to już nie jest kino rozliczeniowe ? wydarzenia historyczne przestają być ?clue programu?, stają się one jedynie punktem wyjścia dla opowieści o uniwersalnym przekazie. Panowie robią to jednak na dwa sposoby: Kidawa-Błoński wykorzystuje motyw ukrywającej się Żydówki do zbudowania klasycznego melodramatu, Pawlikowski natomiast kreśli przypowieść o poszukiwaniu własnej tożsamości.

Ida, która do szerszej dystrybucji trafia dopiero teraz, zdążyła zasłynąć już na świecie i stać się naszym najlepszym towarem eksportowym. Nagrody na festiwalach w Toronto, Londynie, rodzime Złote Lwy i Warsaw Grand Prix, a także pozytywne recenzje w zagranicznej prasie przywracają wiarę w jakość i siłę przebicia polskiej kinematografii. Na czym polega ten sukces, co sprawia, że kamienne serca krytyków miękną niezależnie od narodowości? W jaki sposób historia, która na papierze wygląda dość banalnie ? wychowanica zakonnic, która szykuje się do złożenia ślubów, odwiedza swoją jedyną żyjącą krewną i dowiaduje się, że ma żydowskie korzenie ? na ekranie przeistacza się w subtelny, przejmujący i niezwykle intymny dramat?

Źródło: Solopan

Moc Idy płynie z dwóch źródeł. Pierwszym, tryskającym najsilniejszym strumieniem, jest konsekwentna na każdym polu skromność. Pokora tytułowej bohaterki ma swoje odzwierciedlenie w surowej formie filmu. Czarno-białe zdjęcia w formacie 4:3, z charakterystycznym pozostawieniem dużej ilości wolnego miejsca nad głowami postaci, są nie tylko niezwykle ?plakatowe? i stylowe (zasługa operatora Łukasza Żala), ale też dopowiadają to, co nie zostało wyartykułowane w sposób tradycyjny. W kadrze, w którym trzy czwarte przestrzeni zajmuje niebo, ludzie wydają się jeszcze bardziej osamotnieni, zagubieni. Narracja także jest skupiona oraz pozornie emocjonalnie chłodna, zdystansowana. Pawlikowski uniknął egzaltowanych wywodów, napawania się dramatyzmem i wskazywania palcem winnych. Ida oraz pomagająca jej odnaleźć groby rodziców ciotka, Wanda Gruz, tłumią w sobie cierpienie i nie uzewnętrzniają go bezpośrednio, przez co staje się ono jeszcze dotkliwsze. Istnieją bowiem kwestie, których słowa nie są w stanie opisać, ich wagę może oddać tylko wymowne milczenie.

Drugi składnik Idy, który decyduje o jej sukcesie, to starcie sfer sacrum i profanum reprezentowanych przez tytułową bohaterkę oraz jej krewną. Ida uosabia to, co duchowe, Wanda natomiast (a właściwie ?Krwawa Wanda?) jako niestroniąca od używek sędzia wysyłająca na śmierć wrogów ludu ma symbolizować grzeszny materializm. Łączy je tylko jedno ? pewien letarg, w jakim obie tkwią przed spotkaniem i z którego wybudzają się dzięki wzajemnej fascynacji. Są dla siebie impulsem do wzięcia losu we własne ręce, do ustalenia na nowo swojej tożsamości. I chociaż pomysł na zestawienie postaci z dwóch różnych biegunów może wydawać się grubo ciosany, to w tym przypadku nie wypada pretensjonalnie czy śmiesznie. Pawlikowskiemu udało się stworzyć dwa ambiwalentne portrety: nieświętej świętej i skruszonej kolaborantki. Resztę ?załatwiły? doskonałe Agata Kulesza i debiutantka (!) Agata Trzebuchowska, które wzbogaciły te szkice o dodatkowe półcienie.

Źródło: Solopan

To zaskakujące, na ilu poziomach można odczytywać tę trwającą zaledwie 80 minut historię. Mamy tu intymne dramaty, obraz powojennej Polski, konfrontację dwóch silnych osobowości oraz ponadczasową opowieść o szukaniu własnej drogi. Wymowę Idy potęguje dopracowana w każdym calu warstwa wizualna (a także muzyczna, gdyż film ozdabia śpiew Joanny Kulig), w której czuć ducha polskiej szkoły filmowej. Dawno nie mieliśmy na rodzimym podwórku obrazu tak kompletnego, konsekwentnie poprowadzonego i pięknego przez swą skromność. Nie wiadomo tylko, w czym zakochać się bardziej ? w precyzji i elegancji kadrów czy w Dawidzie Ogrodniku wygrywającym na saksofonie jazzowe standardy.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz