Na dachu świata – recenzja filmu „Powrót do Itaki”

"Powrót do Itaki" - najnowszy film Laurenta Canteta, francuskiego reżysera, nagrodzonego za "Klasę" w Cannes - przenosi nas do biednej i egzotycznej Kuby. Tam trafiamy na spowiedź dawnych przyjaciół, niewolników systemu.

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Kiedyś tak z pewnością było z piątką przyjaciół z Hawany. Po wielu latach znów łączą swoje siły świętując powrót do kraju jednego z nich. Amadeo, główna postać - pisarz, który stracił już wenę, przyjeżdża po długim czasie z Hiszpanii. To pretekst, by dachu domu spotykali się koledzy z młodości. Wśród nich jest też biznesman prowadzący podejrzane interesy, bankrut i hodowca kaktusów, malarz o duży artysty oraz lekarka żyjąca z darów od pacjentów. Pod osłoną nocy, na dachu, gdzie mają widok na całe miasto, oglądają z góry to co ich otacza, co zostało z ich dawnych marzeń, planów. Szukają perspektyw na przyszłość i rozliczenia z przeszłością.

Stworzyć pełnometrażowy film osadzony wyłącznie w jednym miejscu, którym jest zamknięta przestrzeń, to nie lada wyczyn. Wcześniej np. Romanowi Polańskiemu - w ?Rzezi? - to zadanie się udało. Choć widz nie mógł nawet na moment opuścić małego mieszkania bohaterów - sytuację ratowali świetni aktorzy, dynamiczne dialogi pełne emocji oraz humor. Na małej scenie ciągle się coś działo i z pozornie błahej sprawy, ot co jeden kolega uderzył drugiego - sytuacja którą przerabia każdy rodzic, stała się pretekstem do wielu rozważań i komiczno-tragicznych momentów. W "Powrocie do Itaki? tego właśnie zabrakło - tych wyrazistych postaci, emocji, napięć, uczuć, prawdziwego śmiechu czy płaczu, robienia czegoś więcej niż tylko wspominania starych czasów. Owszem w filmie pojawiają się się trudne tematy jednak ciężko nam utożsamiać się z bohaterami. Jak to przy spotkaniu starych przyjaciół - najpierw każdy chce wypaść jak najlepiej - są komplementy, przechwałki, sentymentalne opowieści z dawnych lat, aż przy kolejnych kieliszkach gorzkich trunków wychodzą skrywane tajemnice, żale, wyrzuty. Tylko nie ma w tym nic nowego, odkrywczego. Dodatkowo jeśli akcja dzieje się na Kubie, gdzie przy panującym od lat ustroju politycznym, problemach z rewolucją, cenzurą, biedą i komunizmem - nawet ujawnione sekrety bohaterów nie są dla nas zaskoczeniem.

"Powrót do Itaki"jest adaptacją powieści kubańskiego mistrza kryminałów Leonarda Padury. Może właśnie zabrakło w filmie choć trochę takiej dramaturgii, suspensu. Co prawda historia zmusza czasem do refleksji czy momentami jest sentymentalna, ale często staje się po prostu zwyczajna, przegadana, pozbawiona emocji. Tak jak i w normalnym życiu - miło jest spotkać się z przyjaciółmi, porozmawiać z nimi - jednak dla obserwatora z zewnątrz oglądanie tego przez dłuższy czas - nie zawsze będzie ciekawe? Tym bardziej jeśli cały film bazuje wyłącznie na takiej konwencji.

Tytułowy powrót do mitycznej Itaki, tak jak i związek frazeologiczny, symbolizuje tutaj tułaczkę bohatera, który długo nie mógł wrócić do kraju i któremu w końcu udaje się dotrzeć do ojczyzny. Nie płynie ona mlekiem ani miodem, ale wiążą się z nią wspomnienia i najbliżsi, ukochani ludzie. Cała filmowa opowieść zmierza do najważniejszego pytania o ową tajemniczą podróż Amadea. Zanim jednak uzyskamy na to odpowiedź będziemy musieli wysłuchać wielu historii i dialogów, które niestety ani nie porywają ani nie poruszają. Opowieść sprawdziłby się zdecydowanie lepiej na na deskach teatru lub w formie krótkometrażowej, gdzie przy skondensowaniu i skupieniu się na najważniejszych aspektach mogłoby powstać coś naprawdę bardzo dobrego.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz