Miłość – recenzja filmu

Koniec lat 80. - połączyła ich miłość do muzyki i, paradoksalnie, rozdzieliła ich też... miłość do muzyki. Filip Dzierżawski - tegoroczny laureat Grand Prix i Nagrody Publiczności Krakowskiego Festiwali Filmowego i debiutant - w pełnometrażowym dokumencie przedstawia prawdziwą historię jazzowego zespołu Miłość, szczerze i bez zadęcia opowiedzianą przez ich założycieli. Okazją do wspomnień staje się próba reaktywacji zespołu. Ale ?reaktywacja? to za duże słowo. Kamera towarzyszy muzykom podczas pierwszego od 10 lat spotkania, wszyscy wydają się być sceptycznie nastawieni do pomysłu wspólnego grania, widz też trochę czuje, że ta próba jest jakby na siłę. Kiedy zaczynali, byli młodzi, niepokorni, chcieli zrobić muzyczną rewolucję. Teraz każdy z nich jest w innym miejscu muzycznej kariery. Mikołaj Trzaska zwrócił się ku tradycyjnej muzyce żydowskiej, Maciej Sikała uczy w szkole muzycznej, Tymon, zachowując dusze rock?n?rollowca, uczestniczy też w alternatywnych projektach i Możdżer - niekwestionowana międzynarodowa gwiazda. Każdy z nich był i pozostał indywidualnością, niegodzącą się na żadne kompromisy. Przez cały film wisi gdzieś w  powietrzu pytanie: czy razem jeszcze raz zagrają? Znamy odpowiedź na to pytanie, a film Miłość pokazuje, co się stało, że w 2009 roku na OFF Festivalu razem nie zagrali. Pierwsze sceny tego dokumentu napawają optymizmem, bo kiedy zaczynają grać, widać w nich pasję. Wydaje się, że się uda. Problem zaczyna się, kiedy próbują zmierzyć się z demonami przeszłości i opowiedzieć o rozpadzie zespołu. Wtedy wyłaniają się dwie wyraźne opozycje, które stają się osią filmowej historii. Jedną stronę reprezentuje Trzaska, drugą Możdżer, gdzieś pomiędzy nimi Tymon, który związany jest silną miłością z Mikołajem i który widzi w Leszku prawdziwego wirtuoza muzycznego kunsztu. Nie jest to zwykły konflikt charakterów, każdy z nich, tłumacząc niedopasowanie, wykłada tak naprawdę swoje muzyczne credo, sposób pojmowania sztuki. Trzaska kocha improwizację, jak sam tłumaczy - Chcę grać tak, żeby każda następna sekunda była niepewna. Ale tak, żebym w ogóle nie znał przyszłości. Tak, jak to w życiu jest. Dla Możdżera to było zbyt awangardowe, pianista trzymał się sztywno reguł, był wierny klasycznej muzyce. Przeczucie kontra teoria - ten spór przypomina walkę klasyków z romantykami.  Dokument Dzierżawskiego staje się więc czymś więcej niż filmem około biograficznym, zadaje pytania o istotę muzyki, o coś, co trudno opisać słowami, najlepiej wysłuchać. Dzierżawski zadaje to uniwersalne pytanie największym muzykom jazzowym w tym kraju. Okazuje się, że równie pięknie i interesująco mówią, jak grają. Ostatecznym jednak powodem rozwiązania zespołu nie było odejście Trzaski. Tutaj bohaterowie Miłości  ponownie zmierzają się z uniwersalnym, ale jakże bolesnym tematem. Najbardziej zapada w pamięci długa scena w salce prób, która jest muzyczną ilustracją emocji, które towarzyszą muzykom na wspomnienie o tragicznie zmarłym przyjacielu i członku zespołu - Jacku Olterze. Miłość to dokument, który wywołuje wiele emocji, chwyta za serce nie tylko opowieścią, ale też muzycznie. Jeżeli nie porwie Was historia, to możecie być pewni, że byliście na naprawdę świetnym koncercie.  Tym filmem Dzierżawski zamyka chyba historię zespołu Miłość. Prowadzi swoją narrację, rozpoczynając od początków zespołu, ilustruje ją materiałami archiwalnymi i kończy na wydarzeniach w Mysłowicach z 2009 roku. Tam padnie z ust Leszka Możdżera - Ostatni raz gram z tobą dżoba, przysięgam  - po obejrzeniu całości nie będziemy mieli wątpliwości, że nie żartuje, niestety. W przygotowaniach do powrotu najważniejsza była dla nich wiara i nadzieja, że może się uda, najbardziej zapalony do pomysłu był Tymon, ale dla pozostałych nie najważniejsza była Miłość.

   
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz