Miłość na talerzu ? recenzja ?Podróży na sto stóp?

Tę recenzję można rozpocząć od wielu banalnych sformułowań: ?przez żołądek do serca?, ?przeciwieństwa się przyciągają?, ?nie oszukasz przeznaczenia?, etc. Składające się na morał Podróży na sto stóp stwierdzenia są trywialne, bo i film nie sili się na oryginalność. Jednak czy przytoczone porzekadła się zdezaktualizowały? Nie. Podobnie rzecz ma się z omawianą produkcją ? Lasse Hallström udowadnia, że względy widza można zdobyć przy użyciu najprostszych rozwiązań.

Istnieją bowiem kwestie, które pozostają ?żywe? bez względu na to, ile razy przemieliła je kinowa maszynka. Ekranowa miłość nigdy nam się nie znudzi, podobnie jak bohaterowie, którzy ciężko pracują na spełnienie swych marzeń. Szwedzki reżyser (który ma na koncie już inną ?smakowitą? produkcję, Czekoladę) do tych dwóch składników dosypuje wojnę podjazdową oraz kuchenne rewolucje. W rolę przywódcy wrogiego obozu oraz Magdy Gessler w jednym weszła Madame Mallory (pełna gracji Helen Mirren), czyli ambitna i pozornie zimna jak stal właścicielka francuskiej, jednogwiazdkowej restauracji. Jej balansujące na granicy prawa ataki skierowane są w hinduską knajpę, którą po drugiej stronie ulicy otworzyli przybysze z Bombaju. Za menu w Maison Mumbai odpowiada młodziutki Hassan i to właśnie on stoi w centrum tej historii ? on i jego droga na kulinarne szczyty. Ale to nie wszystko, bo w konkurencji pracuje piękna i pomocna Francuzka Marguerite? Hassan próbuje zdobyć coś więcej niż klientelę i tytuł uznanego kucharza.

Tak, zgadza się ? Podróż na sto stóp to jeden z tych filmów, w których miłosnym wyznaniom towarzyszą odgłosy krojenia warzyw i bulgoczącej zupy. Nihil novi sub sole, jak uprzedzałam we wstępie. Gdybym miała wybrać dla obrazu Hallströma spożywczy odpowiednik, pewnie padłoby na czekoladową babeczkę prosto z pieca. Owszem, prawdopodobnie ta wizja świata niejednemu widzowi wyda się przesłodzona. Jednak z drugiej strony trudno oprzeć się temu ciepłemu, rozpływającemu się w ustach nadzieniu? Zwłaszcza, że reżyser stara się przełamać słodycz i urozmaica przepis na film o miłości szczyptą dramatu i garścią humoru. Co ważne, cała ta operacja udaje mu się z niewymuszoną lekkością, tak że w owocu jego starań zasmakować mogą nie tylko wielbiciele łakoci.

W Podróży na sto stóp odnajdziemy jeszcze jeden motyw, który kino kocha bez względu na staż tego związku ? grę przeciwieństw. Ulica dzieli tu dwa żywioły: damę, której francuskie pochodzenie wiąże się z emocjonalnym chłodem i dystansem, oraz bombajską głowę rodziny symbolizującą tu witalizm i spontaniczność. Czym może poskutkować starcie się tych dwóch sprzecznych natur? To jasne, wojną! A gdy barwy wojenne przywdziewa Helen Mirren, robi się z tego całkiem interesujący spektakl.

Coq au vin i masala na jednym talerzu? Bon appétit!


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz