Co niedopowiedziane, to dośpiewane – recenzja ?Metallica: Through The Never?

?Metallica: Through The Never?  to przede wszystkim koncert, jeżeli fabuła w tym widowisku miała zaistnieć na takich samych prawach co koncert, to przegrała, a jeżeli miała być tylko tłem dającym oddech, to również poniosła klęskę. Reżyserowi części fabularnej nie udało się dorównać  show Metalliki. To zadanie nie było karkołomne, bo czwórka panów na scenie ma mniejsze pole manewru w użyciu środków niż reżyser, którego ogranicza jedynie jego własna inwencja. W tym starciu wygrywa bezapelacyjnie muzyczne show.

?Through the Never? zaczyna się podobnie jak większość koncertów - kamera śledzi zespół i ekipę za kulisami. Wśród zamieszania pojawia się bohater tej opowieści - to goniec, który jest nastoletnim fanem Metalliki. Kiedy wręcza przesyłkę,  zostaje poinformowany, że może zostać na backstage?u. Wielki stadion robi piorunujące wrażenie na chłopaku, a gdy zapełnia się po brzegi (napis ?Sold out? - bije po oczach od pierwszych kadrów tego osobliwego filmu) subiektywizująca narracja zamienia się w szybko montowane sekwencje z kamer obecnych na scenie, wokół niej, a nawet pod dachem stadionu. Rozpoczyna się koncert, a chłopak staje się częścią publiczności i świetnie się bawi... do czasu. Oto nasz nomen omen blond bohater dostaje zlecenie odebrania niezwykle ważnej dla powodzenia show przesyłki. Na pewno chciałby zostać, tak jak i widzowie ?Through the Never? woleliby oglądać przez cały czas świetny występ Metalliki, ale niestety, reżyser funduje nam ?groźną, surrealistyczną odyseję? - jak przekonują twórcy tego fabularyzowanego filmu koncertowego. Ni ona groźna, ni to odyseja, co do surrealistycznej się zgadzam - przed bohaterem wyrastają powyciągane z horrorów osobliwe zjawiska, których obecność jest tak samo irracjonalna jak dziwne jest wszystko co nie tylko go spotyka, ale też to, co robi. Mimo że wydarzenia na stadionie i na ulicach dzieją się symultanicznie, to ta proporcja jest mocno zaburzona, na szczęście na rzecz Metalliki. Węgierski reżyser nie ma pomysłu na fabularną ilustrację utworów  legendarnego zespołu, w jego opowieści brakuje dramaturgii, przemyślanej konstrukcji. Wplata w nią jednak fetysze zespołu i próbuje do tego dopowiedzieć zdarzenia. Widać, że chciał skupić się głównie na efekcie wizualnym, które oferuje 3D. Ale i ten potencjał nie został do końca wykorzystany. Oprócz paru efektownych scen, w części fabularnej nic ciekawego się nie dzieje. Dzieje się za to na scenie. Ogień i to dosłownie bucha i rozpala jeszcze mocniej widownię, która wydaje się, że złożona jest z samych najwierniejszych fanów zespołu, którzy, mimo braku nowych sukcesów zespołu, są wierni Metallice. Nie zabraknie wyznań wierności dla jedynego słusznego muzycznego nurtu i pogo, ale 24 kamery śledzą głównie Hetfielda, Hammetta, Trujilla i mocno przeżywającego Ulricha.

Spektakularny koncert odczuwa się całym sobą, głównie za sprawą tego, co na ekranie i tego, co zewnątrz. Na potrzeby tego przedsięwzięcia wymyślono najbardziej efektowny i widowiskowy koncert Metalliki. Lasery, dymy, buchający żywy ogień, gigantyczne krzesło elektryczne czy olbrzymia kilkunastometrowa Temida, znana z ?...And Justice for All? - najpierw budowana na oczach wszystkich, a potem sensacyjnie burzona - wszystko to na scenie. Dodając do tego warunki zewnętrzne - efekt 3D, gigantyczny ekran kina IMAX, świetne nagłośnienie, to sam koncert Metalliki wystarczyłby, aby zadowolić nie tylko zagorzałych fanów tej grupy. A tak powstała dziwna hybryda nazywana fabularyzowanym filmem koncertowym, a na niektórych portalach nawet musicalem.

Metallika stara się zaskakiwać swoich fanów. W komentarzach dotyczących ?Through the Never? Lars Ulrich powiedział: ?Po 30 latach w tym biznesie najważniejszą rzeczą dla nas jest to, żeby zawsze mieć pewność , że nasza praca jest tak urozmaicona, jak to tylko możliwe?. A frontman grupy dodał: ?Nigdy nie chcieliśmy opierać się na jednej rzeczy, interesowaliśmy się innymi możliwościami, wpadliśmy na pomysł nakręcenia kolejnego filmu,  ponieważ czuliśmy, że format Some Kind of Monster  się wyczerpał, chcieliśmy doświadczyć czegoś świeżego i innego?. Szkoda, że zespół szuka nowych propozycji dla fanów w dziedzinie wizualnych, a nie muzycznych atrakcji. Młodzi fani będą zadowoleni, starzy też, bo koncert to duża dawka wrażeń. Do tego doklejona na siłę ? la horror fabuła i może nawet fani sagi o kreaturach zawitają do kina - dla Metalliki nothing else matters.


Brak ocen

Prosimy zaczekać ...

Dodaj komentarz