„Medicus”, czyli zdrowy obraz średniowiecza

"Medicus" to wysokobudżetowa produkcja, która w Niemczech podbiła rekord Hobbita. I ja się nie umiem temu dziwić. Jest to bowiem pompatyczna produkcja rangi światowej, która w niezwykle płynny sposób opowiada o mrokach i zacofaniu średniowiecznej medycyny, ale też o małych i dużych marzeniach, na które dotąd nie ma skutecznego lekarstwa. Philipp Stolzl, na stelażu bestsellerowej powieści Noaha Gordona, konstruuje wyjątkowo stabilne dzieło, które sprawia, że podróż w czasie jest ujmująco zwinna i, choć trwa dwie i pół godziny, nie bywa nawet nużąca.

Roba Cole?a (w tej roli przystojny i utalentowany Tom Payne) poznajemy jako kilkuletniego chłopca, który na naszych oczach traci matkę i ? osierocony ? trafia pod skrzydła wędrownego znachora (Stellan Skarsg?rd), który trudni się prowizorycznym lecznictwem. Jego metody są brutalne, niehumanitarne, intuicyjne i dalekie od książkowych rozwiązań medycznych. Ta rozległa obserwacja budzi jednak w pełnym odwagi chłopaku potrzebę rozwoju nabytych dotąd umiejętności, wydobycia z siebie pokładów talentu i instynktu, jakie zostały mu ofiarowane przez Boga. Porzuca dotychczasowe życie, wypiera się wyznawanej religii i postanawia wyruszyć do arabskiego Ishafanu, gdzie pragnie doświadczyć nauk najznamienitszego lekarza perskich władców Ibn Siny, który był autentyczną postacią.

(fot: Monolith Films)

Po długiej uciążliwej podróży zostaje przyjęty do szkoły mistrza, gdzie obcuje z czystym źródłem wiedzy o funkcjonowaniu człowieka i natury, ma dostęp do szerokiego pasma literatury. Miasto atakuje jednak przebiegła zaraza, która staje się śmiercionośnym przeciwnikiem, który pochłania setki ludzkich istnień. Rob jest postrzegany jako wybitny, nieustępliwy uczeń, który - dzięki swojej zapalczywości i oddaniu, jest w stanie wiele osiągnąć. To on potajemnie rozkraja ciało nieboszczyka, by zgłębić jego wnętrze, czym zapoczątkowuje nowe myślenie o anatomii. Oto odkrywa, że wszystko to, czego się nauczył, jest sprzeczne z prawdziwą naturą i jej rzeczywistym działaniem. Wszystko to nie jest oczywiście tak bajecznie proste: świat jest tu niejednolity i pełen sprzecznych przekonań i wierzeń. Postęp medycyny staje tu w opozycji do utartych przekonań, zakorzenionych w religii, kształt polityki rozstępuje się tu na dwie równorzędne racje, a miłość - choć na wyciągnięcie ręki, to dyktowana odgórnymi ustaleniami.

(fot: Monolith Films)

"Medicus" to film, który jest intensywnym spojrzeniem na mentalność ludzi w XI wieku, na naiwność ich myślenia, ale też problemy, jaki musieli pokonać, aby świat harmonijnie parł do przodu. Jest to też film o poznaniu i o początkach poznawania siebie ? organicznie. Choroba prawego boku?, którą znamy współcześnie jako zapalenie wyrostka robaczkowego, to w tamtych czasach nieuleczalna choroba, która utożsamiana była z ostatecznym wyrokiem. Wszystko jest tu przecież pierwsze i nowe, a odkrycia wymagają nie tylko geniuszu, ale też otwartości na zmiany i stabilnego dla nich podłoża. W tym świecie bowiem za przeciwność głoszonych myśli płaci się własnym życiem. Zdecydowanym walorem filmu jest doskonałe ukazanie świata w ciemnym, przytłaczającym obrazie, który linearnie współgra i odzwierciedla powszechne wyobrażenie nastroju, jaki panował w średniowieczu. Ujmujące jest także nad wyraz precyzyjne przedstawianie szczegółów i niesamowita o nie dbałość. Muzyka jest tu tłem dla wykreowanego świata i otoczką, która ubarwia przedstawianą rzeczywistość. Ważne jest również to, że nie jest ona sztucznie podsycana tanią bajecznością niepotrzebnych elementów - dzięki temu Medicus zyskuje na prawdziwości i nie rozprasza niespójnością cząstek.

(fot: Monolith Films)

Wielbiciele powieści zapewne zarzucą produkcję zażaleniami, choć to przecież oczywista i jakże automatyczna reakcja w przypadku filmowych adaptacji. Ja jestem przekonana, że Stozl konstruktywnie wykorzystuje możliwości kina i nieustannie gra z wyobraźnią widza, pozostawiając szerokie pole wyobraźni swojemu odbiorcy. Stara się jednak podawać gotowe obrazy i mówić wprost - zupełnie bez patosu i odautorskiego dystansu. Moim zdaniem jest to szczególną zaletą tego dzieła - dzięki temu jest on przejrzystą opowieścią o walce ? z przeciwnościami losu, z tymi, którzy stoją po drugiej stronie, a przede wszystkim z czasem. Ostoją jest jednak Bóg i natura. Sami więc dobrze wiecie, co zatem ostatecznie zwycięża.


10.0/10 Od 1 oceniającego.
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz