Media o filmie NIEBIAŃSKIE ŻONY ŁĄKOWYCH MARYJCZYKÓW

?To istny pean na cześć tajemnicy otaczającej kobiecą seksualność, romantyczny w duchu, często wulgarnie dosłowny, a także naładowany specyficznym humorem, bo cóż można powiedzieć o historii wiedźmy, która zaklina wyśpiewującego serenady ptaka w waginie żony niechętnej, by oddać jej swojego męża na jedną choćby noc, czy historię zazdrośnika wysyłającego żywego trupa za obiektem swoich westchnień? O ile niektóre nowelki nadają się jedynie do kosza, tak spora ich część faktycznie bawi i jednocześnie daje do myślenia; kobieta to żywioł, to dzika natura, okiełznać się jej nie da, można jedynie przebłagać. Taki wniosek jest naprawdę świeży i prowadzi do przyjemnej myśli, że nawet w tym, co mamy za codzienne, szare i zwyczajne, może kryć w sobie coś, o czym nie śniło się filozofom.? Bartosz Czartoryski, film.onet.pl ?W świecie Maryjczyków możesz umrzeć od dotknięcia grzebykiem, urażona brzoza może zesłać na ciebie chorobę, dziewczęta tańczą w kisielu dla umarłych, a milicjanci zamiast broni kryją po kieszeniach magiczne sznureczki do odpędzania złych czarów. Żywiołowy, cielesny, witalny, obdarzony niezwykłym poczuciem humoru ? film Fiedorczenki dowodzi, że nowohoryzontowość nie musi w kinie polegać na ostentacyjnej hermetyczności, na artystowskiej wsobności, na formalnych konceptach. Najbardziej awangardowa bywa prostota.? Małgorzata Sadowska, Newsweek ?Brzmi to jak zbiór ekscentrycznych pomysłów reżysera na haju, ale Fedorczenko osiąga cel o wiele ambitniejszy. Jego film to próba uchwycenia specyficznej czasoprzestrzeni, którą rządzi ludowy rytuał. Ciało - podobnie jak kraina nad Wołgą - staje się terytorium rządzonym przez strzygi, duchy i zaklęcia, a banalna zdrada urasta do rangi kosmicznego dramatu z udziałem nadprzyrodzonych sił. Kobieta, wpychana tam w z góry określoną, tradycyjną rolę społeczną, ciągle się z niej wymyka i tak naprawdę to ona rozdaje karty. Być może "Niebiańskie żony..." nie zachwycałyby tak bardzo, gdyby nie ironia Fedorczenki. Nie bawi się w taniego antropologa - lokalna egzotyka jest u niego zarazem podpatrzona i ostentacyjnie wykreowana, co nadaje filmowi zagadkowy, metaforyczny rys. W krótkich nowelach w postaciach jurnych, swojskich "bab" można zobaczyć nie tylko Rosję, nie tylko emancypującą się i wycofującą na przemian kobiecość, ale też cały wachlarz kinowych motywów oraz archetypów (czary, duchy, męskie fantazje, romanse i zemsty), z którymi kobiety znad Wołgi żyją na co dzień.? Paweł T. Felis, Gazeta Wyborcza ?Rosjanin zanurza się w micie i krok po kroku zaczyna go reinterpretować - zamieniając maryjskie zwyczaje i rytuały w puenty kolejnych humoresek i punkty kulminacyjne opowieści grozy, maluje bogatą panoramę wymierającej kultury. Reżyser potrzebuje dwóch godzin i dwudziestu sześciu krótkich nowelek, by dokonać czegoś, co w kinie udaje się niezwykle rzadko, mianowicie imponującej "kompresji czasowej". Splata on przyszłość, przeszłość i teraźniejszość bogatej, skomplikowanej, wzniesionej na starych obrządkach kultury: pokazuje, gdzie była przed stuleciami, chwyta ją "tu i teraz", stawia nieoczywiste pytania dotyczące jej dalszych dziejów. Każdy segment opowiada o jednym obrządku organizującym życie w Mari El , każdy ma też bohaterkę, której imię rozpoczyna się literką "O" ("to uniwersalny symbol piękna i symetrii" ? przekonuje Fedorczenko). Brzmi to wszystko bardzo poważnie, ale z perspektywy widza z innego kręgu kulturowego poważne oczywiście nie jest: kobiety spółkują tu z wiatrem, śpiewające ptactwo wije gniazda w waginach, leśny duch domaga się seksu z chłopem, a zombie w kreszowym dresie zostaje odprawiony przez pana dzielnicowego. Jest nawet taniec w kisielu, polowanie na strzygi z dwururką oraz iście montypythonowska zaduma nad kawałkiem pasztetu.? Michał Walkiewicz, filmweb.pl ?Nowelowa opowieść o ostatnich autentycznych poganach w Europie z wielu względów zasługuje na uwagę. Podziw budzi przede wszystkim styl i talent Fedorchenki w operowaniu narracją, nietypowym konstruowaniu historii i wyjątkowym zmyśle estetycznym. W dwudziestu sześciu nowelach rosyjskiemu twórcy udaje się uniknąć patosu, pretensjonalności czy nostalgii za utraconym porządkiem, choć prawie za każdym razem pojawia się ryzyko wpadnięcia w sidła moralitetu. Fedorchenko unika tej pułapki dzięki fantastycznym rozwiązaniom stylistycznym, ale również ze względu na wyjątkowe podejście do przedstawianych historii: ?Niebiańskie żony...? sugerują, w jaki sposób można inaczej wyobrazić sobie opowieść o fundamentach kultury, o jej mitach założycielskich i pierwotnych rytuałach. O porządku, który nie został ukształtowany w patriarchalnym systemie; porządku, w którym moralność nie wiąże się z modelem chrześcijańskim, a seksualność nie jest stygmatyzowana.? Agnieszka Jakimiak, dwutygodnik.com ?Zmysłowość Márqueza, mistyczna atmosfera, słowiańskie dusze bohaterów, rubaszny humor i surrealistyczne motywy rodem z Davida Lyncha. Fedorczenko stworzył w swojej najnowszej produkcji unikatowy portret ugrofińskiego ludu Mari Eł, wykorzystując autorski styl, bogaty zarówno w plastyczne środki artystyczne, jak i charakterystyczną, ocierającą się o realizm magiczny narrację. Piszący do niedawna scenariusze do filmów dokumentalnych rosyjski reżyser nazywany jest przewrotnie antydokumentalistą. Nie ma w jego filmie niczego, z czym kojarzymy najnowsze kino rosyjskie. Mimo że ukazywana przez niego społeczność nie stroni od brutalnych rytuałów i patologii, są to elementy rzeczywistości, które w filmie się nie pojawiają, a na pewno nie w dosłowny sposób. Film podzielono na ponad dwadzieścia podrozdziałów: to historie dziewcząt, których imiona rozpoczynają się na literę ?O?. Kamera obserwuje ich erotyczne zmagania z pełnym zaangażowaniem, bez tabu i przesadnego naturalizmu. W opowieści Oshviki, Orazvi, Odochy i reszty dziewcząt nie brakuje miejsca na romantyzm i czułość. Choć w kilku epizodach bohaterki ocierają się o śmierć i ból, widz ogląda film jak baśń.? Natalia Kaniak, Gazeta festiwalowa Na horyzoncie ?W przeciwieństwie do melancholijnych Milczących dusz w Niebiańskich żonach? tętni życie, buzują emocje, uderza dowcip i lekkość. Kilkanaście nowelek z maryjskimi kobietami w rolach głównych to fantastyczna podróż w świat bogatej, kolorowej, pogańskiej kultury, która w takiej formie w większości przypadków istnieje tylko w literackich tekstach, a za sprawą Fedorchenki - na taśmie filmowej. Pasja, jaka bije z twórczości rosyjskiego reżysera związanej z Maryjczykami, słusznie każe porównywać go z innym mistrzem - piewcą wschodniego folkloru, Siergiejem Paradżanowem.? Katarzyna Wolanin, filmaster.pl ?Po Milczących duszach film już tak nie zaskakuje baśniowością, rubasznością, specyficznym zamglonym klimatem, ale nie znaczy to że Niebiańskie żony... ustępują Owsjankom. Jest tu więcej niespodziewanego humoru, a formuła krótkich filmowych nowel nie pozwala się nudzić. Dla filmowych etnografów - obie pozycje obowiązkowe. Ale najpierw warto zajrzeć do Paradżanowa.? Borys Musielak, filmaster.pl ?Ten film jest czystą poezją. Kiedy się kończy, nie pamiętasz metafor. Nie potrafisz sobie przypomnieć nawet fabuł poszczególnych opowieści, ale wychodzisz z kina odurzony ich nierealną, poetycką atmosferą, pięknem świata, w którym nie ma pęknięć na sfery sacrum i profanum, kultury i natury, życia i nieżycia, nawet dobra i zła, bo wszystko jest przecież jednością. I niezauważalnie dla samego siebie czujesz, że wróciłeś do miejsca, w którym wszyscy byliśmy jednością z Puszczą, Umarłymi, Matką Narodzin, rytuałami których znaczenia już nie pojmujemy, ale wciąż w nas tkwią, pogrzebane pod tym, czego nauczyła nas o świecie nasza nowoczesna kultura. Jesteśmy Jednością. I to bardzo budujące uczucie. No i mimo tego, że niebiańskie żony, magiczne kobiety mogą cię zabić jednym słowem. Chciałbyś na nie popatrzeć znowu i znowu.? Grzegorz Kapla, Male Men  

   
Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz