Małe stłuczki dużych spraw – recenzja filmu „Małe stłuczki”

Polskie kino cierpi na uciemiężliwość tematów skrajnych - mocnych, chwytliwych, kontrowersyjnych lub błahych, ulotnych czy przemijających w zawrotnym tempie. Widownia koszalińskiego Festiwalu Młodzi i Film jest zupełnie zgodna - "Małe stłuczki" to nieśmiała tratwa dla młodego polskiego kina - nienadęta, lekka, zwiastująca cichą wyprawę na głębokie wody.

Asia i Kasia to dwie przyjaciółki, które trudnią się likwidacją niepotrzebnych już domów nieboszczyków - zbierają stare bibeloty i sprzedają na pchlim targu. Ich hermeneutyczny świat zamyka się tam, gdzie one same wyznaczą jego kres. Usilnie starają się zaklinać rzeczywistość, panować nad założonymi regułami, uplasować się na bezpiecznym marginesie społecznym i bezszelestnie na nim egzystować. Pozorny spokój zakłóca Piotr - niestrudzony pracownik fabryki pudełek, którego życie toczy się zgodnie z rytmem monotonnej pracy, a zakleszczająca go rutyna nie pozwala mu wydobyć się z tłamszącego go marazmu. Gdy losy tych trojga krzyżują się, każde z nich poznaje siebie na nowo i odkrywa w zupełnie innym, nieznanym dotąd kontekście. I nagle okazuje się, że wcale nie znamy się na tyle, na ile daliśmy się poznać.

Aleksandra Gowin i Ireneusz Grzyb dają niewątpliwie doskonały pokaz sztuki wyczucia momentu, gestu, spojrzenia - pozwalają swoim bohaterom na jawną swobodę, nie narzucając im ograniczających ról. Dzięki tej swobodzie, z filmu wydobywa się jego esencja - człowiek sam dąży do znalezienia swojego miejsca w świecie, obijając się o miejsca i kanty. Rzeczywistość przez nich budowana, ma swoje fasady tylko po to, by ukazać jej kruchość i wątłość. Im bardziej próbujemy nad nią panować, tym bardziej wymyka nam się z rąk. "Małe stłuczki" to ulotne zdarzenia, które perturbują życie, zmieniają jego bieg. Jakkolwiek byśmy się im nie opierali, one generują się same - nieproszone. Jest w tym filmie pewna lekkość opowiadania - historia toczy się sama, a znaczenia uwypuklają się same. Głębokie osadzenie w realnej rzeczywistości sprawia, że widz doskonale porusza się po meandrach akcji, którą zwinnie mógłby wpisać w znane sobie doświadczenia. Niesamowita zdolność ujmowania planu w kadr, sugestywne jego ujęcia i suchość krajobrazu szarej Łodzi, sprawiają, że przekaz jest jeszcze dobitniejszy, choć wysuwa się z założenia, że owa szara rzeczywistość jest pewną metaforą.

"Małe stłuczki" to duża nadzieja dla polskiego kina - mocny debiut, który posiada wszelkie warunki, by zdobyć sympatię widzów. Poprzez swoją bliskość, mówienie językiem, którym widz operuje, staje się filmem, który z pewnością zwiastuje rzetelne polskie kino, które nie boi się sięgnąć po rzeczywistość, która trąci bezsilnością, ospaniem, bezładem, niszą - tym wszystkim, co dla zwykłego człowieka jest powszednie i pierwsze.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz