Magnetyczny potencjał – recenzja filmu ?Jack Strong?

Pasikowski to przede wszystkim człowiek, który  nakręcił kultowe już ?Psy? - kryminał, który o polskiej historii opowiadał w hoollywoodzkim kostiumie. Rangi ?Psów? nie trzeba tutaj po raz kolejny potwierdzać, w tym dziele filmoznawcy i socjologowie grzebią do dziś, prezentując coraz to nowe odczytania i wskazując na kilka pięter znajdujących się pod wybuchową warstwą fabularną. O ile prawie 20 lat temu czuć było kompleks zachodu pod względem technicznym, to najnowszy ?Jack Strong? to już nie próba siłowania się na Hollywood, mamy wreszcie w Polsce film goniący Amerykanów. Twórca ?Pokłosia? nigdy nie ukrywał, że do jego wizji potrzebne są duże pieniądze, aby przykuć uwagę  widza w filmie awanturniczym trzeba kręcić z impetem i... najlepiej na ważny temat. Mogliśmy przekonać się o tym ostatnio w przypadku wspomnianego już ?Pokłosia?. Obraz, którym Pasikowski powrócił do kina, wywołał, z racji tematu, naturalnie duże kontrowersje, ale bulwersowała też dobrana do tego sensacyjno-thrillerowa forma z elementami horroru - Pasikowski, niestety, otarł się o kicz. Huknął problemem, a zrobił mu naprawdę źle, przedobrzając z groteskowością przedstawienia.  Tak już ma, że u niego zawsze musi być ?na bogato?.

Uprawiane przez niego popularne gatunkowe kino tym razem zrobi tylko dobrze legendzie Kuklińskiego. Pasikowski nie grzebie za bardzo w życiorysie Kuklińskiego, przedstawia go jako bohatera, który ocalił nie tylko Polskę, ale i uchronił cały świat przed widmem III wojny. Stosunek do komunizmu będzie więc tutaj czarno-biały. Mimo że biografią szpiega można by obdzielić kilka filmów, to tutaj reżyser skupia się na najbardziej emocjonującej chwili w życiu rodziny Kuklińskich. Pasikowskiego interesuje to, co pasuje do tkanki filmowej. Ale nie unika i pomyłek, jedną z kilku rzeczy, do których można by się przyczepić, to rozpoczęcie nieco nudnym wprowadzeniem obejmującym kilka lat - od momentu pierwszych sukcesów stratega po moment, kiedy Jack Strong decyduje się na współpracę z CIA. Śledzimy to jak wykład z dziejów zimnej wojny, gdzie na tym etapie Kuklińskiego historia za bardzo się nie ima. A przecież to wtedy coś skłania Kuklińskiego do reakcji, moment przełomowy w tej retoryce umyka. Dalej jest już na szczęście tylko lepiej, po odrobionej pracy domowej z historii, Pasikowski bierze się za to, co wychodzi mu najlepiej, jest w swoim żywiole. Pętla, którą sam sobie Kukliński nałożył, zacieśnia się, a obraz nabiera tempa i spodziewanego napięcia, kiedy Kukliński nie ma już wyjścia i musi uciekać czuć w powietrzu znany z amerykańskich filmów sensacyjnych motyw: ?Masz 24 godziny, żeby ocalić rodzinę, w zależności od tego, co zrobisz, oni mogą labo przeżyć , albo zginąć - decyzja należy do ciebie?.

Ta walka z czasem to prawdziwy majstersztyk w filmie ?Jack Strong?. Pasikowski myli tropy, kapitalnie wykorzystuje specyfikę tkanki filmowej, by pograć sobie z widzem i z jego percepcją, ten film nie trzyma  w napięciu od początku do końca, on świetnie wykorzystuje filmowy język, aby kumulować napięcie, rozładowywać je i tak parę razy, dajemy się złapać na to nie raz. Tak jak Kukliński przechytrzył swoich towarzyszy, tak Pasikowski igra sobie z naszymi oczekiwaniami. Tutaj kluczową rolę odgrywa zaskoczenie, w tak dobrze znanej nam historii, wiemy przecież, co się wydarzy, a mimo to dajemy się wyprowadzić w pole. Najbardziej sensacyjny moment to chyba chwila pościgu, gdzie autor ?Psów? pokazał, że nawet jadąc 40 km na godzinę, poruszając się po ?drogach wewnętrznych?, można nakręcić efektowny i nieoderwany od rzeczywistości pościg, a wykorzystuje do tego naturalną przeszkodę - śnieg i milicyjne kabaryny.

Jak zawsze mocna strona filmów Pasikowskiego - obsada. Tym razem nie jest inaczej. Dorociński ?robi? ten film, kapitalnie wcielając się w Kuklińskiego. Zimny i zasadniczy przy towarzyszach, ciepły i ludzki w otoczeniu rodziny. Ma jeden mundur - to kamuflaż, bez niego jest po prostu człowiekiem, który mimo że do perfekcji opanował pozorowanie, to kiedy grozi mu zdemaskowanie, nie potrafi trzymać nerwów na wodzy. Trąci myszką trochę teatralny konflikt ojca z synem, który wygląda jak dopisany do całej historii i odgrywa po prostu wymóg gatunkowy. Syn wyraża swoje żale w kierunku Kuklińskiego w jednym zwartym monologu jak kwestie szekspirowskie. Patrick Wilson w  roli agenta CIA jest najbardziej amerykański z amerykańskich w naszych stereotypowych wyobrażeniach - swoje ?polskie? kwestie wyduka z prawdziwym hollywoodzkim przejęciem.

Początek ulubiony Pasikowskiego - scena wyrwana z kontekstu i z opowieści, swoista przedakcja, dopiero potem następuje właściwa historia, początek ten dopełnia się znaczeniem potem, przywoływany w rozmowach, staje się przypisem do całości. Chwyt znany i pamiętany szczególnie z ?Psów? albo z ?Bondów? z Pierce?em Brosnanem.

Jest taki moment w tym filmie, gdzie dosłownie kurtyna opada i ukazuje się nam świat możliwości, z ciemności wyłania się słońce i ukazują się nowe perspektywy. Ale niestety życie dopisało inny scenariusz do tej historii, powodując, że zwycięstwo Ryszarda Kuklińskiego stało się gorzkim zwycięstwem. Pozostanie na pewno po tym filmie w każdym widzu pytanie - czy było warto? Ostatnia scena nakazuje nam współczuć i zastanowić się, czy osobiste zwycięstwo Kuklińskiego nie było tym pyrrusowym.


Brak ocen
Prosimy zaczekać ...
Voting is currently disabled, data maintenance in progress.

Dodaj komentarz