Maczeta nie wypala się – recenzja filmu ?Maczeta zabija?

Robert Rodriguez 5 lat temu stworzył postać już kultową, bo w kinie samo już wyartykułowanie słowa ?Maczeta? wiąże się z mimowolnym uśmiechem. A zaczęło się niewinnie - od żartu. W ogóle wszystko, co zawarte jest w tym ?dziele?, należy traktować w kategoriach żartu i spoza jego ramy absolutnie nie wychodzić, bo można się mocno zniesmaczyć.

W imię kawału powstał Maczeta i na dowcipie polega, ale nawet najbardziej odjechane pomysły powinny mieć na czymś oparcie, bo widz może wykrzywić z bólu twarz. Posunięty w latach supertwardziel narodził się w momencie spotkania się panów Rodrigueza i Trejo, a zadebiutował w fałszywym zwiastunie dołączonym do ?Grindhouse? z 2007 roku. Duże zainteresowanie przykuwającym uwagę zwiastunem powołało do istnienia jedynego w swoim rodzaju Latynosa w skórzanej kamizelce ze schowkami na noże.

Kiedy Rodriguez tworzył w głowie tego bohatera nie przypuszczał, że spawy zajdą tak daleko i że powstanie z tego film, potem drugi, aż wreszcie swoimi kolejnymi pomysłami odfrunie - dosłownie, bo aby tradycji stało się zadość, to trailer trzeciej odsłony, będący częścią ?Maczeta zabija?, informuje nas, że w kolejnej kontynuacji wszystko będzie się działo w...  kosmosie.

Ale zanim wszechświat, to Maczeta musi uratować świat przed zagładą, a ściśle Amerykę - ale przecież to samo, świat bez Ameryki nie istnieje. Do tej misji wyznacza go sam prezydent USA - w tej roli Charlie Sheen, ukrywając się pod swoim prawdziwym nazwiskiem jako Carlos Estevez, który przekona uznanego konesera noży do stawienia czoła złu w imię dobra ojczyzny. Atak rakietowy wymierzony w Waszyngton to zmartwienie, z którym właśnie Sheen radzi sobie we właściwy sobie sposób. Aby powstrzymać sprawcę zamieszania, nieobliczalnego Mendeza, Maczeta wyruszy do Meksyku. Pomoc w sprawie zaoferuje ekscentryczny miliarder i handlarz bronią - Luther Voz (w tej roli Mel Gibson).

Maczeta to człowiek niegramotny, z ?nie chcę, ale muszę? na ustach. Tylko noże Maczety rzucane są z prędkością światła, fabuła próbuje dopasować się do kolejnej przewijającej się gwiazdy na ekranie. A mamy ich tu spory arsenał. Znane z już poprzedniej części - mająca jako jedyna dobro w oczach Jessica Alba oraz twardzielka Michelle Rodriguez nie zawiodą. Reszta to tak zwane marketingowe przyciągacze, dla których musiał się znaleźć jakiś wątek w filmie. A że jak wiadomo - gwiazdy są zajęte, to każda z nich odgrywa po epizodziku, ale jakże wybuchowym i odjazdowym - konkurencja - komu najmocniej wyprują flaki jest naprawdę zacięta. Uczestniczą w niej oprócz wspomnianego Gibsona także Amber Heard, Antonio Banderas, Lady Gaga, Vanessa Hudgens i Cuba Gooding Jr.

Kręci to się wszystko tak bez ładu, że ma się wrażenie, że nawet mało wylewny główny bohater nie wie, co się dzieje - ale nie przeszkadza mu to szczególnie, jeżeli dzierży w ręku tasak. Ratując świat, można przy okazji wykosić trochę przeszkód. Sama postać Maczety w nowej odsłonie trzyma się obranej linii, reszta jest zabawą krewkiego artysty spod znaku pełnej wolności, nieznającego progu szaleństwa w swoich wizjach. Jeżeli ktoś lubi taką estetyczną odskocznię i potrafi się bawić przy tej konwencji, to będzie usatysfakcjonowany wielością absurdów i wypaczeń. Ale jeżeli ktoś, się spodziewa tego, że Rodriguez zaskoczy nową jakością żartu, będzie rozczarowany, bo ile można się śmiać z wyprutych trzewi? Czekam na ?Maczeta zabija w kosmosie? - ciekawe, jak zachowują się wnętrzności bez grawitacji. Na razie ?Maczeta nie twittuje, nie smsuje? i... nie wypala się.

       

Dodaj komentarz